Jak za najlepszych czasów
Collin Morikawa jest wyjątkowym zawodnikiem. Triumfował w dwóch turniejach wielkoszlemowych, w każdym z nich grając jako debiutant. Ostatnio nie wiodło mu się najlepiej, ale po 28 miesiącach zwyciężył ponownie.
Collin Morikawa zwyciężył na Pebble Beach! Fot. Facebook/PGA Tour
Po niesamowitej karierze amatorskiej z miejsca dokonywał niezwykłych wyczynów jako zawodowiec. Na PGA Tour dostał się w nieszablonowy sposób, omijając Korn Ferry Tour, będący zwyczajowym przedsionkiem najlepszej ligi świata. Poszedł na skróty, awansując tam zaraz po zakończeniu kariery amatorskiej.
Piorunująca mieszanka genów
Urodził się w Los Angeles, a płynie w nim amerykańsko-japońsko-chińska mieszanka krwi. Jego ojciec Blain Morikawa jest Amerykaninem pochodzenia japońskiego. Urodził się i dorastał na Hawajach, na wyspie Maui, gdzie do dziś mieszka duża część rodziny. Mama Debbie Morikawa to Amerykanka pochodzenia chińskiego, która urodziła się w Kalifornii. Na pewno nie można powiedzieć o nim, że posyła piłkę daleko, choć ostatnio bardzo poprawił się w tym aspekcie. Kiedy jest w gazie, uważany jest za najlepszego gracza na świecie. Nigdy nie lubił morderczego treningu i analizy słupków danych z TrackMana. Bardziej interesowały go taktyka, znajomość pola i strategia gry. Już jako dzieciak wyróżniał się kreatywnością i dociekliwością, zawsze zadając bardzo dużo, nad wiek dojrzałych pytań swojemu trenerowi. Ukończył studia, uzyskując dyplom z zarządzania w biznesie na University of California, Berkeley, reprezentując drużynę Złotych Niedźwiedzi. W błyskotliwej karierze amatorskiej trzykrotnie wybrano go do pierwszej drużyny All-American. Grał w Walker Cup, Eisenhower Trophy i dwukrotnie w Arnold Palmer Cup. Przez trzy tygodnie 2018 roku był najlepszym amatorem świata.
Na skróty
Pierwszy profesjonalny tytuł wywalczył w ósmym w ogóle, a szóstym jako zawodowiec, występie na PGA Tour, podczas 2019 Barracuda Championship, grając tam jako tymczasowy członek ligi, dzięki świetnym występom w poprzednich turniejach, na które dostał się za sprawą zaproszeń organizatorów. Zwycięstwo z takim statusem było pierwszym w lidze, od triumfu Shane’a Lowry z 2015 roku, podczas WGC - FedEx St. Jude Invitational. Rok później zgarnął drugie trofeum w Workday Charity Open, pokonując w dogrywce obrońcę tytułu Justina Thomasa. Tak naprawdę zaciekle atakował od pierwszych chwil jako profesjonalista. Debiutując w RBC Canadian Open był 14., później przeszedł cut US Open, zagrał bez fajerwerków w Travelers Championship i włączył szósty bieg. T2 w 3M Open, T4 w John Deere Classic, pierwsza wygrana i zakończenie debiutanckiego sezonu na 59. pozycji rankingu FedEx Cup. Prawdziwa eksplozja talentu miała dopiero nadejść.
Debiut jak z bajki
W sierpniu 2020 roku jako 23-latek wsławił się nieprawdopodobnym wyczynem, zwyciężając jako debiutant w wielkoszlemowym PGA Championship. Popisał się po drodze zagraniem, które przeszło do historii. W kluczowym momencie, na 270-metrowym dołku 16., par 4, pola TPC Harding Park, zagrał pierwszym uderzeniem pod flagę i wyszarpał tam eagla. W niedzielę aż się za nim kotłowało, a w pewnym momencie było aż siedmiu liderów. Tymczasem on, w rodzinnych stronach, grając dopiero w drugim występie wielkoszlemowym, po US Open w 2019 roku, posłał piłkę dwa metry od flagi i wtoczył ją do dołka, moment później zwyciężając z dwupunktową przewagą nad Dustinem Johnsonem i Paulem Casey’em. Ten sukces przesunął go z 12. na 5. pozycję światowego rankingu. Tylko Rory Mcllroy i Jack Nicklaus byli młodsi, wygrywając w tym turnieju, w erze stroke play. Tiger - idol naszego bohatera - również był 23-latkiem, zdobywając pierwszy tytuł PGA Championship. Finałowe 64 uderzenia były najniższym w tym turnieju wynikiem zwycięzcy od ćwierć wieku, a wielka wygrana nadeszła w zaledwie 28. zawodowym starcie! Na koniec niemal zgubił pokrywkę gigantycznego, 12-kilogramowego Wanamaker Trophy.
Mistrz The Open
Niecałe 5 miesięcy później, zwyciężył w wielkim stylu w... The Open, bijąc kolejne rekordy. Został pierwszym graczem w historii, który jako debiutant wygrywał w dwóch różnych turniejach wielkoszlemowych. Zdobył swój drugi Major w zaledwie ósmym starcie wielkoszlemowym, co jest najmniejszą liczbą startów, przed sięgnięciem po zestaw dwóch zwycięstw od czasu Bobby Jonesa w 1926 roku. Został dopiero 10. graczem w historii – triumfatorem The Open w debiutanckim występie. Ostatnio na tym samym polu sztuki tej dokonał Ben Curtis w 2003 roku. W angielskim Royal St. George’s, podobnie jak w San Francisco, również triumfował z dwoma uderzeniami przewagi, teraz przed Jordanem Spiethem, który podobnie jak Collin popisał się elektryzującą rundą 66, bez nawet jednego bogeya.
