Zostałem skrzywdzony
Rozmowa z Markiem Kostrzewą, byłym obrońcą Górnika Zabrze, czterokrotnym mistrzem Polski i reprezentantem Polski (jeden występ)
Reprezentacja przed meczem z Holandią w Zabrzu. Stoją, od lewej: Marek Kostrzewa, Marek Szczech, Jarosław Araszkiewicz, Dariusz Dziekanowski, Waldemar Prusik, Jan Urban. Kleczą, od lewej: Andrzej Iwan, Jan Karaś, Ryszard Tarasiewicz, Paweł Król i Kazimierz Przybyś. Fot. Biało-Czerwoni 1921-2018. Wyd. GiA
W 1987 roku Polska zagrała w Zabrzu z Holandią w ramach eliminacji mistrzostw Europy. Pan wystąpił wtedy jedyny raz w reprezentacji. Miłe wspomnienia?
– Niewiele pamiętam, więc niewiele powiem. To było prawie 40 lat temu. Pamiętam jednak pełny stadion, to, że grali wielcy zawodnicy i że dostaliśmy „w pałkę”. Holendrzy już zakwalifikowali się na Euro, gdzie potem zdobyli mistrzostwo. To była wielka drużyna. Przegraliśmy 0:2 zasłużenie. Szkoda, że na moim stadionie. Był to mój debiut w kadrze o… dwa lata za późno.
W tamtym czasie etatowym lewym obrońcą był Dariusz Wdowczyk, a przecież pan zbierał świetne recenzje w mistrzowskim i rządzącym w lidze Górniku...
– Przed mistrzostwami świata w 1986 roku trener Antoni Piechniczek po jednym z meczów ligowych, a był przy tym Edek Socha, powiedział mi, że jestem powołany na mistrzostwa świata. „Jedziesz, tylko tego nie rozgłaszaj” – mówił. Podziękowałem wtedy trenerowi. W tym czasie byłem w formie, dobrze mi szło. Z Darkiem Wdowczykiem rywalizowaliśmy o miano najlepszego lewego obrońcy w lidze. Przychodzi czas powołań, a mnie… nie ma na liście. Potem trener Piechniczek został szkoleniowcem Górnika Zabrze. Wytłumaczył mi, że za dużo w kadrze byłoby chłopaków ze Śląska, z Górnika, a tyle samo miało być z Legii. Ostatecznie nie wzięli ani mnie, ani Wdowczyka, a pojechał Marek Ostrowski z Pogoni! Takie były wtedy polityczne naciski. Trener Piechniczek uważał, że powinienem pojechać, ale tak się nie stało. Szkoda, bo wiadomo, że mistrzostwa świata to wielka impreza, a my w lidze laliśmy wszystkich, jak leci, ale w kadrze nie mogło być więcej piłkarzy z Górnika niż z Warszawy. Zostałem wtedy skrzywdzony.
W reprezentacji zadebiutował pan po trzydziestce, a to rzadki przypadek.
– To prawda. Jak zostałem powołany przez trenera Wojciecha Łazarka na ten mecz z Holandią w Zabrzu w październiku 1987 roku, to już nie myślałem o polskiej lidze, ale o zagranicznym wyjeździe (kilka miesięcy później Marek Kostrzewa został zawodnikiem francuskiego Cherbourga – przyp. red.). Przeszła ta kadra bokiem. Na pewno inaczej by to wyglądało, gdybym szansę dostał wcześniej. Jednak po tylu latach rany się zabliźniły. Jak spotkam teraz trenera Piechniczka, to rękę sobie podamy. Nie mam już żalu.
W Zabrzu, w drużynie prowadzonej przez słynnego Rinusa Michelsa, grali tacy zawodnicy jak Marco van Basten, Ruud Gullit, obecny selekcjoner Oranje Ronald Koeman, bramkarz Hans van Breukelen, Adri van Tiggelen, Arnold Muhren, John van’t Schip. Było widać, że to wielka jedenastka?
– Tak, to była drużyna samograj. U nas były zawirowania, graliśmy nie do końca składem wyjściowym, tym najlepszym. Chciano jakoś z twarzą wyjść, to i mnie dano szansę, bo wiadomo było, że zabrzańską publiczność mam za sobą. To było wielkie przeżycie zagrać z takim zawodnikami, ale szkoda, że tak późno…
Teraz szansę na występ z Holendrami ma inny obrońca Górnika, powołany przez Jana Urbana Kryspin Szcześniak.
– Janek zna go z Górnika. Obecnie Szcześniak jest moim zdaniem lepszy od Ziółkowskiego, który, jak się wiele nauczy we Włoszech oraz nabierze siły i masy, może dobrym środkowym obrońcą, ale dziś gnie się jak linka, wywraca się. Kryspin jest lepszy od niego i jakbym miał wybierać, postawiłbym na Szcześniaka.
Jakie są pana oczekiwania przed piątkowym meczem?
– Być może mnie ponosi, ale powiem tak – wygramy! Oglądam takie mecze, gdzie jedna drużyna dominuje, ma 75 procent posiadania piłki, ale wygrywa ta słabsza. Na takiej zasadzie możemy z Holendrami wygrać. Jeżeli chodzi o umiejętności, to jasne, na dziesięć meczów dziewięć może wygrać Holandia, ale w takim jednym spotkaniu wszystko jest możliwe. Mam nadzieję, że Janek odpowiednio ustawi chłopaków, a oni sami wyjdą na murawę z odpowiednim nastawieniem. W takim meczu przy mobilizacji można zrobić dobry wynik.
Rozmawiał Michał Zichlarz
Marek Kostrzewa. Fot. zabrze.naszemiasto.pl
