Bez nerwowych ruchów
Zimą nie należy spodziewać się w Chorzowie transferowej rewolucji.
Czy Nono pozostanie w ekipie 14-krotnych mistrzów Polski? Fot. Łukasz Laskowski/PressFocus
RUCH CHORZÓW
Pamiętamy, jak gorąca była u „Niebieskich” zeszłoroczna przerwa w rozgrywkach. Działacze zrozumieli, że z letnimi „wzmocnieniami” dali ciała i po zatrudnieniu nowego szkoleniowca, wówczas Janusza Niedźwiedzia, sięgnęli nieco głębiej do nie aż tak pustego portfela, ściągając kilku ciekawych piłkarzy. Zrobili to zresztą w sposób dość racjonalny. Z jednej strony dali trenerowi narzędzia do poprawy gry - takie, jakie akurat były możliwe do wzięcia. Z drugiej, nie „wkopali” się z długoterminowymi kontraktami, które mogłyby wadzić im mocno po spadku.
Głównie kosmetyka
Latem 2024 r. Ruch działał dużo i długo. Ściągnął 14 piłkarzy, oddał 21, wliczając w to tych, którzy i tak pozostawali poza kadrą pierwszego zespołu, oraz Mike'a Hurasa, który rozwiązał kontrakt jesienią. Sporo czasu zajęło zespołowi to, aby się odpowiednio zgrał, ale pod koniec rundy jego forma prezentowała się bardzo dobrze. Nie będzie chyba przesadnie kontrowersyjnym stwierdzeniem, że skład, jakim dysponuje aktualnie trener Dawid Szulczek, jest mocniejszy niż ten, który miał do swoich usług trener Jarosław Skrobacz po awansie do ekstraklasy (i potem jego następca, Jan Woś). Dodatkowo skład Ruchu jest bardzo szeroki, do tego stopnia, że nawet bez przechodzącego wielomiesięczną rekonwalescencję Patryka Sikory zazwyczaj dwóch piłkarzy nie łapie się do kadry meczowej (na ogół jednym jest Nono). Z tego powodu oraz biorąc pod uwagę znakomite wyniki, przy Cichej nie będą zimą wykonywać gwałtownych ruchów. Raczej postarają się o kosmetykę, jeśli chodzi o ewentualne wzmocnienia, ale również ubytki.
Dogadać się z Nono
W obecnym budżecie Ruchu jest jeszcze trochę grosza, co oznacza, że nawet jeśli nikt z drużyny nie odejdzie, ktoś może dołączyć. Oczywiście, najlepiej dla klubu i jego finansów byłoby, gdyby zawodnicy mniej potrzebni opuścili drużynę. Tutaj na pierwszy plan wysuwa się wspomniany Nono, który w bogato obsadzonej drugiej linii przegrywa rywalizację z kretesem. O Hiszpanie mówiło się, że potrzebuje czasu, że nie przeszedł okresu przygotowawczego itd., ale... minęło już kilka miesięcy, odkąd zameldował się na Górnym Śląsku, i nadal nic. Nie można więc wykluczyć, że zimą dojdzie do rozstania, o ile oczywiście działacze dogadają się ze sztabem zawodnika i jeśli ten wyrazi chęć odejścia. Problem w tym, że kontrakt blisko 32-letniego pomocnika obowiązuje do czerwca 2026 roku.
Nieco łatwiej może pójść z Wojciechem Łaskim, którego pobyt w Chorzowie... jest mocno anonimowy. Tylko Mateusz Chmarek zaliczył mniej minut od 24-latka wypożyczonego z Jagiellonii Białystok. Jeśli Łaski odszedłby z Ruchu, raczej nikt by tego specjalnie nie odczuł, ale wedle naszej wiedzy w umowie z „Jagą” nie ma specjalnego zapisu umożliwiającego skrócenie wypożyczenia. Nie znaczy to jednak, że strony tak po ludzku się nie dogadają, tym bardziej że przecież trenerem mistrzów Polski jest serdeczny przyjaciel Szulczka, Adrian Siemieniec.
Ktoś do obrony
Pozostaje pytanie, kogo ewentualnie „Niebiescy” chcieliby zimą ściągnąć. Patrząc na skład, gołym okiem widać, że transferów nie potrzebuje środek pola, skrzydła i „ szpica" (przy założeniu gry na jednego napastnika). Nie dojdzie też do żadnych ruchów w bramce, bo 14-krotni mistrzowie Polski za dużo wysiłku i pieniędzy zainwestowali w Martina Turka, który nie gra źle, ale również bez oczekiwanego efektu „wow”.
Najprawdopodobniej głównym celem będzie dla Ruchu ściągnięcie kogoś do obrony, z naciskiem na środek lub lewą stronę. Chorzowscy kibice nie przepadają za prezentującym słabą formę Łukaszem Górą, lecz na ten moment niewiele wskazuje na jego odejście, bonajpierw ktoś musiałby przyjść. „Niebiescy” nie pogardziliby też jakimś perspektywicznym młodzieżowcem. Bartłomiej Barański jest w tej kwestii numerem jeden, ale trener Szulczek niespecjalnie ufa Szymonowi Karasińskiemu, za mało jakości dawał do tej pory też Chmarek. Coś przy Cichej powinno się w następnych tygodniach podziać, ale nie należy oczekiwać desperacji.
Piotr Tubacki