Znowu Duńczyk, ale nie ten

KOLARSTWO

Zwycięzca ze szczęśliwym talizmanem, pokemonowym krążkiem, który dostał od syna. Fot. PAP / EPA

Michael Valgren (EF Education-EasyPost) po odważnej, skutecznej akcji w samej końcówce wygrał 17. etap wyścigu Giro d'Italia, który prowadził z Cassano d'Adda do górskiej miejscowości Andalo (202 km). Różową koszulkę lidera zachował jego rodak Jonas Vingegaard (Visma-Lease a Bike).

– Ludzie myślą, że jestem szybkim sprinterem, ale to nieprawda, bo moja maksymalna moc jest śmiesznie zawstydzająca. Dlatego kiedy czuję, że mam mocne nogi, wtedy nie czekam na finisz, tylko wcześniej atakuję. Właśnie tak było dzisiaj – opisywał doświadczony Duńczyk, który 1200 metrów przed metą zostawił za sobą pięciu innych kolarzy z prowadzącej grupy. Żaden z nich od razu nie zareagował, a kiedy w końcu zrobił to Norweg Andreas Leknessund (Uno-X Mobility), było zdecydowanie za późno. – W drugiej części etapu mało jadłem i gdybym musiał jechać 500 metrów dalej, na pewno bym się przewrócił – dodał 34-latek, który specjalizuje się w klasykach (wygrał m.in. Amstel Gold Race), a wczorajsze zwycięstwo w Giro było dla niego pierwszym w Wielkim Tourze.

Trzy sekundy za Duńczykiem finiszował Leknessund, który może być jednym z najbardziej rozczarowanych kolarzy w całej stawce największego włoskiego wyścigu. Już po raz piąty w tegorocznej edycji zabrał się do ucieczki dnia, ciężko w niej pracował, ale znowu nie wygrał, tylko po raz trzeci zajął drugie miejsce. Jako trzeci ze stratą sześciu sekund przyjechał Włoch Damiano Caruso (Bahrain-Victorious). Był on najwyżej sklasyfikowanym zawodników spośród aż 29, którzy odjechali od peletonu i dzięki powodzeniu tej akcji awansował do pierwszej dziesiątki (na dziewiątą pozycję).

Grupa lidera, Visma-Lease a Bike, tym razem odpuściła odjazd i peleton dotarł do mety ponad pięć minut po zwycięzcy. W czołówce klasyfikacji generalnej nie zaszły żadne zmiany. Wciąż z dużą przewagą prowadzi Vingegaard. Najlepszy z rywali, Austriak Felix Gall (Decathlon CMA CGM), traci do niego ponad cztery minuty, trzeci Holender Thymen Arensman (Netcompany INEOS) blisko cztery i pół, a czwarty Australijczyk Jai Hindley (Red Bull-BORA-hansgrohe) równe pięć.

Do końca pozostały cztery etapy: dzisiaj znowu pagórkowaty, w piątek i sobotę górskie, a w niedzielę płaski dla sprinterów w Rzymie.

(g)

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się