Sport

Bezlitosna technologia

Rozmowa z Sebastianem Jarzębakiem, sędzią VAR

Sędzia Sebastian Jarzębak w akcji, podczas analizy VAR. Fot. Krzysztof Tumala/PressFocus

Jak wyglądały ostatnie ćwiczenia VAR przed startem ligi?

- Ćwiczyliśmy „na sucho”, czyli na symulatorach w siedzibie Live Parku w Warszawie. Rozwiązywaliśmy puszczane przez instruktora nieznane nam sytuacje z lig duńskiej i norweskiej. Ocenialiśmy te sytuacje, zarządzając meczem z operatorem, na zewnątrz busa stał też monitor, czyli tak, jakby normalnie mecz się toczył. Najważniejsze, by skuteczność interpretacji i podejmowanych decyzji była na najwyższym poziomie.

Niemcy zadecydowali o tym, żeby decyzje VAR w Bundeslidze były bardziej transparentne. To dobra inicjatywa?

- W Polsce jeszcze nie idziemy w kierunku niemieckiej transparentności, choć uważam, że taka transparentność nigdy nie zaszkodzi. Jeżeli są takie oczekiwania świata sportu i świata piłki, by mieć natychmiastową wykładnię czy na trybunach, czy w telewizji, to osobiście nie widzę przeciwwskazań. Kwestią jest tylko zainstalowanie odpowiedniego systemu komunikacji, połączenia z głośnikami stadionowymi, żeby nasz komunikat poszedł w świat.

Jedni doceniają wkład VAR-u w ograniczenie błędów sędziowskich, inni uważają, że niszczy futbol. System VAR budzi spore kontrowersje...

- Patrząc przez pryzmat decyzji sprzed kilku lat i teraźniejszości, to są diametralne zmiany na korzyść VAR-u. Błędy „czynnika ludzkiego”, decydujące o bramce lub o wyniku, są natychmiast naprawiane przez system. Prawdopodobieństwo, że popełniony zostanie grubszy błąd, jest znacznie mniejsze niż kiedyś. To wszystko z pożytkiem dla fair play, by wygrywali ci, którzy na to zasłużyli, a nie ci, którym się udało. Musimy być absolutnie przekonani, że sędzia popełnił błąd. Wtedy staramy się uwypuklić i pokazać, gdzie zaistniał błąd i w konsekwencji wpłynąć na jego ostateczną decyzję. Staramy się wybrać i pokazać najlepsze powtórki, które naprowadzą głównego na właściwą decyzję.

Jednym z największych źródeł kontrowersji są decyzje w sprawie spalonych...

- Nasi chłopcy sędziowali niedawno mecz PSG z Manchesterem City, gdzie Szymon Marciniak przerwał radość gospodarzy z bramki, bo - jak się okazało - czubek kolana zadecydował o spalonym (Nuno Mendes był na spalonym przy podaniu Kang-ina Lee. Dokładna powtórka pokazała, że spalony był minimalny. Mendes miał wysunięte kolano o dosłownie kilka centymetrów – red.).

Nie uważa pan, że to jest absurdalne?

- W systemie obowiązującym w UEFA mamy do czynienia z półautomatycznym systemem VAR, który dotyczy oceny spalonego. Dla niego analiza sytuacji jest zerojedynkowa. Dla tego systemu nie ma różnicy, czy to jest centymetr czy dziesięć. Więc jeśli technologia wyliczy, że jest to centymetr i jest ofsajd, to jest spalony. Bezduszne, ale z założenia jednakowe dla wszystkich. W Polsce nie nabyliśmy jeszcze tej technologii i pracujemy na tradycyjnym systemie rysowania linii przez sędziów.

W ciągu dwóch lat powstanie stacjonarne centrum VAR. Tym samym władze ligi zrezygnują z obsługi meczów przez specjalne wozy, które sprawiają coraz większe problemy.

- Nasza flota VAR-owska jest już mocno wysłużona. Przejechała kilkaset tysięcy kilometrów. Dlatego, patrząc na przykład innych europejskich federacji, taka centralizacja się sprawdza. W UEFA są też takie centra, gdzie zjeżdżają się sędziowie VAR. Na miejscu sprzęt jest na najwyższej jakości. Nie ma ryzyka, że samochód nie dojedzie, rozkraczy się. Takie centra eliminują również mechaniczne kłopoty niezależne od ludzi. Bierzmy przykład od najlepszych, a skoro jest taka wola władz PZPN, to trzeba tylko przyklasnąć. Nie jest to zapewne tania inwestycja, ale na pewne wyjdzie wszystkim na dobre.

Jak wygląda od strony technicznej praca sędziego VAR? Od razu maksymalna koncentracja, we dwóch patrzycie na ekrany.

- Przychodzimy dużo wcześniej do wozu - jesteśmy do tego zobligowani - gdzie jest sporo ekranów. Omawiamy współpracę z operatorem, z asystentem VAR. Rozrysowujemy linie, by wyłapać różne sytuacje zawodników podczas rozgrzewki. Sprawdzamy synchronizację kamer i jeśli wszystko działa, to bierzemy się za rysowanie linii do potencjalnych sytuacji meczowych. Należy zadbać o dobrą komunikację z operatorem. Trzeba znaleźć słowa klucze, dzięki którym rozumiemy się natychmiast. Bardzo ważne jest błyskawiczne naprowadzanie operatorów na najlepszy obraz, na podstawie którego podejmiemy ostateczną decyzję, poniważ wymaga się od nas podejmowania bardzo szybko prawidłowych decyzji.

I potem natychmiast idzie sygnał do głównego?

- Leci komenda „wstrzymaj grę” albo gdy piłka jest już poza grą. Nie możemy dopuścić do wznowienia gry, ponieważ protokół VAR nie zezwoli nam już na naprawienie sytuacji, np. dotyczącej kary zespołowej. A jeśli gra już ruszy, to mleko się wylało i jest ,,po zawodach”. Możemy również nakłonić sędziego, by przerwał grę w neutralnej strefie. W sytuacjach, gdy mamy absolutną pewność, że zaistniał poważny błąd arbitra i szybko go zinterpretujemy, lepiej jest wcześniej przerwać grę, niż holować akcję. Może dojść do sytuacji, że w jednym polu karnym zaistniała ręka, po której będzie podyktowany rzut karny. Zanim to jednak zrobimy, drużyna broniąca wyprowadza atak i pada bramka, którą ostatecznie musimy anulować i podyktować karnego. Ostatecznie zespół nie ma bramki, a przeciwko niemu wykonywany będzie strzał z 11metrów… Wyobraźcie sobie taką sytuację - temperatura naprawdę może być wrząca, wybuchowa

W jakich sytuacjach protokół pozwala na to, by wrócić po jakimś czasie?

- Gdy na przykład sędzia pokazał żółtą kartkę zawodnikowi numer 3, a powinien ujrzeć numer 15. Wtedy, nawet gdy gra została wznowiona, mamy prawo zmienić decyzję sędziego głównego. Drugim przypadkiem jest gwałtowne, agresywne, niesportowe zachowanie karane czerwoną kartką – przykładowo oplucie kogoś dwie akcje wcześniej, w innym sektorze boiska niż była piłka i nie zostało to zauważone przez zespół sędziowski.

Rozmawiał  Zbigniew Cieńciała