Sport

Będą kolejne transfery

Rozmowa z Łukaszem Milikiem, dyrektorem sportowym Górnika Zabrze

Sinan Bakis jest kolejnym zawodnikiem, który zimą ma opuścić Górnika. Z lewej Lukas Podolski. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus

Czy dyrektor sportowy Górnika jest pod pręgierzem? Myślę tutaj o odejściach kolejnych graczy – Damian Rasak jest w Ujpest FC, we wtorek straciliście dwóch prawych obrońców, Norberta Wojtuszka i Manu Sanchesa…  

– Wiadomo, że nie jest to przyjemna i dobra rzecz, ale tak czasami w futbolowej rzeczywistości to wygląda. Piłkarze otrzymali dobre dla siebie propozycje, a my przystaliśmy na warunki zaproponowane przez kluby, które były zainteresowane ich ściągnięciem. Życie toczy się jednak dalej, okienko transferowe trwa i będziemy chcieli wzmocnić naszą kadrę. Rozglądamy się na rynku. Transfery można zrobić szybko, ale chodzi o to, żeby miały one wartość dla zespołu.

Rasak miał w umowie wpisaną klauzulę odstępnego w wysokości 600 tysięcy euro. Czy węgierski klub tyle zapłacił?

– Wiadomo, jaka była sytuacja Damiana. Chcieliśmy, żeby u nas został. Byliśmy z nim po słowie. Prosił, żeby w tym okienku jeszcze zaczekać i poszliśmy mu na rękę. Pojawiła się atrakcyjna z jego punktu widzenia propozycja i postanowił z niej skorzystać. Za pół roku kończył mu się kontrakt i w takiej sytuacji klub pozyskujący nie wpłacił całej kwoty. Wyciągnęliśmy z tego tyle, ile się dało (nieoficjalnie mówi się o kwocie 300 tys. euro – przyp. red.).

Na jakie pozycje szukacie zawodników?

– Rozglądamy się za napastnikiem. W całej tej układance widzimy, że jest deficyt. Ci zawodnicy, którzy u nas są, nie zdobyli za wiele bramek. Pozycja numer „9” w ostatnich latach nie jest dobrze obsadzona. Do tego środkowy pomocnik czy prawa obrona. Rozważamy graczy na różne pozycje, to mogą być dwa transfery, trzy albo cztery. Zobaczymy, co uda się wynegocjować. Oczywiście w granicach rozsądku, bo nie chcemy przelicytować w naszej sytuacji finansowej. Pewne rzeczy trzeba wyczyścić, żeby normalnie funkcjonować i żebyśmy co pół roku nie mieli wyprzedaży zawodników. Z jednej strony cieszymy się, że jest taki popyt na naszych piłkarzy, bo to świadczy, że są dobrze prowadzeni, dobrze „wyskautowani”, z drugiej chcielibyśmy złapać stabilizację.

W tych transferowych opcjach nowych graczy są Polacy?

– Z polskimi piłkarzami jest taka sytuacja, że są drożsi niż ci zagraniczni. Ale tak, chcemy, żeby ta tożsamość klubu była zachowana. Rozważamy tutaj różne opcje. Negocjujemy na wielu frontach i staramy się, żeby te informacje nie przedostawały się do mediów.

Pojawiają się nazwiska bramkarza Oliwiera Zycha i Brazylijczyka mającego polskie pochodzenie Ronalda Falkoskiego. Coś jest na rzeczy?

– To spekulacje medialne, do których nie chcę się odnosić. Wiem, że wszyscy są głodni informacji, ale staramy się być dyskretni. Nie chcemy, żeby coś przeszkodziło nam w negocjacjach, bo jakaś rzecz wypłynie i od razu włącza się ktoś inny.      

Ma też odejść Sinan Bakis, który ma grać w Ankaragucu. Tak będzie?

– Nie jest to nasz zawodnik. Jest piłkarzem Realu Saragossa wypożyczonym do nas, więc najpierw musi wrócić do Hiszpanii, my musimy skrócić wypożyczenie i dopiero wtedy może iść do trzeciego klubu. Na razie nie ma jeszcze podpisanego żadnego dokumentu. Wszystko jest w zawieszeniu. Sinan sam zgłosił, że ma propozycję, a my nie robimy mu problemów.

Pytanie o pana afrykańską wyprawę, a konkretnie o wyjazd do Nigerii. Jest Abbati Abdullahi, do tego w rezerwach pięciu kolejnych młodych Nigeryjczyków. Wszyscy są z klubu Sporting Supreme?

– Co do tych młodych chłopaków to nie, część jest z klubów i akademii z Abudży, a część z Lagos. W Nigerii byłem z naszym skautem Bjornem Ganserem. Abdullahi od razu wpadł nam w oko, nie tylko my staraliśmy się o jego pozyskanie. Może to nie zawodnik na już, ale na przyszłość jak najbardziej. Mamy na to plan i cel. Widzimy, jak europejska piłka się rozwija, w jakim idzie kierunku i jak to wygląda. Jak tacy piłkarze trafiają do ligi szwedzkiej, to potem odchodzą do silniejszych i bogatszych klubów za kwoty 7-9 milionów euro. Kwoty transferowe za zawodników z Afryki są bardzo duże. Taki transfer to może być jak trafienie „6” w totolotka! Szukaliśmy tam kontaktu, co też nie jest łatwe, bo pcha się tam cała Europa. Kluby europejskie mają tam swoje akademie, swoich ludzi, skautów. My zrobiliśmy pierwszy krok.

Rozmawiał Michał Zichlarz  

Podolski i Netflix

Powstaje film dokumentalny poświęcony ostatniemu sezonowi Lukasa Podolskiego, mistrza świata z 2014 roku, jednemu z najlepszych napastników w XXI wieku, który w reprezentacji Niemiec zagrał w 130 spotkaniach i zdobył w nich aż 49 bramek. – Od początku sezonu towarzyszy nam niemiecka ekipa filmowa – informuje Mateusz Antczak. – W środę byliśmy z Bartłomiejem Gabrysiem i Lukasem Podolskim na oficjalnym ogłoszeniu zapowiedzi filmu w Berlinie. Licencję wykupił Netflix, więc będzie go można obejrzeć na całym świecie – dodaje rzecznik prasowy zabrzańskiego klubu. Reżyserem filmu jest znany za zachodnią granicą Kai Sehr. Premiera dokumentu zaplanowana jest w pierwszym kwartale 2026 roku.

(zich)