Bez znieczulenia
PODWÓJNY NELSON
Nie dbam o to, kto się na mnie obrazi, że ośmieliłem się zdjąć aureolę z głowy znakomitego piłkarza, jakim - bez dwóch zdań - jest (był) Robert Lewandowski. Broń Boże, nie zamierzam umniejszać jego osiągnięć dla Biało-czerwonych, lecz powiedzmy to sobie szczerze i bez znieczulenia, że „Lewy” nie jest ani Bogiem, ani świętym. Przykre, że jego „wolta” podzieliła kibiców futbolu w całym kraju. Otwarta wojna pomiędzy selekcjonerem, a byłym już kapitanem reprezentacji Polski najbardziej ucieszyła Finów i... kibiców Barcelony oraz szkoleniowca „Dumy Katalonii”, Hansiego Flicka. I chyba nie muszę wykładać kawy na ławę, dlaczego.
Nie miejmy złudzeń, reprezentacja Polski istniała i grała mecze na arenie międzynarodowej nim koszulkę z orzełkiem na piersiach założył Robert Lewandowski i nadal będzie istniała, gdy „Lewego” już w niej zabraknie.
W tym miejscu koniecznie trzeba dodać, że piłkarz „Barcy” nie jest samograjem, to nie zawodnik formatu Lionela Messiego czy Cristiano Ronaldo. Oni sami potrafili wygrywać mecze, czy to w drużynie klubowej, czy w reprezentacji swoich krajów. Lewandowski ma zupełnie inne walory i zalety, ale bez wsparcia kolegów z drużyny sam niewiele by wskórał, bo przecież nie jest wybitnym dryblerem. Żeby nie było niedomówień, Michał Probierz nie podjął decyzji o odebraniu kapitańskiej opaski Lewandowskiemu z powodu swojego „widzi mi się”, lecz po rozmowach z innymi reprezentantami i członkami swojego sztabu. Nie mam powodów, by wątpić w argumenty selekcjonera, a tym bardziej oskarżać go o kłamstwo.
Poza tym Michał Probierz nie jest pierwszym selekcjonerem Biało-czerwonych, który jakiegoś zawodnika pozbawił kapitańskiej opaski. Przed laty, konkretnie w 2014 roku, na identyczny manewr zdecydował się Adam Nawałka, który pozbawił jej Jakuba Błaszczykowskiego i „namaścił” na kapitana drużyny narodowej... Roberta Lewandowskiego! I jakoś nie słyszałem wówczas komentarzy „skrzywdzonego” teraz piłkarza, że to nie fair, tak się nie robi, itp. Kroki podjęte obecnie przez piłkarza Barcelony można skwitować w jeden sposób – dziecinada.
Obejrzymy jeszcze drugą stronę medalu. Nie należę do ludzi pamiętliwych, którzy będą chowali urazę do końca świata, a nawet o jeden dzień dłużej. Nie mam jednak zaawansowanej sklerozy, by nie pamiętać niektórych „wybryków” naszego obecnie najlepszego piłkarza. Jego zachowanie nie zawsze licowało z postawą kapitana drużyny. Wielokrotnie nie stawał do wywiadów z dziennikarzami, zwłaszcza, gdy nie zgadzał się wynik. Kilkakrotnie opuszczał zgrupowania kadry. Teraz doprowadził do lawiny komentarzy, gdy pofatygował się na pożegnanie z drużyną narodową Kamila Grosickiego. Wystarczy? Gdybym chciał, żeby moje przesłanie WSZYSCY zrozumieli, na pewno wytłumaczyłbym to lepiej.
Obecny impas w naszej kadrze jako żywo przypomina mi powiedzenie „Złapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma”. Kto jest Kozakiem, a kto Tatarem – na to pytanie kibice naszej drużyny narodowej muszą odpowiedzieć jednak sobie sami. Gdybym musiał „pójść po bandzie” i skwitować to wyjątkowo złośliwie, powołałbym się na greckiego filozofa-moralistę, Plutarcha z Cheronei, który powiedział, że „Puste beczki i głupcy robią dużo hałasu”.
Daniel Bizewski
