Bez celnego strzału
Cztery mecze, cztery punkty - to bilans jedenastki z Zabrza. W Częstochowie Górnik przegrał drugi raz w tym roku.
Aleksander Buksa (z prawej) z Rakowem niewiele zdziałał, choć trener Jan Urban go chwali. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Mecz, który zapowiadał się jako najważniejsze wydarzenie 22. kolejki, rozczarował. Jasne, Raków może się cieszyć z wygranej, ale jego gra pozostawiała wiele do życzenia. Zresztą, jak wspominał bohater piątkowego meczu i strzelec jedynego gola, Władysław Koczergin, pierwsza część w wykonaniu częstochowian była słabiutka.
Zmiany nie pomogły
Nic dziwnego, że statystyka „expected goals” (xG) z jednej i drugiej strony była niska. „Górnicy" przy Limanowskiego nie oddali celnego uderzenia w kierunku bramki strzeżonej przez Kacpra Trelowskiego!
- W pierwszej połowie próbowaliśmy zaskoczyć Raków, ale nie mieliśmy klarownych sytuacji. Gospodarze też jednak nie mieli wielu okazji. Wystarczył jeden celny strzał z dystansu i przegrywaliśmy 0:1. Wiedzieliśmy, że w drugiej połowie mecz się zmieni. Były liczne roszady, ale Raków w defensywie gra bardzo dobrze, traci mało bramek. Nie tylko my mieliśmy problemy ze stworzeniem sobie sytuacji, grając akurat z tym przeciwnikiem – tak widzi mecz trener Jan Urban.
Szkoleniowiec Górnika jeszcze przed upływem 60 minuty zmienił skrzydłowego Taofeeka Ismaheela. Niewiele z przodu dawał też Aleksander Buksa. – „Tao” i Olek to zawodnicy na dorobku, którym nie brakuje chęci. Może ktoś powie, że Buksa nie miał sytuacji, ale akurat po meczu w Częstochowie jestem zadowolony z jego gry. Z silnymi obrońcami Rakowa walczył jak mógł. Zabrakło mu kropki nad „i”. Nawet nie chodzi bramkę, a o sytuację. W przypadku Taofeeka Ismaheela wydawało mi się, że bał się walki jeden na jednego z Erikiem Otieno. W przerwie mówiłem mu, żeby zaryzykował, bo inaczej nie będziemy mieli żadnej sytuacji. Będę z nim rozmawiał, bo jego atutem jest indywidualna gra – podkreśla trener Urban. Rezerwowi też wiele nie wnieśli. - Liczy się końcowa faza akcji, w ostatniej tercji boiska trzeba się wykazać. Nie wiem, czy zabrakło nam umiejętności, czy przeciwnik był tak dobry – podsumowuje szkoleniowiec Górnika.
Za dużo zmian
Wśród piątki rezerwowych była aż czwórka pozyskanych zimą zawodników, m.in. Ousmane Sow. Senegalczyk, który przyszedł z belgijskiego Lierse SK nie zrobił różnicy. Pokazał się za to w sobotnim meczu rezerw Górnika z liderem III ligi grupy IV Sandecją Nowy Sącz (3:1), dwa razy wpisywał się na listę strzelców. Gola zdobył też w tym meczu Sinan Bakis. Turek, który miał opuścić zimą zabrzan, też zagrał parę minut w Częstochowie, a trener Urban rozważał nawet wystawienie go w wyjściowym składzie. Postawił jednak na młodzieżowca, bo Górnik stara się nadrobić straty, aby osiągnąć limit 3000 młodzieżowych minut i nie płacić kary, jak w poprzednich rozgrywkach.
Podkreślmy, że „Górnicy” dalej grają bez Kamila Lukoszka, który dobrze pokazywał się w końcówce roku. Skrzydłowy jest kontuzjowany. Nie grał na obozie w Turcji, nie gra teraz w lidze i to spora strata , bo jego dynamiczne wejścia i wygrywane pojedynki bardzo by się zespołowi z Zabrza przydały. - Musimy sobie radzić. Są sytuacje lepsze i gorsze. Przychodzą nowi i jestem trochę wkurzony na tę sytuację, kiedy w zespole jest tyle zmian. W takich okolicznościach nie jest proste uzyskanie płynności gry i zwiększenia xG – kończy trener Górnika.
Michał Zichlarz