Życie pisało taką drogę

Rozmowa z Joelem Valencią, ekwadorskim pomocnikiem Zagłębia Sosnowiec

Piłkarski potencjał Joela Valencii jest bardzo duży. Oby tylko kontuzje nie przeszkadzały. Fot. Mateusz Sobczak/www.zaglebie.eu

Joel, zdobyłeś mistrzostwo Polski z Piastem Gliwice i Legią Warszawa, byłeś najlepszym piłkarzem ekstraklasy w sezonie 2018/19. Nie uważasz, że mogłeś zdobyć więcej, być jeszcze lepszym piłkarzem?

- Myślę, że tak... Mogłem grać we wszystkich tych miejscach, gdzie byłem, ale z jakichś powodów tak się nie stało. Były też kontuzje i kwestie psychiczne, których ludzie nie widzą lub o nich nie wiedzą. To nie jest żadna wymówka, ale życie pisało mi taką drogę i tak miało być. Teraz mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwy i wdzięczny za miejsca, w których grałem i sukcesy, które osiągnąłem w trakcie mojej kariery.

Czy tylko kontuzje przeszkodziły ci w tym, że po okresie w Piaście, Legii i Brentford FC już nie grałeś na tak wysokim poziomie jak wcześniej?
- Nie, kontuzje tylko częściowo na to wpłynęły, że nie grałem już tak dobrze jak wcześniej, chociażby w Gliwicach. To był przede wszystkim aspekt mentalny. Teraz uczę się, pracuję nad sobą i widzę to. Wiele działo się w moim życiu i nie byłem w stanie sobie z tym wszystkim poradzić. Są ludzie, którzy potrafią radzić sobie z niektórymi rzeczami lepiej niż inni. W moim przypadku były rzeczy i zdarzenia, które wpływały na moje funkcjonowanie w piłce i nie mogłem sobie z nimi poradzić. To proste, tak to właśnie wyglądało...

Teraz grasz w Zagłębiu Sosnowiec, gdzie kibice cię szanują, gdzie masz możliwość występów na pięknym stadionie. Nie przeszkadza ci, że to 2. liga, czyli trzeci poziom rozgrywkowy?

- Przeszkadza, ponieważ uważam, że klub ma duży potencjał sportowy, aby być w lepszym miejscu niż 2. liga. Jako zawodnik również mogę grać w wyższej klasie, być jeszcze lepszym piłkarzem. Sosnowiec to niesamowite miejsce, w którym mieszkają wspaniali ludzie. Jestem przekonany, że już niedługo będzie o wiele lepiej, a Zagłębie z pomocą wiernych kibiców zagra w 1. lidze.

Wróćmy do sezonu 2023/24, który był wielkim rozczarowaniem dla kibiców Zagłębia i chyba też dla ciebie. Zagrałeś łącznie w 26 spotkaniach i zdobyłeś jedną bramkę. Masz do siebie żal, że mogło być lepiej, że można było uniknąć spadku?

- Tak, to był rozczarowujący sezon... Miałem też kilka kontuzji, które spowodowały przerwy w grze. Jako zawodnik biorę na siebie część odpowiedzialności, bo w końcu jesteśmy na boisku i wspólnie musimy pokazać, że chcemy wygrać, a tego nie zrobiliśmy. Ale z drugiej strony musisz zrozumieć, że kiedy sprowadzasz 14-15 nowych graczy, nie zostaniesz mistrzem w tym roku. To pewien proces, który wymaga czasu, by stworzyć nową drużynę. I tak się dzieje w 99% przypadków. A jeśli dodamy do tego, że w ciągu 8 miesięcy mieliśmy czterech trenerów, oznacza to, że coś nie działa…

Gdy w Zagłębiu pojawił się trener Marek Saganowski, wydawało się, że jeszcze da się uratować 1. ligę. Dlaczego spadliście?

