Znam tylko Lewandowskiego
Rozmowa z Mamadou Dianga Ba, dziennikarzem Sport Inter TV i autorem strony Taggat Yaram o piłce w Senegalu
Reprezentacja Senegalu może liczyć w Maroku na gorący doping rzesz swoich kolorowych fanów. Fot. Andrew Surma/Pressfocus.pl
Kto jest faworytem 35. Pucharu Narodów Afryki?
- Trudne pytanie. Chciałbym powiedzieć, że Senegal, ale nie gramy na tym turnieju zbyt pewnie, a pokazał to choćby sobotni mecz w Tangerze z Sudanem, który na początku strzelił nam gola. Wcześniej, kiedy z nimi graliśmy, to nie zdobywali z nami bramki. Teraz im się udało i to ostrzeżenie. Nie gramy pewnie w defensywie.
Jakimś usprawiedliwieniem może być brak pauzującego za czerwoną kartkę Kalidou Koulibaly'ego?
- Na pewno, bo to doświadczony obrońca i od lat jeden z liderów reprezentacji. Po czerwonej kartce na szczęście będzie już do dyspozycji trenera Pape Thiawa w meczu z Mali w ćwierćfinale.
To kto w takim razie na teraz jest kandydatem numer 1 do złota? Może gospodarze Maroko? Grają przecież u siebie…
- Remisowy mecz w grupie z Mali pokazał, że też mają swoje problemy, też nie grają pewnie i stabilnie. Egipt? Również mają swoje lepsze i gorsze momenty. Na ten moment z najlepszej strony pokazuje się chyba reprezentacja Nigerii i to ją wymieniłbym na pierwszym miejscu, ale AFCON to bardzo trudny turniej i ciężko przewidzieć, co się wydarzy, kto wygra. Pokazał to choćby ostatni Puchar Narodów, gdzie wygrało Wybrzeże Kości Słoniowej, które w grupie prezentowało się przecież fatalnie (Słonie przegrały m.in. 0:4 z Gwineą Równikową, a po drugim grupowym meczu Emerse Fae zastąpił na stanowisku trenera zdymisjonowanego Jean-Louisa Gasseta – przyp. red.).
Kogo wyróżni pan w reprezentacji Senegalu?
- Na pewno rewelacyjnego 17-letniego Ibrahima Mbaye. Z Sudanem strzelił bramkę, wcześniej miał dwie asysty, wywalczonego karnego. Ten nastolatek jest niesamowity! Liderem jest oczywiście Sadio Mane, już nawet nie chodzi o kolejne asysty, jakie dołożył w meczu, ale o to jak gra. Przy pierwszej bramce to on wywalczył piłkę, zagrał do Pape Gueye'a, który zdobył wyrównującego gola. To piłkarz, który gra dla drużyny.
Lwy Terangi mogą liczyć w Maroku na liczny doping swoich kibiców. Taki wyjazd do Maroka to chyba nie jest tania rzecz?
- O tak! Drogi przelot, zakwaterowanie na miejscu, transport... To wszystko kosztuje, ale wiele osób przyjechało, żeby mimo wszystko wesprzeć naszą kochaną reprezentację. Koszty schodzą na drugi plan, a kibice wspierają zespół, jak mogą. Najwięcej naszych kibiców rezyduje w Casablance, ale na meczu z Sudanem w Tangerze też mocno było ich widać i byli słyszalni. Taki wyjazd na Puchar Narodów to dla nas droga, bardzo droga rzecz. Nie wszystkich na to stać.
Przed turniejem piłkarskie władze CAF poinformowały, że turniej od 2028 będzie rozgrywany nie co dwa, a co cztery lata. Jak pan na to patrzy?
- Osobiście nie podoba mi się ten pomysł. Już nawet nie chodzi o tradycję. Co dwa lata kibice mogą u siebie, u nas, na własne oczy oglądać swoich najlepszych zawodników, którzy grają w najlepszych europejskich klubach czy w Ameryce. Teraz będzie to nie co dwa, a co cztery lata. To zła rzecz, tak nie powinno być.
Co wie pan o polskiej piłce?
- Kojarzę oczywiście Roberta Lewandowskiego, pamiętam, że graliśmy razem ze sobą na mistrzostwach świata w 2018 roku. To chyba tyle.
A trener Henryk Kasperczak? Zaczął prowadzić Senegal w 2006 roku, odwiedziłem go w Dakarze.
- Miałem wtedy 12 lat. Niewiele pamiętam z tego czasu. Później na Pucharze Narodów nie udało mu się wyjść z grupy, co u nas w kraju wywołało wiele złości, bo przecież w kadrze byli wtedy świetni zawodnicy, jak El Hadji Diouf, Tony Sylva czy Henri Camara.
Rozmawiał w Rabacie Michał Zichlarz
Mamadou Dianga Ba. Fot. Michał Zichlarz
