Adios Marbella
RAKÓW CZĘSTOCHOWA
Marek Papszun jest zadowolony z postępów podczas obozu w Turcji. Fot. Artur Kraszewski/PressFocus
W sobotę piłkarze Rakowa wylądowali w Pyrzowicach i zakończyli obóz w Hiszpanii. Podczas pobytu w Marbelli zmierzyli się z różnorodnymi przeciwnikami, co miało na celu sprawdzenie formy zespołu przed nadchodzącymi wyzwaniami w PKO BP Ekstraklasie. W ostatnim dniu zgrupowania mimo ambitnej gry częstochowianie przegrali ze Slovanem Liberec 0:1. Po południu, grając już w „wyjściowym” składzie, podopieczni Marka Papszuna pokonali Vancouver Whitecaps 3:2 (1:2). „Medaliki” kończą więc przygotowania do rundy wiosennej z trzema zwycięstwami, remisem i porażką. Ostatni tydzień przed wznowieniem rozgrywek „Czerwono-niebiescy” spędzą w Częstochowie. Raków, który jest wiceliderem tabeli, w inauguracyjnej kolejce rundy wiosennej zagra 1 lutego na wyjeździe z Cracovią.
TRZY PYTANIA DO MARKA PAPSZUNA, trenera Rakowa Częstochowa
1. Za wami trzy tygodnie bardzo wytężonej pracy. Jak oceni pan ten okres przygotowań do ligi?
- Jestem bardzo zadowolony z tego, co wypracowaliśmy. Weszliśmy na bardzo wysoki poziom, ale mam poczucie, że dalej się rozwijamy. Przez pół roku zrobiliśmy bardzo duży postęp. Jak sobie odtworzyłem w myślach letnie zgrupowanie w Arłamowie, to jesteśmy w zupełnie innym miejscu.
2. Sparingi w Marbelli dobrze rokują przed walką o mistrzostwo Polski?
- Rozegraliśmy bardzo wartościowe gry kontrolne. To były dobre sprawdziany. Przeciwnicy z innych lig, różnorodni, bardzo mocni, agresywni, grający na dużej intensywności. Na ich tle zweryfikowaliśmy zawodników. Cieszę się, że wrócili po kontuzjach i zagrali Ariel Mosór, Srdjan Plavsić i Kamil Pestka. Do tego pokazali się nowi gracze, Leonardo Rocha i nasza utalentowana młodzież.
3. Hiszpania jako miejsce na przygotowania była dobrym wyborem?
- Mieliśmy bardzo dobre warunki stworzone przez klub, za co jesteśmy wdzięczni. Zrobimy wszystko, żeby się odwdzięczyć meczami ligowymi. Ten czas wykorzystaliśmy maksymalnie, co do minuty. Zawodnicy wytrzymali obozowy reżim, weszli w zasady, które im zaproponowałem, co mnie również bardzo cieszy. Ze sztabem też się dotarliśmy. Trenerzy złapali „moją” dynamikę. Ona pozwala wejść na jeszcze wyższy poziom.
Zbigniew Cieńciała