Sport

Brunes strzela, Raków wygrywa!

Częstochowianie długo kazali czekać na pierwszą ligową wygraną u siebie, ale jak już to zrobili, to w przekonującym stylu. Różnica dwóch goli to najniższy wymiar kary dla Motoru Lublin.

Jonatan Brunes i Marek Papszun znów mają powody do radości/Fot. Grzegorz Misiak/PressFocus

Na początku było trochę zaskoczenia, a nawet konsternacji. Marek Papszun po raz pierwszy od niepamiętnych czasów, a może nawet po raz pierwszy w Rakowie, zdecydował się na ustawienie z czwórką obrońców! Jakby tego było mało, na lewej flance postawił na Ibrahimę Secka, który jest raczej ofensywnym zawodnikiem.

Zaufanie popłaca

Częstochowianie od początku wyglądali dobrze, od pierwszych minut zdominowali rywali, ale akurat Senegalczyk mocno odstawał od kolegów. Miał problemy z opanowaniem piłki, a kiedy już znalazł się w doskonałej sytuacji, uderzył tak wysoko i niecelnie, że przez trybuny przeszła jedynie salwa śmiechu. Wydawało się, że Seck będzie pierwszym zawodnikiem do zmiany w przerwie, ale Papszun postanowił mu zaufać i... wyszło na jego. Po zmianie stron 21-latek uderzał już znacznie lepiej, potrafił też wykreować świetne sytuacje kolegom, jak choćby w 68 minucie, gdy Jonatan Brunes po jego podaniu powinien skompletować hat-tricka.

Odrodzony Brunes

Mecz z Motorem był niezwykle ważny dla "kuzyna Haalanda". Nie sposób nie odnieść wrażenia, że Norweg lepiej czuje się na boisku, gdy... nie ma na nim Iviego Lopeza. Tuż przed zejściem na przerwę otworzył wynik pewnie wykonanym rzutem karnym (gdyby Hiszpan nie był kontuzjowany, to on w Rakowie jest pierwszym wyznaczonym do wykonywania jedenastek), po zmianie stron podwyższył wynik po precyzyjnym podaniu piłki od Tomasza Pieńki. - Chcemy wrócić do ligowej czołówki, być tam, gdzie Legia i Lech - mówił po meczu w końcu ukontentowany Norweg, któremu chyba przeszła już "transferoza" i skupił się w pełni na grze dla częstochowian.

Raków tak totalnie zdominował rywala, że ciężko jest jednoznacznie wskazać najlepszego gracza czerwono-niebieskich. Gdyby Karol Struski w 78 minucie zamiast w słupek trafił do bramki, ten tytuł mógłby z czystym sumieniem powędrować na jego konto. Piłkarz w najlepszy możliwy sposób odpłaca się za zaufanie trenerowi. Na ostatnią chwilę został włączony do kadry na Ligę Konferencji, wydawało się, że może odejść na wypożyczenie, a teraz błyszczy zarówno na polskich, jak i europejskich boiskach. Bardzo dobrze w środku pola dogaduje się również z Oskarem Repką. - To wszystko wygląda coraz lepiej. Wspólnie się uzupełniamy - skomentował Struski. - Może początek był ciężki, ale wierzyliśmy w ten projekt. Cały czas dążyliśmy do tego, co trener nam przekazywał. Teraz nam się to odpłaca i mamy nadzieję, że tak będzie w kolejnych meczach - dodał natomiast Repka.

Powrócili do własnego DNA

Pomyśleć, że jeszcze niedawno wśród części dziennikarzy i kibiców trwała dyskusja, czy Marek Papszun powinien dalej prowadzić częstochowian. Niedzielna wygrana była już trzecią z rzędu, do tego wszystkie zostały odniesione w dobrym stylu. Seria meczów bez porażki urosła do pięciu. Wicemistrz Polski wyraźnie odbił się od dna, powrócił do swojego DNA i po prostu gra o niebo lepiej niż jeszcze kilka tygodni temu. - Sam byłem ciekaw, jak zagramy po tak krótkim odpoczynku po meczu z Craiovą. Oprócz tego, że wygraliśmy, pokazaliśmy bardzo dobrą piłkę. Za nami intensywne trzy tygodnie. To było super doświadczenie i dziękuję tym, którzy w tym okresie najwięcej się przyczynili do tego, że nasza gra i wyniki się poprawiły. Piłkarze i sztab szkoleniowy spisali się na medal i wyszliśmy z trudnej sytuacji. Najsłabszy okres za nami, ale musimy pracować, aby takich dołków unikać - podsumował Marek Papszun.

Łyżką dziegciu w beczce miodu Rakowa była czerwona kartka dla Frana Tudora za faul wyprostowaną nogę na Pawle Stolarskim w doliczonym czasie, w pozornie niegroźnej sytuacji i przy ustalonym wyniku. - Mecz był całkowicie pod naszą kontrolą od pierwszej do ostatniej minuty. Bardzo dobrze czuliśmy się z piłką przy nodze - przyznał po spotkaniu Tudor. Część winy za wybryk Chorwata można zrzucić na Papszuna, który w drugiej części gry przesunął go na drugą stronę, a zawodnik z najdłuższym stażem w Rakowie nie czuł się tam najlepiej.

Mariusz Rajek

OCENA MECZU

◼ Raków Częstochowa – Motor Lublin 2:0 (1:0)

1:0 – Brunes, 45+1 min (rzut karny), 2:0 - Brunes, 57 min (asysta Pieńko)

RAKÓW: Trelowski 6 - Tudor 5, Racovitan 6, Svarnas 6, Seck 6 (88. Konstantopoulos niesklas.) - Ameyaw 7, Repka 6 (70. Barath 5), Struski 7, Pieńko 7 (81. Makuch niesklas.) - Diaby-Fadiga 6 (70. Bulat 6), Brunes 8 (81. Rondić niesklas.). Trener Marek PAPSZUN. Rezerwowi: Zych, Mircetić.

MOTOR: Brkić 7 - Stolarski 5, Bartoś 4, Ede 3 (46. Najemski 5), Luberecki 5 - Rodrigues 4 (61. Scalet 4), Łabojko 4 (71. Samper niesklas.), Wolski 5 - Fabio Ronaldo 4, Van Hoeven 5 (61. Król 4) - Dadaszov 4 (84. Lewandowski niesklas.). Trener Mateusz STOLARSKI. Rezerwowi: Tratnik, Palacz, Meyer, Karasek, Haxha.

Sędziował Damian Kos (Wejherowo) – 6. Asystenci Bartosz Heinig (Toruń) i Dariusz Bohonos (Gdańsk). Czas gry 100 min (48+52). Widzów 5347. Żółte kartki: Svarnas - Ede, Rodrigues, Dadaszov. Czerwona kartka: Tudor (90+3.brutalny faul)


MÓWIĄ LICZBY
RAKÓW   MOTOR
54 posiadanie piłki  46
8 strzały celne  3
14  strzały niecelne 2
4 rzuty rożne 5
2  spalone  2
12  faule 15
1  żółte kartki 3