Znowu płaczemy
Rozmowa z Januszem Białkiem, byłym selekcjonerem reprezentacji Polski U-19 i U-20
Szkot Andrew Robertson pokazał nam miejsce w szeregu. Fot. Mateusz Porzucek/PressFocus
– Najgorsze jest to, że my się przyzwyczajamy. Przegrywanie powoli staje się standardem i codziennością, to przykre i gorzkie, a nie powinno w ogóle mieć miejsca. Słabe wyniki reprezentacji rzutują na pracę nas, wszystkich trenerów, i pokazują, że od dłuższego czasu drepczemy w miejscu. Nie kupuję tłumaczeń, że wciąż budujemy reprezentację, bo to jest takie koło ratunkowe ludzi związanych z drużyną narodową, wytrych, którym tłumaczy się wszelakie niepowodzenia.
Absencja Roberta Lewandowskiego z Portugalią i Szkocją była zauważalna?
– Na pewno żaden z producentów nie pozwoliłby sobie, by najlepszy polski aktor nie zagrał w najlepszym polskim filmie lub na deskach teatru. Tu zadziałała jednak siła wyższa. Bez „Lewego” wyglądało to tragicznie, powstaje jednak pytanie, czy jego obecność podniosłaby poziom gry pozostałych reprezentantów? Trzeba przyjrzeć się mądrości działaczy i trenerów Barcelony, którzy „pompowali” kapitana naszej reprezentacji i Robert się odrodził jako snajper. A my ciągle kręcimy się wokół młodych, obiecujących piłkarzy, zapominając o weteranach. Od dekad jesteśmy pogrążeni w kryzysie, nie licząc wyjątków za czasów Adama Nawałki i krótko Czesława Michniewicza. Zgadzamy się, że mamy dobrych piłkarzy, tylko nie potrafimy z nich stworzyć drużyny, reprezentacji. Naszym problemem nie jest sama reprezentacja, ale polskie drużyny klubowe, które grają – powiedzmy to sobie szczerze – w trzeciej lidze europejskiej. Tak należy bowiem traktować Ligę Konferencji Europy, bo przed nią jest Liga Mistrzów i Liga Europy.
Ma pan odpowiedź na to, co się stało z naszą drużyną narodową w przerwie meczu w Porto? W pierwszej połowie Biało-czerwoni prezentowali się – tak to ujmijmy – przyzwoicie, natomiast w drugiej podopieczni Michała Probierza doszli do wniosku, że w tym spotkaniu żadna krzywda im się nie stanie?
– To też trzeba wziąć pod uwagę. Żeby trochę rozładować grobową atmosferę, porównam naszą metamorfozę do... zakupów w supermarkecie. Wkładasz zakupy do reklamówki i w połowie drogi do domu ona się rozrywa. Jeżeli miałeś w niej szklane przedmioty, są one nie do uratowania, pozostałe produkty – jak najbardziej. Tylko w meczu reprezentacji nie da się tego naprawić, poukładać, a wynik idzie w świat.
Za brak Karola Świderskiego w protokole meczowym z Portugalią powinna spaść głowa osoby odpowiedzialnej za takie sprawy?
– To jest temat zastępczy, ale ważny i winowajca powinien ponieść konsekwencje. Tak jak to było w przypadku pani kierownik Legii w meczu z Celtikiem Glasgow, co spowodowało odpadnięcie drużyny z Łazienkowskiej z europejskich pucharów. Kiedyś reprezentacja Niemiec dokonała zmiany czterech piłkarzy, gdy dopuszczalne były trzy. To był błąd ludzki, nie tylko kierownika Niemców, ale również sędziego technicznego, asystenta i głównego. W naszym konkretnym przypadku skoro się nagradza, to również trzeba karać...
Dla mnie nie do przyjęcia jest zachowanie Piotra Zielińskiego i Nikoli Zalewskiego po meczu z Portugalią, gdy robili sobie selfie z Cristiano Ronaldo. Po takiej klęsce powinni spalić się ze wstydu...
– Wyobraża pan sobie, by kibice Realu robili sobie zdjęcia z piłkarzami Barcelony albo odwrotnie? To są niby rzeczy błahe, które nie mają wpływu na wyniki, ale... Jeżeli jednak ktoś chce jeść musztardę dużą łyżką, to ja nie zamierzam mu tego zabraniać. Niech sobie je...
Czy ze Szkocją liczył pan na rehabilitację Biało-czerwonych po kompromitacji z Portugalią?