- Myślę, że trener Saganowski wniósł wielką energię do szatni i na boisko. Zespół się poprawił, przyszedł bowiem trener, który w nas wierzy i dobrze nas traktuje. Ponieważ mentalnie nie byliśmy w dobrym momencie, nasi kibice byli rozczarowani i ja to rozumiem. Ale sposób, w jaki nas potraktowali, nie był właściwy... Nie będę wchodził w szczegóły, bo wszyscy wiedzą, co się dzieje, gdy zespół przegrywa i jak na to reagują kibice. Myślę, że gdyby trener Saganowski pojawił się w Sosnowcu w przerwie zimowej, to moglibyśmy mieć więcej szans na utrzymanie. Takie jest moje zdanie, ale to już niczego nie zmieni. Spadliśmy i teraz musimy dać z siebie maksa, by powrócić na zaplecze ekstraklasy.

Na twoją grę w Sosnowcu duży wpływ miały wspomniane kontuzje, szczególnie stawu skokowego. W poprzednim sezonie, kiedy ważyły się losy Zagłębia w Fortuna 1. Lidze, dość długo nie mogłeś z tego powodu wrócić do gry. Czy teraz jest już wszystko w porządku ze zdrowiem?
- Czuję się zdecydowanie lepiej. Pamiętajmy jednak, że kontuzje są częścią piłki nożnej, a już ta nowoczesna piłka nożna jest naprawdę bardzo fizyczna. Mam jednak nadzieję, że nie będę już tak często łapał urazów ani kontuzji, które wykluczą mnie z gry na dłuższy czas. Wszyscy wiemy, że w futbolu zdrowie jest najważniejsze.

Jak się czujesz w Polsce, gdzie grasz już ponad 4 lata? Wcześniej występowałeś w Hiszpanii, Słowenii, Anglii i Holandii. Postanowiłeś jednak związać się z Polską, gdzie jesteś ze swoją rodziną? Dlaczego akurat Polska?

- To jest fajne pytanie, czasami żartuję z przyjaciółmi - i również z żoną - którzy mówią mi, że w innym życiu jestem Polakiem, bo czuję się tu naprawdę dobrze. Jest tu moja rodzina i to jest dla mnie najważniejsze. W piłce nożnej nigdy nie wiesz, co się wydarzy, możesz być w milionach miejsc. Ja czuję się w Polsce komfortowo i to pomaga nam być razem.

Twoja żona, Paulina Chapko, bardzo często dopinguje cię z trybun stadionu ArcelorMittal Park, gdzie pojawia się razem z waszym dwuletnim synem. To cię uspokaja i pomaga w grze?

- Moja żona jest dla mnie największym wsparciem, a moje dziecko uwielbia chodzić na mecze piłki nożnej. Powiedziałem jej, ale nigdy nie uczyniłem tego publicznie, że ona jest najlepszą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałem na swojej drodze, ma najczystszą duszę i serce. Podała mi rękę, gdy byłem w najgorszym momencie, rozśmieszała mnie, pomogła mi znów uwierzyć w siebie; i teraz razem rośniemy. Nie będę miał wystarczająco dużo czasu, aby odwdzięczyć się jej za całe dobro, które dla mnie uczyniła. Razem tworzymy niesamowitą rodzinę. Tak, pomaga mi to w grze, gdy widzę rodzinę na trybunach, daje mi to więcej energii.

Paulina Chapko to znana aktorka. Rola w „Raporcie Pileckiego” przyniosła jej sporą popularność, wystąpiła też w kilku serialach... Lubisz oglądać filmy z udziałem żony, bywasz na oficjalnych premierach?

- Zwykle nie daję rady chodzić na premiery lub wydarzenia filmowe z jej udziałem, ponieważ mam w tym czasie treningi lub mecze. Ale tak, widziałem wszystkie filmy, w których grała - na Netfliksie - i jestem z niej bardzo dumny. Jest ciężko pracującą kobietą i jestem pewien, że nadchodzą dla niej wielkie rzeczy.

Rozmawiał Jerzy Mucha


Paulina Chapko, urodziwa żona Joela Valencii, bardzo często pojawia się na trybunach w trakcie meczów Zagłębia. Fot. Instragram