Gra o tron

Dorota Zalewska znowu dała znać o sobie. Dwa lata temu została pierwszą Polką z kartą Ladies European Tour. Teraz wygrała Q-School LET, zdobyła pierwsze zawodowe trofeum i z rozmachem wróciła do gry.

Dorota Zalewska z kartą LET i najważniejszymi kibicami, mamą i tatą. Zdjęcia: Tristan Jones/ LET

Kiedy zdobyła po raz pierwszy przepustkę Ladies European Tour, było to wielkie święto polskiego golfa. Podobnie jak Adrian Meronk, również ona przecierała szlaki tej dyscypliny sportu nad Wisłą.

Powrót do źródeł

Studiowała na University of Tennessee w Chattanooga, gdzie była filarem damskiej pierwszoligowej drużyny golfowej. Wygrała cztery turnieje NCAA, w tym na ostatnim roku studiów prestiżowy NCAA Raleigh Regionals. Po ukończeniu studiów i roku mieszkania, gry i pracy w USA, spróbowała dostać się do europejskiej pierwszej ligi golfa. Udało jej się to za pierwszym razem i w świetnym stylu. Zaczęła od prekwalifikacji Lalla Aicha Q-School, gdzie po rundach 70-72-74 zajęła jedenaste miejsce, dające awans do turnieju głównego. Zabawa jednak dopiero się rozkręcała. Po kilku dniach oddechu przystąpiła do ostatecznej rozgrywki, zaplanowanej na pięć rund. Poradziła sobie jeszcze lepiej, wykręciła kolejno rezultaty 71-68-70-74-69, kończąc zabójczy maraton na dzielonej szesnastej pozycji. Wynik -11 zagwarantował jej awans z jednym uderzeniem zapasu, a tylko dwadzieścia najlepszych rezultatów wraz z remisami zapewniało kwalifikację. Spośród 151 zawodniczek wymarzone przepustki LET uzyskało wtedy w sumie 22 z nich, w tym po raz pierwszy w historii Polka. Po tak wielkim sukcesie sezon nie potoczył się jednak po jej myśli. Grając w siedemnastu turniejach zajęła 108. miejsce w całorocznym rankingu ligi i ponownie wylądowała w kwalifikacjach, tym razem od razu w finale. Po rundach 71-75-77-73 nie przeszła cuta i zajęła tam 101. miejsce, nie dające ani docelowej kategorii dwunastej, ani nawet tej słabszej – szesnastej. Dzięki pozycji rankingowej OOM przysługiwała jej jednak kategoria siedemnasta, dzięki której mogła występować w słabiej obsadzonych turniejach LET. Rozgrywając zaledwie 11 turniejów, zakończyła swój drugi sezon w tej lidze na miejscu 125. I znów trzeba było wracać do szkoły. Tym razem sprawy przybrały piorunujący obrót!  

Dominacja

Na tych samych polach w Marrakeszu, co podczas dwóch ostatnich edycji, Dorota od początku grała fenomenalnie. Pierwszego dnia z powodu ulew i burz zdążyła zaliczyć trzy dołki, ale nawet wtedy trzymała się czołówki. Po wtorkowym potopie turniej skrócony został z planowanych pięciu do czterech rund i walka rozgorzała na poważnie następnego dnia. Środę ukończyła z wynikiem -5, wraz z sześcioma rywalkami prowadząc w turnieju. Spośród liderek tylko ona występowała w pierwszej rundzie na polu Royal Marrakech i tylko ona uzyskała wynik 67. Reszta liderek grała na polu Al Maaden i zanotowała rezultat 68. W czwartek dorzuciła 71 uderzeń, zajmując dzieloną szóstą pozycję, dwa uderzenia za tajską liderką – „Jenny” Lertsadwattana, która, tak na marginesie, dwie rundy później z hukiem wypadła daleko poza najlepszą dwudziestkę. W piątek Polka z zamaszystą rundą 66 wróciła na szczyt klasyfikacji, dzieląc tę pozycję z Francuzką Agathe Laisne i Amerykanką Anną Morgan. Szczęśliwa powiedziała wtedy: - Q-School to zupełnie inny rodzaj turnieju. Wszyscy zaczynają tu od zera, niezależnie od tego, czy grasz już na LET, czy jesteś debiutantką. Dziś wieczorem po prostu się zrelaksuję i porozciągam. Zjem coś i pewnie obejrzę Grę o Tron, bo zaczęłam ten serial i po prostu go uwielbiam. 

Niezależnie co miało wydarzyć się ostatniego dnia, już wtedy wiedziałam, że to będzie idealny tytuł tego artykułu.

