Bluzeczka i sznurowadło

CZADOBLOG – Paweł Czado

Wyobraźcie sobie Państwo, że kiedyś... byłem już z Górnikiem na Węgrzech. Co to był za wyjazd! Działo się to w 2011 roku, Zabrzanie zabrali mnie wtedy na towarzyski mecz z klubem Ujpest Dozsa. Delegacja z Górnego Śląska została przyjęta przez gospodarzy bardzo serdecznie, choć była to serdeczność kontrolowana taką ilość policji widuję rzadko. Co było najważniejsze? Uczczenie pamięci Ferenca Suszy ważnego dla obu klubów. Dlatego odbył się tamten mecz. W jego trakcie obie grupy kibiców rozpostarły wielkie płótna z jego podobizną. Po spotkaniu dawne gwiazdy Górnika razem z działaczami i kibicami złożyły wspólny wieniec na grobie futbolowej znakomitości, choć nie było to... łatwe. Powód prozaiczny. Cmentarz, położony oczywiście w dzielnicy IV, z którą Szusza związał się na całe życie, był czynny tylko do godz. 17, a nikt wcześniej dozorcy nie powiadomił o naszej wizycie. Ale wiedzieliśmy, że przyjdzie, bo.... czekali na niego ludzie, których zamknął w środku, a chcieli przecież cmentarz opuścić! Wreszcie łaskawie przyjechał na rowerze i wielkim kluczem otworzył.

Byłem sąsiadem Ferenca Szuszy. Powtarzał, że od życia dostał wszystko, co chciał, z wyjątkiem jednego – dzieci. Po śmierci żony zamknął się w sobie. Dziękuję gościom z Polski za uczczenie Jego pamięci – mówił wtedy nad grobem Szuszy Istvan Csehi, prezes Ujpestu. To grób rodzinny. Oprócz legendarnego piłkarza i trenera (1923-2006, pracował nie tylko w Górniku, ale potem także w Betisie Sevilla i Atletico Madryt) są tam pochowani jego ojciec, również Ferenc (1901-63), matka, pani Ferencowa (1897-71), i młodszy brat Laszlo (1932-33). Usłyszałem o zdumiewającym zwyczaju na Węgrzech, o którym nie miałem pojęcia. Podobno kobiety, kiedy zmieniają stan cywilny, po zamążpójściu przybierają nie tylko nazwisko męża, ale i imię! To zwyczaj wymierający, ale i tak z naszego punktu widzenia szokuje... Może to ktoś potwierdzić?! 

Do dziś pamiętam słowa Stanisława Oślizły z tamtego wyjazdu. Mam wielki szacunek dla węgierskich trenerów. Górnik tak szybko awansował w hierarchii, bo mieliśmy znakomite zajęcia z piłką. Polscy trenerzy preferowali las, bieganie i robienie siły. Węgrzy? Chodziło się po budapeszteńskich butikach, żeby kupić bluzeczkę, rajstopy narzeczonej, żonie czy komuś tam jeszcze... mówił. Pamiętam, że węgierska Polonia była zachwycona i wzruszona opowieściami z dawnych lat. Obecny na spotkaniu ksiądz zadeklarował, że nazajutrz w jednym z budapeszteńskich kościołów odprawi mszę w intencji Górnika. Fajny był też węgierski prezent dla Górnika. Gospodarze przekazali dziesięć dokładnych replik futbolówek, którymi grała Złota Węgierska Jedenastka w latach 50. Oczy mi się zaświeciły, ślinka zaczęła kapać. Musielibyście zobaczyć to starodawne sznurowadło na piłce. Przyjąć coś takiego na głowę...

Jest coś, co jest w tej chwili ważne dla obu klubów. Górnik chce wygrać z Ferencvarosem, a dla Ujpestu najważniejsze jest utrzeć nosa właśnie temu lokalnemu rywalowi. W 2000 roku Ujpest wygrał w lidze z lokalnym rywalem aż 6:0. Na stadionie Ujpestu widziałem łysiny w miejscach, gdzie powinny być krzesełka. Podobno fani Ferencvarosu zaczęli je wyrywać po czwartym golu. Od tego momentu tytuł „6:0” zaczął nosić klubowy magazyn. Teraz Górnik 6:0 na pewno nie wygra, ale 1:0 już poproszę.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 9,90 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się