Sport

Brakujący puzzel?

Marko Poletanović z przytupem wrócił do polskiej piłki. Czy z nim w składzie Wisła będzie regularnie wygrywać?

Marko Poletanović (z lewej) zaliczył idealny debiut w Wiśle. Fot. Bartek Ziółkowski / www.wislakrakow.com

WISŁA KRAKÓW

W meczu z Ruchem Wisła strzeliła dwa gole po rzutach rożnych. Tyle, ile w 20 wcześniejszych spotkaniach sezonu! Duża w tym zasługa Marka Poletanovicia, który wykonywał stałe fragmenty.

Dobre dośrodkowania

Po efektownej wygranej na Stadionie Śląskim wszystkim zawodnikom Wisły należały się wysokie noty. Na najwyższą zapracował Angel Rodado – autor trzech goli i asysty. Jednym z najlepszych był także Marko Poletanović, który wrócił do klubu z ulicy Reymonta po niemal trzech latach. Serb występował w Wiśle w rundzie wiosennej sezonu 2021/22, po której „Biała gwiazda” spadła do I ligi. Teraz zameldował się pod Wawelem, by pomóc zespołowi wrócić do ekstraklasy. Serb podpisał umowę przed inauguracyjnym spotkaniem ze Zniczem Pruszków i był w kadrze, ale na pierwszy występ po powrocie musiał czekać do Meczu Mistrzów w Chorzowie.

Wyszedł w pierwszym składzie w miejsce Kacpra Dudy i szybko potwierdził, że warto było na niego postawić. Na początku meczu po jego dośrodkowaniu z rzutu rożnego wynik otworzył Mariusz Kutwa, a po przerwie i kolejnym stałym fragment oraz zgraniu Wiktora Biedrzyckiego na 4:0 podwyższył Angel Rodado. W Chorzowie wiślacy strzelili po rożnych tyle samo goli, ile we wszystkich poprzednich meczach sezonu. – Naprawdę zagrywał dobre piłki, dzięki temu zdobywaliśmy bramki. To ważne, bo jeśli mecz jest trudny, to trzeba być gotowym, by rozstrzygać go choćby po stałych fragmentach – mówił hiszpański napastnik.

Tego brakowało

Poletanović jako piłkarz oferuje znacznie więcej. Mierzy 187 cm, więc jego wzrost w niskiej drużynie Wisły przydaje się w walce powietrznej w środku pola. Były gracz m.in. Rakowa Częstochowa i Zagłębia Lubin notuje też wiele odbiorów i potrafi przyspieszyć grę. Przykład? W pierwszej połowie przeciwko Ruchowi, gdy po przejęciu piłki krakowianie wyszli z kontrą i dobrą sytuację na gola zmarnował Łukasz Zwoliński. – Gra szybko, na jeden-dwa kontakty. Tego nam brakowało – podkreśla trener Mariusz Jop. – Spokój w defensywie, w środku dużo większy niż w poprzednich meczach – komentuje prezes Jarosław Królewski. – Ale spokojnie, bo James Igbekeme także zagrał świetnie – dodaje.

Wrócił optymizm

Wisła zaczęła rok od grania w kratkę. Po bardzo słabym występie i porażce ze Zniczem Pruszków przyszedł świetny występ i wysoka wygrana z Ruchem na Stadionie Śląskim. Teraz czekają ją dwa kolejne mecze z zespołami zainteresowanymi awansem do ekstraklasy. W piątek zmierzy się w Gdyni z Arką, a 9 marca podejmie Górnika Łęczna. – Po pierwszym meczu ważne było, żeby wróciły dobre nastroje, żeby dobra energia była w drużynie. Pierwsze dni po porażce ze Zniczem nie wyglądały dobrze. Za mało było w drużynie optymizmu, ale nie ma co się dziwić po przegranym spotkaniu. W ostatnich dniach radość wróciła i pokazaliśmy ją w sobotę na boisku –  zauważa prawy obrońca Bartosz Jaroch– Po pierwszym meczu, w którym zabrakło mnie w wyjściowym składzie, byłem zawiedziony, ale dobrze, że wróciłem. Będę się starał już tego miejsca nie oddać.

Michał Knura