Zaufała intuicji

W sobotę Polka po prostu królowała w Marrakeszu. Wygrała w imponującym stylu, z wynikiem -19 i przewagą trzech uderzeń nad najbliższą rywalką. W finale finałów sunęła niewzruszona, jak liniowiec po wzburzonym Atlantyku. Trafiła pięć birdie z tylko jednym bogeyem, a eaglem na czternastym dołku w zasadzie przypieczętowała pierwsze zawodowe zwycięstwo. W sukcesie tym wielki udział mieli rodzice Doroty. Wspierali ją na miejscu, a tata był nawet jej caddiem. - Czuję się niesamowicie – powiedziała 26-latka. - Marzenia się spełniają. Szczerze mówiąc, trudno mi teraz mówić, ale tak, czuję się całkiem dobrze.

- Moja zdolność do punktowania w tym tygodniu była naprawdę dobra – wyjaśniała skąd nagle wzięły się takie wyniki. - To coś, z czym zmagałam się przez ostatnie dwa lata w lidze. Szczególnie w tym roku trafiałam dobrze, ale nie mogłam zrobić wyniku. W tym tygodniu wszystko jakoś zaskoczyło. Myślę, że cierpliwość mnie uratowała, nie poddałam się.

- Mała Dori byłaby dumna. Jestem wojowniczką – tłumaczyła to jak zdołała znów powrócić do gry. - Staram się nigdy nie poddawać i tym razem również się nie poddałam. To daje mi dobrą perspektywę na przyszłość, żeby ufać sobie, ufać swojej intuicji i płynąć z nurtem.

Nawiązując do o niebo lepszej pozycji teraz, w porównaniu do debiutanckiego sezonu i możliwości gry w niemal wszystkich największych turniejach, powiedziała: - Bardzo chciałabym grać w turniejach Aramco. Jeszcze nie miałam okazji tam wystąpić. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak wyglądają te imprezy. Szczerze mówiąc tęsknię też za Australią, Południową Afryką, turniejami, w których występowałam w moim debiutanckim sezonie. Jestem szczęśliwa, że znów będę mogła grać na polach, które znam. To będzie dobra zabawa.  

Na dobrym kursie

- Dziękuję moim rodzicom i najbliższym, którzy cały czas mnie motywują, popychają do przodu i zawsze są ze mną. Dziękuje również mojemu trenerowi, który jest tą osobą, która pcha mnie w dobrym kierunku i do robienia tego co powinnam robić.

Dorota ma powody do zadowolenia. Różnica pomiędzy zwycięstwem w tym roku, a pozycją szesnastą w Q-School dwa lata temu będzie miała ogromne znaczenie. W sezonie 2024 mimo tak zwanej „pełnej karty” nie łapała się do lukratywnych turniejów Aramco Series – w których pule nagród są nieporównywalne do zwykłych wydarzeń LET. Teraz, zajmując pierwsze miejsce w kategorii dwunastej LET, jej szanse do kwalifikowania się do największych wydarzeń wzrosną drastycznie. Przykładem tego może być chociażby turniej Aramco Team Series London 2024. Dorota jako pierwsza rezerwowa na liście nawet się tam wtedy wybrała, licząc, że w ostatniej chwili zwolni się dla niej miejsce – jeśli z jakiegoś powodu któraś z rywalek nie będzie mogła wystąpić. Okazało się, że mimo oczekiwania w pełnej gotowości bojowej, wróciła z kwitkiem. Gdyby w swojej pierwszej Q-School zajęła chociaż jedno miejsce wyżej, zagrałaby wtedy w Londynie. W sezonie 2026 sprawy powinny wyglądać zupełnie inaczej. Warto też wspomnieć, że od lutego Dorota ma nowego trenera – Piotra Zygiera, z którym spotkała się w Gorzowie Wielkopolskim na Polu Golfowym Zawarcie i od słowa do słowa rozpoczęła się ich współpraca. „Zyga” wprowadził sporo zmian w grze Doroty, które teraz najwyraźniej zaczęły działać.  

Na drugim miejscu Lalla Aicha Q-School uplasowała się 24-letnia Amerykanka Anna Morgan, która w Q-School brała udział po raz pierwszy. Alexandra Swayne z Wysp Dziewiczych Stanów Zjednoczonych odniosła drugi z rzędu sukces w kwalifikacjach, kończąc tydzień na trzecim miejscu. W sumie 20 zawodniczek uzyskało w tym roku kategorię dwunastą LET na sezon 2026. Dziewczyny z miejsc 21-50 wywalczyły kategorię szesnastą.

Nowy sezon Ladies European Tour rusza już w lutym. Kibicujemy! 

Kasia Nieciak

WYNIKI

Szczęśliwa dwudziestka! 

Marrakesz znów okazał się dla Polki szczęśliwy

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się