Bolesne pomyłki
Czasem system VAR przeszkadza, a nie pomaga. A przecież założenie było inne…
Sędzia Paweł Malec był antybohaterem zeszłorocznego spotkania Ligi Narodów, gdy zasiadał w wozie VAR. Fot. Marta Badowska/PressFocus
Nie ta stopklatka
Jedna z sytuacji, w której VAR nie zadziałał tak, jak powinien, wydarzyła się niedawno, w listopadzie poprzedniego roku. Była to jedna z największych pomyłek sędziowskich, odkąd wprowadzono system wideoweryfikacji. Co więcej, błąd popełniony został przez grupę polskich sędziów. Zdarzenie miało miejsce podczas spotkania Ligi Narodów Szwecja – Azerbejdżan. Napastnik gospodarzy Alexander Isak strzelił gola i arbiter główny Paweł Raczkowski bez zawahania bramkę uznał, podejmując słuszną decyzję. Wtedy do gry wkroczyli sędziowie VAR, którzy według przepisów mają obowiązek sprawdzić wszelakie szczegóły akcji bramkowej, aby znaleźć ewentualne przewinienie, które spowodowałoby anulowanie trafienia. Paweł Malec (VAR) i Daniel Stefański (AVAR) tak dokładnie analizowali trafienie, że znaleźli spalonego. Przekazali wieści Raczkowskiemu, a ten gola unieważnił. Problem polegał na tym, że duet w wozie VAR popełnił fatalny błąd. Ujmując sprawę krótko – na stopklatce, którą analizowali sędziowie, Isak rzeczywiście był na pozycji spalonej, ale zanim piłka do niego w tej akcji trafiła, podanie otrzymał jego partner z zespołu, który mu asystował. Wtedy snajper już na spalonym nie był. Afera mogła być jeszcze większa, gdyby błąd wpłynął na rezultat. Ostatecznie Szwecja wygrała jednak 6:0.
Powtarzamy mecz!
Ogromne zamieszanie wywołał za to błąd VAR w meczu ligowym Anderlecht – Genk w grudniu 2023 roku. Podczas spotkania ligowego doszło do sytuacji, w której piłkarz Genku Bryan Heynen wykonywał rzut karny. Jego uderzenie obronił bramkarz, po czym piłkę do siatki skierował Yira Sor. Sędziowie VAR wypatrzyli, że strzelec gola za szybko, przed uderzeniem z 11 metra, wbiegł w pole karne. Nie zauważyli natomiast tego, że jeszcze wcześniej w pole karne wbiegli zawodnicy Anderlechtu. W takiej sytuacji, według przepisów, karny powinien zostać powtórzony. Tymczasem sędziowie gola nie uznali i mecz toczył się dalej, bez ponownego uderzenia z „wapna”. Genk odwołał się od decyzji sędziów i po kilkutygodniowej batalii belgijska Rada Dyscyplinarna podjęła decyzję o… powtórzeniu spotkania! Według niej błąd sędziów wypaczył wynik meczu, bo Anderlecht wygrał 2:1
Nie usłyszał
W angielskich mediach sporo mówiło się natomiast o błędzie w meczu Tottenham – Liverpool we wrześniu 2023 roku. Gola dla Liverpoolu zdobył Luis Diaz. Sędzia główny we współpracy z liniowym gola nie uznał, sygnalizując spalonego. Sytuacja była stykowa, decydowały centymetry, dlatego arbiter wstrzymał się ze wznowieniem gry, oczekując na decyzję VAR-u. Co w tym czasie działo się przed monitorami sędziów, wiemy dzięki uprzejmości Premier League, która udostępniła nagrania audio z rozmów pomiędzy sędziami. Arbitrzy siedzący przed monitorami słusznie stwierdzili, że spalonego nie było. Rozrysowali linię, która wykazała, że Diaz prawidłowo zdobył gola. Przekazali informację sędziemu na placu gry, ale ten... albo nie usłyszał słów z VAR-u, albo się przesłyszał, bo grę z rzutu wolnego wznowili piłkarze Tottenhamu. Wśród sędziów zajmujących się wideoweryfikacją zapanowała konsternacja. Próbowali zatrzymać grę i podjąć dobrą decyzję, ale było już za późno.
Kacper Janoszka