Sport

Brazylijska niespodzianka

W rywalizacji o mistrzostwo świata pozostało sześciu reprezentantów Europy, jeden Afryki i jeden Ameryki Południowej. Takiej sytuacji nie było od 26 la

Vinicios Angelo Lima De Carvalho miał spory udział w awansie Brazylijczyków do ćwierćfinału. Fot. PAP/EPA

Mundial wkroczył w decydującą fazę i na placu boju pozostało 8 najlepszych drużyn. Mają one za sobą po 6 meczów, ale połowa z nich w tym tygodniu wybiegnie na boisko jeszcze trzykrotnie. 

Od lat utarło się, że o najwyższe laury walczą głównie przedstawiciele Starego Kontynentu i nie inaczej jest w tegorocznym czempionacie. Europę reprezentują: Dania, Francja, Niemcy, Węgry, Chorwacja i Portugalia, Afrykę Egipt, a Amerykę Południową Brazylia. Obecność aż dwóch zespołów spoza Starego Kontynentu w gronie ćwierćfinalistów to spora niespodzianka i pierwszy przypadek w tym wieku! Historia pisze się więc na naszych oczach. Brazylia i Egipt dotarły do ćwierćfinałów, eliminując gigantów. Mistrzowie Afryki wyszli z grupy z kompletem zwycięstw, a ich „ofiarami” byli nawet Chorwaci, których pokonali w Zagrzebiu 28:24. W fazie zasadniczej Egipcjanie pokonali Słoweńców, a w awansie do 1/4 finału nie przeszkodziła im porażka z Islandczykami. Dla Brazylijczyków natomiast decydująca była konfrontacja niedzielna z Hiszpanami, których po zaciętym boju pokonali jedną bramką. Hiszpanie, mający w składzie przedstawicieli Orlen Superligi (Alex Dujszebajew, Abel Serdio, Daniel Dujszebajew) mogli wyrównać na 26:26, ale ostatniej akcji zabrakło im szczęścia i to Brazylijczycy, mający na „rozkładzie” m.in. Norwegów, mogli się cieszyć z historycznego awansu do najlepszej ósemki globu i w środę o 17.30 postarają się pokrzyżować szyki Duńczykom, celującym w czwarte złoto z rzędu. Egipcjanie z kolei już dziś o 21.00 zmierzą się z Francuzami i faworytami raczej nie będą.

Trzy godziny wcześniej Chorwaci podejmą w Zagrzebiu Węgrów. Współgospodarze turnieju miejsce w ćwierćfinale wywalczyli jako ostatni, ale by się w nim znaleźć, musieli pokonać Słoweńców. Ci nie zamierzali ułatwiać zadania rywalom, walcząc dosłownie o każdą piłkę. Po chorwackiej stronie grali Igor Karacić i Leon Susnja, a po przeciwnej Klemen Ferlin i Miha Zarabec, a więc kwartet doskonale znany z Orlen Superligi. Mecz długo był bardzo wyrównany, ale w ostatnim kwadransie Słoweńcy zatracili skuteczność i często gubili piłkę. Przeciwnicy w tych elementach prezentowali się lepiej, co pozwoliło przypieczętować im awans.

W czwartym ćwierćfinale (środa, 20.30) idący jak burza Portugalczycy, którzy w marcu dwukrotnie zmierzą się z Polakami w kwalifikacjach Euro 2026, zagrają  z Niemcami, naszymi pogromcami w fazie grupowej.

(mar)