Blisko podium
Dwa tygodnie po The Open był bardzo blisko kolejnego niezwykłego sukcesu. Kiedy zaczynała się runda finałowa pandemicznych igrzysk olimpijskich w Tokio, wszystko wskazywało, że faworyt ma iluzoryczne szanse na medal. Siedem uderzeń za liderem i współdzielone z dziesięcioma zawodnikami 17. miejsce nie wróżyło dobrze. W odpowiedzi „wykręcił” 63 uderzenia, rozegrał swoją najlepszą rundę i niespodziewanie wskoczył do mitycznej 7-osobowej dogrywki o brąz, w której znaleźli się jeszcze C.T. Pan, Mito Pereira, Sebastian Munoz, Rory McIlroy, Paul Casey i Hideki Matsuyama! Panowie ruszyli w bój w dwóch grupach. Najpierw odpadli Matsuyama i Casey. Na trzecim dołku Collin o mały włos nie zakończył całej zabawy, prawie trafiając drugim uderzeniem do dołka. Na czwartym dołku na placu boju pozostali już tylko Morikawa i Tajwańczyk C.T Pan, który po zagraniu do bunkra przez Collina, sięgnął po wymarzony medal. Srebro zgarnął od niedawna Słowak Rory Sabbatini, a złoto zawisło na szyi innego członka Team USA, Xandera Schauffele.
Powrót do grona zwycięzców
Poprzednio wygrywał w październiku 2023 roku w Japonii podczas Zozo Championship. Później przechodził trudny okres, na który złożyło się wiele czynników. W 2023 roku zmagał się z kontuzją pleców, dostosowując do niej swój zamach golfowy. Jeszcze przed wygraną w Japonii zmienił trenera, z którym wcześniej współpracował przez... 18 lat. Początkowo Mark Blackburn się sprawdzał się, zwłaszcza że zatriumfowali razem w Japonii. W połowie 2024 roku zdecydował się na powrót do źródeł, do Rickiego Sessinghausa. Z kolei w sezonie 2025 dramatycznie źle puttował. Próbował różnych rozpaczliwych zmian, w tym w krótkim czasie pięciokrotnie zmieniając caddych oraz ciągle eksperymentując z nowymi putterami. W zakończonym w ostatnią niedzielę pierwszym w tym roku flagowym turnieju PGA Tour, AT&T Pebble Beach Pro-Am, nagle wszystko zagrało jak należy. W sobotę 29-latek popisał się kosmiczną rundą 62, zyskując aż 6,472 uderzenia dzięki grze ironami, co jest najlepszym wynikiem w tej kategorii w historii turnieju oraz drugim najlepszym na PGA Tour w erze pomiarów ShotLink. Tego dnia trafił wszystkie greeny w regulacji, zostając dopiero siódmym zawodnikiem od 1985 roku, któremu udało się dokonać tego wyczynu na tym polu i awansował z odległego miejsca do ścisłej czołówki. W pewnym momencie rundy finałowej aż sześciu graczy współdzieliło prowadzenie. Morikawa musiał m.in. odeprzeć wściekły atak Scottiego Schefflera, który w niedzielę zagrał niesamowitą rundą 63, trafiając trzy eagle. Później musiał czekać prawie pół godziny na oddanie drugiego strzału na ostatnim dołku, kiedy Jacob Bridgeman wylądował na skalistej plaży rozciągającej się na lewo od słynnej osiemnastki być może najpiękniejszego pola golfowego świata – Pebble Beach. Mimo wieki trwającego zastoju Morikawa jakimś cudem zachował spokój, oddał fenomenalny strzał czwórką iron tuż pod green i w niemal huraganowych podmuchach wiatru zakończył turniej spektakularnym birdie. Wtoczył ostatni putt z mniej niż pół metra, wygrywając jednym uderzeniem, przed Min Woo Lee i Seppem Straką. Tuż po siódmym zwycięstwie na PGA Tour Collin i jego żona Katherine ogłosili, że spodziewają się pierwszego dziecka, które ma przyjść na świat późną wiosną.
Tiger zaprasza
W czwartek na słynnym kalifornijskim The Riviera Country Club startuje kolejny flagowy turniej PGA Tour - The Genesis Invitational, którego gospodarzem tradycyjnie jest Tiger Woods. W przeciwieństwie do poprzedniego tygodnia, tym razem obowiązywać będzie cut po 36 dołkach. Do rund finałowych awansuje 50 najlepszych graczy i remisy oraz każdy zawodnik tracący do lidera maksymalnie 10 uderzeń. To jedyny w tym tygodniu transmitowany w polskiej telewizji turniej golfowy. Obejrzymy go w Eurosporcie 2 i na platformie HBO Max.
Kasia Nieciak
Warunki w niedzielę były wymagające. Fot. Facebook AT&T Pebble Beach Pro-Am
Po długim oczekiwaniu Collin wreszcie mógł atakować ostatni green. Fot. Facebook AT&T Pebble Beach Pro-Am
