Życzę mu jak najgorzej
Rozmowa z Sylwestrem Czereszewskim, byłym reprezentantem Polski, który rozegrał ponad 100 meczów dla Legii, a w 2002 roku zdobył z nią mistrzostwo
Edward Iordanescu przyjechał i wszystko zlekceważył – krytykuje byłego już trenera stołecznych nasz ekspert. Fot. Mateusz Sobczak/PressFocus
Co pan sądzi o zamieszaniu i w ogóle pobycie w Legii trenera Edwarda Iordanescu?
– W naszej piłce ostatnio dużo się dzieje, ale... niestety niezwiązanego z piłką nożną. Na początku wydawało się, że jego zatrudnienie to dobry pomysł. Zdobył Superpuchar Polski, zaczął nieźle, ale później – czego nikt się nie spodziewał – nastąpił obrót o 180 stopni. Słabo to wygląda. Wiadomo, że na boisku biegają piłkarze, o ich zatrudnieniu decydują prezesi, ale trener, który chce odejść z Legii po kilku miesiącach, po prostu uciekł. Nie wiemy, czy nie wytrzymał ciśnienia, czy zadecydowały pretensje o transfery. Ci, którzy przyszli, to piłkarze ograni, których wystarczyło wkomponować do zespołu i zdobywać punkty.
Zrobiło się dużo szumu wokół sprawy Iordanescu, także w rumuńskich mediach, co obserwowaliśmy właściwie od początku.
– Zgadza się. Myślę, że większość dzisiejszych zawodników i trenerów w ekstraklasie chciałaby być w Legii, szczególnie ci, którzy jeszcze nie byli na takim poziomie. A tu wyszło, że przyjechał Rumun i wszystko zlekceważył. Współczuję trochę Michałowi Żewłakowowi i Frediemu Bobiciowi (dyrektor sportowy i dyrektor operacyjny – przyp. red.), bo nikt się tego nie spodziewał. To wygląda, jakby ktoś kazał mu podpisać kontrakt, a po chwili stwierdził: „kurde, jednak źle, że go podpisałem”. Nie ma co się nad nim rozczulać. Tak jak zawsze powinno się kulturalnie napisać: „życzymy trenerowi powodzenia w dalszej pracy”. Ja jednak nie życzę mu żadnego powodzenia związanego z piłką nożną. Życzę mu jak najgorzej.
Od samego początku jego pobytu w Warszawie dało się słyszeć, że marzy mu się powrót do roli selekcjonera Rumunii, ciągle było coś... Należałoby się więc chyba zastanowić, kto postanowił go zatrudnić i jak przeprowadził analizę? Takie rzeczy należy sondować.
– Zobaczymy, gdzie skończy, bo codziennie pojawiają się nowe informacje. Jeżeli okaże się, że trafi do reprezentacji Rumunii, to wyjdzie, że słabo został przeprowadzony wywiad środowiskowy. Nie może być tak, że trener przychodzący do Legii ma furtkę. Musi się skoncentrować na Legii. Uważam, że to całe zamieszanie jest słabe. Tak samo było z Michałem Probierzem czy Goncalo Feio, teraz jest z Iordanescu. To jakaś patologia! Za dużo jest w naszej piłce złych emocji.
Nie można nikogo skreślać, ale bardzo trudno będzie zdobyć Legii mistrzostwo, na które czeka od 2021 roku i triumfu z trenerem Czesławem Michniewiczem. Jeszcze parę lat temu, przy okazji gry w Lidze Mistrzów, wydawało się, że to będzie taki polski Bayern Monachium, który zdominuje ekstraklasę. Stało się jednak inaczej – dlaczego?
– Lech, Raków, Jagiellonia czy Pogoń może nie finansowo, ale piłkarsko równają poziomem. Najlepiej ogląda się dziś zespół z Białegostoku. Raków wiadomo, w jakim gra stylu, ale punktuje. Na razie nie wiadomo czy Legia załapie się do europejskich pucharów, tym bardziej że już odpadła z Pucharu Polski. Uważam, że będzie jej bardzo ciężko. Poza tym trzeba też już powiedzieć, że w walce o najwyższe cele liczyć się będzie także Górnik Zabrze. Zrobi się bardzo ciasno, a może jeszcze Cracovia wytrzyma ciśnienie... To będzie rywalizacja nie między trzema, a sześcioma drużynami i Legia w tej chwili jest w najgorszej pozycji. Nie może już gubić punktów, ale... nie zanosi się na to.
Ale dlaczego Legia nie odjechała ekstraklasie w ostatnich latach? Tam cały czas płaci się najlepiej!
– Przede wszystkim nie trafiano z transferami. W Jagiellonii czy Lechu mają szkielet, do którego dokooptowują jednego czy drugiego zawodnika. Taki Mikael Ishak – ale też inni – grają już w drużynie parę lat. Nie przypominam sobie typowego niewypału transferowego w Jagiellonii. Buduje powoli, a w Legii zaciąg był bardzo duży, choć do klubu trafili zawodnicy ograni, którzy z niejednego pieca jedli chleb. A tu się okazuje, że... tych piłkarzy nie ma. Pokupowali nowych, a nikt się nie wyróżnia, nikt nie ciągnie wózka. Uważam, że w Legii każdy indywidualnie sam powinien wygrać ze trzy mecze w sezonie. Gdy ostatnio oglądałem starcie z Widzewem, to niektórzy grali tak, jakbym ich pierwszy raz widział. Rozumiem, że gdy przyjdzie 6 czy 7 graczy, to nie odpali dwóch. Ale tutaj... jakby nie odpalili wszyscy (śmiech). Najlepiej wprowadził się chyba Kamil Piątkowski w obronie i to mimo samobója oraz czerwonej kartki, bo coś takiego się zdarza. Wygląda to naprawdę słabo, a tu zaraz będzie połowa sezonu... Jeśli Legia nie awansuje chociaż do Ligi Konferencji, to za rok może to odczuć. W niej są bardzo dobre pieniądze,jak na nasze warunki.
Rozmawiał Piotr Tubacki
