Zmierzch starych mistrzów
Rozgrywki drugiego poziomu ligowego przekroczyły półmetek, więc jest czas na pierwsze wnioski i scenariusze na decydującą fazę.
Jason Doyle (z lewej) miał być największą gwiazdą I ligi, ale jego słabe wyniki są głównym powodem przedostatniego miejsca Wilków Krosno. Fot. Artur Kraszewski / Press Focus
Z większości kibicowskich i eksperckich przewidywań sprzed sezonu sprawdziło się w zasadzie tylko to, że Polonia Bydgoszcz jest głównym kandydatem do awansu. W przypadku Gryfów można nawet mówić o wcześniejszym niedoszacowaniu, bo Bydgoszczanie są po prostu za mocni na Metalkas 2. Ekstraligę, wygrywają pewnie z każdym bez względu na to, czy akurat ścigają się u siebie, czy na wyjeździe. W drużynie Dariusza Śledzia nie ma żadnego słabego punktu, bo nawet trzeci junior Kacper Andrzejewski spisuje się lepiej, niż oczekiwano. Czwórka seniorów plus Wiktor Przyjemski oraz Maksymilian Pawełczak już teraz z powodzeniem powinna dać sobie radę w ekstralidze. Na pewno zdecydowanie bardziej tam pasują niż odstający w niej częstochowski Włókniarz. Z wielkim prawdopodobieństwem w kolejnym sezonie te kluby zamienią się ligami, z dużą korzyścią dla jeszcze większych emocji i wyrównania obu klas rozgrywkowych.
Wyblakłe gwiazdy
Polonii skutecznie utrudnić życie miały drużyny zbudowane z gwiazd, byłych mistrzów świata i ligowców, którzy jeszcze niedawno ścigali się w elicie. Mowa o Ostrovii Ostrów oraz Wilkach Krosno. Obie ekipy tymczasem są największym rozczarowaniem sezonu i zdecydowanie bliżej im do walki o utrzymanie niż do marzeń o pierwszej czwórce czy barażach. Mianownik problemów w obu przypadkach wydaje się ten sam: postawienie na drogich, uznanych, ale już mocno przebrzmiałych i zdecydowanie mających najlepsze lata za sobą zawodnikach. Mowa tu przede wszystkim o Chrisie Holderze, Taiu Woffindenie oraz Jasonie Doyle’u. O ile w przypadku ostrowskich „wynalazków” było to w znacznym stopniu do przewidzenia, bo mistrz świata z 2012 roku cieniuje od lat, a „Tajski” na początku 2025 roku miał bardzo poważny wypadek, przez który stracił cały sezon, to niemoc Doyle’a jest dużym zaskoczeniem. Mowa przecież o zawodniku, który w poprzednim sezonie z powodzeniem ścigał się w ekstralidze. W Krośnie nie działa zresztą o wiele więcej, stąd ostatnie decyzje personalne o powierzeniu roli trenera młodzieży Piotrowi Świderskiemu - od najbliższego meczu drużynę w roli menedżera poprowadzi dyrektor sportowy Michał Finfa. Do sztabu dołączony też został doskonale w Krośnie znany Ireneusz Kwieciński. Wilki wciąż liczą na awans do play offu, ale na razie się na to nie zanosi. Ewentualna wygrana z Polonią (14.06.) z pewnością wiele by zmieniła, ale w tym momencie wydaje się to zadane najtrudniejsze z arcytrudnych.
W Ostrowie zmiana Tomasza Bajerskiego na jego imiennika Gapińskiego na razie się broni. Ostrovia w pierwszym tygodniu czerwca zdobyła więcej punktów niż w pierwszych sześciu meczach, a wielką wagę może mieć szczególnie wysoka wygrana (52:38) w Łodzi. Swoją wartość ma także punkt bonusowy wywalczony w Poznaniu z PSŻ-etem (43:47). Wydaje się, że w końcu ze swoimi maszynami i głową dogadał się Jakub Krawczyk, ale bez punktów Holdera lub znalezienia za niego zastępstwa to na czołową czwórkę może okazać się za mało. Na półmetku, patrząc całościowo, zdecydowanie lepiej prezentują się ekipy z Poznania, Rybnika, Łodzi czy nawet Rzeszowa.
Tanio i dobrze
Przy Łodzianach warto zatrzymać się na nieco dłużej. Orła przed sezonem większość widziała bowiem na przedostatnim miejscu (jedynie przed beniaminkiem z Piły), tymczasem drużyna zbudowana z bardzo młodych (Villads Nagel), nieodkrytych jeszcze na polskich torach (Zach Cook) oraz – jak się okazało –bardzo utalentowanych zawodników w połączeniu z raczej niedocenianymi Polakami (Szymon Szlauderbach, Marcin Nowak) jest prawdziwą rewelacją sezonu i zmierza do najlepszej czwórki. Co w tym wszystkim chyba najistotniejsze – widowiskowo jeżdżącą i skuteczną drużynę udało się zbudować za zdecydowanie mniejsze pieniądze niż „dream teamy” z Ostrowa czy Krosna. Rewelacją początku sezonu była również Polonia Piła, która wygrała u siebie z ROW-em Rybnik (35:31) i Ostrovią (57:32), a minimalnie i na skutek sędziowskiego błędu przegrała w Łodzi (44:46), ale potem przytrafiła się tej drużynie plaga kontuzji. Niewykluczone, że gdy znów Pilanie będą mogli skorzystać z wszystkich swoich zawodników, będą groźni dla najmocniejszych. A przecież były i takie głosy, że mieli nie wygrać meczu… Jedno jest pewne – drugi poziom ligowego speedwaya w Polsce jest w tym sezonie niezwykle emocjonujący, a najlepsze przecież dopiero przed nami.
Mariusz Rajek
