Znowu ta (nie)skuteczność
Po trzech porażkach z rzędu wiosną pracę stracił Jan Urban. Trener Michal Gasparik po dwóch przegranych na razie może być spokojny.
Po niewykorzystanych świetnych okazjach na gole można się złapać za głowę! Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
Obserwując to, co działo się w piątek w meczu Górników ze Słoniami z Niecieczy, przypominała się wiosna tego roku i mecze z końcówki marca oraz początku kwietnia.
Multum strzałów
30 marca zabrzanie grali na otwarcie Nowej Bukowej z GieKSą. Prowadzili do przerwy, wypracowywali sytuacje na „zabicie” spotkania, na zainkasowanie kompletu „oczek”, ale skończyło się porażką 1:2 po bramce straconej w ostatnich sekundach. Potem przyszedł ligowy klasyk z Legią na Stadionie im. Ernesta Pohla. Znowu zabrzanie prowadzili do przerwy, znowu mieli sytuacje i… znowu zaliczyli porażkę 1:2, znowu na własne życzenie z powodu braku skuteczności. W końcu nadszedł feralny mecz z Zagłębiem w Lubinie, w piątek 11 kwietnia. Ponownie do przerwy było 1:0 dla Górników. Świetnie grał wszędobylski Dominik Sarapata. Meczu nie dało się zamknąć wcześniej, ponownie w grę zespołu wkradła się nieskuteczność, co skrzętnie wykorzystali walczący o utrzymanie Miedziowi. Znowu zakończyło się rezultatem 1:2, a cztery dni później pojawiła się głupia, idiotyczna i pozbawiona sensu decyzja działaczy Górnika (Michał Siara, Bartłomiej Gabryś, Łukasz Milik), żeby zwolnić trenera Jana Urbana, obecnego selekcjonera reprezentacji. To już historia, ale przypominająca się przy okazji porażki z beniaminkiem z Niecieczy 0:1.
Już po dwóch kwadransach to spotkanie powinno było być ustawione, jeżeli nie rozstrzygnięte. Kolejnych znakomitych sytuacji nie wykorzystywali Taofeek Ismaheel, Roberto Massimo, Josema po stałym fragmencie, nie mówiąc już o chaotycznie i nerwowo grającym greckim napastniku, Theodorosie Tsirigotisie. W całym meczu Górnicy oddali aż 25 strzałów, z których jednak tylko 5 było celnych, a wiele z nich to były uderzenia panu Bogu w okno. Przydarzyło się to nawet Lukasowi Podolskiemu, który w końcówce pojawił się na murawie.
Czekanie na Brazylijczyka
Z kolei Bruk-Bet oddał ledwie… dwa celne strzały, ale wystarczyło to do zaksięgowania kompletu punktów. - Jakbyśmy grali do jutra, to i tak nie zdobylibyśmy bramki. Nasza gra wyglądała dobrze i w 15 minucie powinno być 2:0, a do przerwy 3:1, albo 4:1. Popełniliśmy jeden błąd i straciliśmy bramkę. Byliśmy dobrze przygotowani na kontry rywali, odbieraliśmy im piłkę w środku pola. Zabrakło nam jedynie skuteczności. Chłopcy pokazali ostatnio w meczu z Lechem i teraz, że potrafią grać ładną piłkę. Nie trzeba dużo zmieniać. Problem byłby, gdybyśmy nie stwarzali okazji – próbuje usprawiedliwiać swoich podopiecznych Michal Gasparik, trener Górnika.
Na razie słowacki szkoleniowiec nie może korzystać z usług pozyskanego latem wysokiego (195 cm) brazylijskiego napastnika Gabriela Barbosy, który ma być drugim Leonardo Rochą w ekstraklasie. Były napastnik portugalskiego drugoligowca Penafiel, który zdobył 10 bramek w poprzednich rozgrywkach, jest kontuzjowany. Z kolei wspomniany Tsirigotis zawodzi. Jeżeli Górnik przegra w Szczecinie z Pogonią, to będzie to już - po przegranych z Lechem i Bruk-Betem - trzecia porażka z rzędu. Jeszcze w sierpniu czekają go natomiast domowe mecze z Katowicami i Motorem, więc może punktowo – przed reprezentacyjną przerwą na początku września – nie będzie tak źle.
Michał Zichlarz
