A na koniec się pobili
Ostatnie derby Merseyside na Goodison Park były takie, jakie być powinny.
Curtis Jones (w czerwonej koszulce) miał do pogadania z Abdoulayem Doucoure (z prawej). Fot. EPA / PAP
Od strony sportowej derby Liverpoolu nie zapowiadały się ekscytująco. W zaległym spotkaniu lider miał pokonać znacznie niżej notowanego sąsiada, ale w futbolu nic nie jest oczywiste. Szczególnie jeśli danemu spotkaniu towarzyszą szczególne okoliczności, a należy podkreślić, że 245. derby Merseyside były ostatnimi, jakie rozegrano na słynnym Goodison Park.
Obiekt Evertonu kończy swój żywot. Po sezonie „The Toffees” przeniosą się na nowy Everton Stadium, który będzie większy i nowocześniejszy. Stara arena zostanie zburzona, a jej teren – na nowo zagospodarowany. To będzie smutny moment, bo Goodison został otwarty 1892 roku jako pierwszy obiekt w Anglii o takiej wielkości. Jego budowa wywołała spory polityczne, ale finalnie nowy stadion wzbudzał zachwyt, choć należy podkreślić, że na jego otwarciu... nie zagrano w piłkę, lecz odbyły się zawody lekkoatletyczne. Szybko jednak przeniósł się tam 14 lat starszy Everton, zadamawiając na wiele dekad. Co równie istotne, właśnie w tym miejscu rozegrano pierwsze w historii derby Merseyside pomiędzy Evertonem a FC Liverpoolem. 13 października 1894 roku gospodarze wygrali 3:0 po golach Bella, Latty i McInnesa. Klamra została spięta w środę, kiedy po raz ostatni w historii oba kluby starły się ze sobą na Goodison Park. Nie może więc dziwić, że „The Toffees” zyskali w ten dzień kilka, a może nawet więcej procent więcej jakości.
– Atmosfera była niesamowita od początku do końca. To była jedna z tych wielkich nocy – ekscytował się trener Evertonu David Moyes. Jego piłkarze szybko wyszli na prowadzenie za sprawą Beto i sprytnie rozegranego rzutu wolnego, który oszukał Liverpool. Lider Premier League szybko wyrównał za sprawą główki Alexisa Mac Allistera, któremu dorzucił Mohamed Salah. Egipcjanin zresztą po raz kolejny w tym sezonie zanotował i asystę i bramkę, bo dał „The Reds” prowadzenie w 73 minucie. W niczym nieustępujący gospodarze nie powiedzieli jednak ostatniego słowa i wyrównali... w ósmej doliczonej minucie. Był to gol z serii tych „klasycznie angielskich”. Zaczęło się od walki przy linii bocznej, a następnie kopniętej byle jak „świecy” w pole karne sąsiadów z drugiej strony parku. Piłka przeszła do zamykającego akcję środkowego obrońcy Jamesa Tarkowskiego, który kropnął, ile fabryka dała, omal nie urywając siatki z bramki Alissona! – Oglądałem tę bramkę chyba 15 razy i na pewno nigdy nie zapomnę tego obrazka. Opuszczamy ten znakomity stadion, więc to będzie bardzo miłe wspomnienie – mówił 32-latek, którego dziadek był Polakiem.
Po końcowym gwizdku doszło do szarpaniny między piłkarzami obu drużyn. Z jednej strony czerwień wyłapał prowokujący Abdoulaye Doucoure z Evertonu, z drugiej wściekający się Curtis Jones z Liverpoolu. Czerwoną kartkę obejrzał też trener „The Reds” Arne Slot, który w trakcie uścisku dłoni sędziego... rzucił mu kilka cierpkich słów. Podobną karę dostał jego asystent. Liverpool zwiększył więc przewagę nad peletonem tylko o punkt (ma ich już siedem), a Everton zamknął pewien rozdział na Goodison z charakterem.
1:0 – Beto (11), 1:1 – Mac Allister (16), 1:2 – Salah (73), 2:2 – Tarkowski (90+8)