– Mam 32 świadków, że „czułem pismo nosem”. Prowadziłem zajęcia na kursie i na pytanie o prognozę wyniku odpowiedziałem kursantom, że będzie to mecz wyrównany, jednocześnie zastrzegłem, że poprzednio szczęście nam sprzyjało i teraz może się odwrócić. No i wykrakałem... To wszystko jednak od pewnego czasu idzie w złą stronę, ciągle ktoś debiutuje, już nie pamiętam, jacy piłkarze debiutowali na przykład cztery lata temu. To jest niepokojące, nie ma czasu na zgrywanie zespołu, wypracowywanie automatyzmów. Summa summarum – znowu płaczemy.
Spadek do niższej dywizji nie jest końcem świata, lecz teraz zaczną się schody, biorąc pod uwagę nasze notowania i koszyk w eliminacjach mistrzostw świata.
– Nie oszukujmy się i spójrzmy na inne reprezentacje, chociażby Holandię. Ona na dwie ważne imprezy się nie zakwalifikowała, ale tam konsekwentnie stawiano na tych samych piłkarzy, dokonując kosmetycznych retuszy, by zachować kierunek, pomysł i styl gry. Konsekwencja Holendrów w działaniu opłaciła się – dali sobie trochę czasu na budowę reprezentacji od podstaw i teraz zbierają owoce. My utrzymywaliśmy się w najwyższej dywizji Ligi Narodów przez słabość naszych konkurentów, a nie z powodu naszej siły i wielkości. Po prostu cały czas klepiemy tę samą formułkę. Moim zdaniem potrzebne są radykalne kroki, by wyjść z tego marazmu, kryzysu. Zróbmy wszystko, by reprezentacja Polski znowu wróciła na salony, bo przecież w 1974 roku przez przypadek nie zostaliśmy mistrzami świata. A teraz co mamy? Powiem brutalnie – reprezentacja Polski obraża swojego kibica postawą na boisku i wynikami.
Dostrzegł pan jakiś pozytyw?
– Do pozytywnych elementów mogę zaliczyć jeden – drużyna podjęła walkę, bo zmagały się ze sobą dwa wyrównane zespoły. Pytanie brzmi, czy powinniśmy się cieszyć z tego, że dorównaliśmy Szkotom, którzy – musimy to uczciwie przyznać – nie są drużyną z najwyższej półki. Czy można zatem z optymizmem patrzeć w przyszłość, skoro musimy liczyć się z tym, że w naszej drużynie narodowej będą wkrótce grali następcy Lewandowskiego i innych?
Które elementy w naszej grze pańskim zdaniem najbardziej szwankowały?
– Najbardziej irytowały mnie pewne nawyki naszych reprezentantów. W końcówce meczu jesteśmy na połowie przeciwnika i nagle ni z gruszki, ni z pietruszki wycofujemy piłkę na własną połowę, a potem do bramkarza. W ten sposób zaczęliśmy sobie kopać grób, bo było wiadomo, że Szkoci, którzy nie mieli nic do stracenia, w końcu otworzą się i na nas ruszą. I tak właśnie zrobili, z fatalnym dla nas skutkiem. Nasze poczynania to był klasyczny przejaw braku taktyki, pomysłu na rozegranie końcówki spotkania. Znakomity przed laty najpierw piłkarz, a potem trener Barcelony, Johan Cruyff, słusznie uważał, że gra w piłkę nożną bez taktyki, jest tylko zabawą, a zabawa wcześniej czy później kończy się tragicznie.
A komu tak naprawdę są potrzebne rozgrywki Ligi Narodów? Kalendarz i tak jest przeładowany.
– Moim zdaniem te rozgrywki są bardzo potrzebne. Nie wiem, jakim cudem udało się przeforsować taki projekt, bo przecież nawał meczów to nie jest wymysł, tylko fakt. Do tego doszła teraz rozbudowana Liga Mistrzów. Rozgrywki Ligi Narodów to jedna z niewielu okazji, by zobaczyć na boisku tylu polskich piłkarzy w jednym meczu. Przecież takie drużyny jak Legia Warszawa, Jagiellonia Białystok czy Raków Częstochowa nie są już postrzegane jako polskie drużyny, bo roi się w nich od obcokrajowców, a naszych rodaków jest jak na lekarstwo. Ale to nie ma znaczenia dla polskich kibiców, co napawa mnie smutkiem. Jak trzeba było bronić Częstochowy i klasztoru na Jasnej Górze przed najazdem Szwedów, to Polacy nadawali się idealnie, ale w drużynie piłkarskiej Polacy nie są już potrzebni. To taka smutna refleksja...
Rozmawiał Bogdan Nather
