Blisko szczytu...
Dominik Paś, napastnik GKS-u Tychy i reprezentacji, nie ukrywa marzeń i celów na finisz tego sezonu.
Dominik Paś podczas w turnieju EIHC w Sosnowcu zdobył trzy gole i zapisał asystę. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Ma niespełna 26 lat, tytuł mistrza Polski z JKH GKS-em Jastrzębie, którego jest wychowankiem, oraz już 83 występy w reprezentacji. W jego już bogatej przygodzie hokejowej ten sezon może być przełomem. Do takiego wniosku dochodzimy obserwując jego postawę w zespole tyskim oraz w reprezentacji. Dominik Paś, bo o nim mowa, już odgrywa ważną rolę w drużynie narodowej, ale – jak sam twierdzi - wszystko co najlepsze dopiero przed nim. Właśnie teraz w lidze zaczyna się najważniejsza część rozgrywek, zaś na przełomie kwietnia i maja Biało-czerwoni zamierzają odzyskać miejsce w elicie podczas mistrzostw świata w rumuńskim Sfantu Gheorghe.
Tyskie cele
O nieprzeciętnym talencie wychowanka JKH mówiło się od dawna. Paś jeszcze w wieku młodzieżowca szukał miejsca poza granicami kraju. Był na testach w Dukli Michalowce, a potem grał w Hawirzowie, na zapleczu czeskiej ekstraligi. Wrócił do macierzystego klubu, ale w czerwcu minionego roku przeprowadził się do GKS-u Tychy. Unika tematu zmiany otoczenia, ale...
- Nowy klub, nowa szatnia, nowy trener, kolejne nowe doświadczenia i jestem zadowolony z przenosin – mocno podkreśla nasz rozmówca. - Wszystko jest zapięte na ostatni guzik i są sukcesy. Zdobyliśmy Puchar Polski i w moim CV to już czwarte trofeum, bo poprzednie zdobywałem z Jastrzębiem. Teraz chcemy zdobyć mistrzostwo kraju, bo całe środowisko tyskie o tym marzy. Mamy skompletowaną drużynę i wyniki z sezonu zasadniczego o tym świadczą. Jednak o tej rundzie powoli zapominamy i koncentrujemy się na tym, co jeszcze mamy do wykonania. Zaczynamy z Sanokiem, rywalem teoretycznie najsłabszym, ale nikogo nie można lekceważyć. Oczywiście, wszyscy oczekują krótkiej, 4-meczowej serii, ale chciałbym przypomnieć, że w Sanoku dwa punkty stracił GKS Katowice, zaś Zagłębie przegrało. Nie wybiegam w przyszłość i staram się nie myśleć z kim ewentualnie przyjdzie nam grać w kolejnych rundach. Mamy wszelkie dane, by zrealizować swój cel i tego się trzymamy. Skupiamy się na sobie, a rywale pozostają w tle. Taka postawa, w moim przekonaniu, jest właściwa i doprowadzi na szczyt.
Paś to ważne ogniwo drużyny i w większości dotychczasowych meczów występował w 3. formacji. W 35 spotkaniach w pierwszej fazie rozgrywek strzelił 8 goli i przy 18 asystował, ale teraz w play offie może ten dorobek powiększyć.
Smak elity
Paś ma za sobą udane mistrzostwa świata Dywizji 1A w Nottingham, okraszone awansem do elity. W kolejnym roku miał okazję potykać się z najlepszymi w Ostrawie i przekonać się jaka jest różnica między naszą drużyną a najlepszymi. Turniej w wykonaniu Biało-czerwonych nie był zły, ale zakończył się spadkiem. W drużynie narodowej trener Robert Kalaber wraz ze współpracownikami dokonuje zmiany pokoleniowej. Dla Pasia oraz kilku jego rówieśników otwiera się szansa, by odgrywać w kadrze wiodące role. Od nich samych zależy czy ją wykorzystają.
Tyski napastnik w tym sezonie ma za sobą dwa turnieje Euro Ice Hockey Challenge, w Budapeszcie i w Sosnowcu. W pierwszym, listopadowym turnieju zespół składał się z wielu młodych i Paś był jednym ze starszych zawodników - zdobył gola z Węgrami 1:4. Jednak ta druga impreza, na Stadionie Zimowym, był popisem Biało-czerwonych. Duet Paś – Kamil Wałęga odgrywał wiodącą rolę, a ten pierwszy zaliczył trzy bramki i asystę. Wałęga, jego były kolega klubowy, a obecnie napastnik Vlci Żylina, miał dwa trafienia i podanie.
- Z Kamilem znamy się do pierwszych chwili w klubie, a potem przez lata występowaliśmy razem nie tylko w rozgrywkach młodzieżowych – nasz rozmówca wyjaśnia tajemnice dobrej współpracy na lodzie. - Rozumiemy się bez słów i ucieszyłem się, że mogłem zagrać w Sosnowcu w jednym ataku. Nie potrafię ocenić, które reprezentacyjne występy w moim wykonaniu były najlepsze, bo miałem udane również w Nottingham dwa lata temu. Cieszę się, że trener obdarzył mnie rzewadze lub w osłabieniu. Nie chciałbym selekcjonera zawieść. Zwycięstwa z wymagającymi rywalami dodają nam pewności siebie i jeszcze bardziej mobilizują. Dowodzą, że mamy spore możliwości i trzeba sobie postawić jasny cel przed najważniejszą imprezą. Fajnie, że trener dokonuje zmian w drużynie i w tym sezonie okazję debiutu mieli m.in. Mikołaj Syty czy Kamil Sadłocha. Olaf Bizacki, mój kolega klubowy, zaliczył dwa udane turnieje EIHC i nic tylko się cieszyć, że do drużyny wchodzą koledzy z mniejszym stażem reprezentacyjnym, ale się sprawdzają. Miałem okazję poznać smak gry w elicie i wspólnie z kolegami chcielibyśmy ponownie wskoczyć na wyższą półkę. Nie będzie to łatwe, ale nie jesteśmy bez szans. To melodia przyszłości, bo przed nami ligowy play off – uśmiecha się na zakończenie nasz bohater.
Pekka Tirkkonen, trener GKS Tychy, docenił wkład swoich zawodników w grę reprezentacji i po powrocie z turnieju dostali wolne od meczów ligowych. Tak więc okazuje się, że można pogodzić dwa interesy: klubowy i reprezentacyjny.
Włodzimierz Sowiński