Zły trend
Z DRUGIEJ STRONY - Michał Zichlarz
Niecały miesiąc temu pisaliśmy o kłopotach Włochów. Italia po dwóch klęskach z Norwegią w eliminacjach MŚ, 0:3 w Oslo w czerwcu i 1:4 na San Siro 16 listopada, znalazła się wprawdzie w barażach o amerykański mundial – jak my – ale wcześniej takie mecze przegrywała i czterokrotnych mistrzów świata nie było ani na MŚ w Rosji w 2018, ani w Katarze przed trzema laty.
Włoski futbol dołuje. Owszem, w 2021 roku Italia została mistrzem Europy, po raz drugi w swojej historii, ale tamtejsi eksperci biją na alarm. Odsetek włoskich piłkarzy w Serie A wynosi zaledwie 35 procent! Selekcjoner, a przed laty świetny pomocnik Gennaro Gattuso, nie ma w kim wybierać. Odbija się to na dyspozycji Squadra Azzurra. Dwa lata temu mistrzem juniorów Włoch, wygrywając Primaverę, zostało Lecce, które w wyjściowej jedenastce miało czterech Rumunów, dwóch Duńczyków, a także Hiszpana, Szweda, Irlandczyka, Albańczyka i Fina. Z ławki wchodzili jeszcze Czech, Norweg, Słoweniec i kolejny Albańczyk… „Trzeba bić na alarm!” – grzmiał w lipcu w wywiadzie dla „Corriere della Serra” Claudio Marchisio, 55-krotny reprezentant, były świetny pomocnik Juventusu, wicemistrz Europy z 2012 roku. Mimo wszystko, w listopadzie na mistrzostwach świata 17-latków w Katarze młodzi Włosi w stawce 48 reprezentacji zajęli dobre 3. miejsce. Są jakieś nadzieje, że piłka na Półwyspie Apenińskim, w tym dorosłym, reprezentacyjnym wydaniu, się odrodzi.
Jak jest u nas? Piszemy o tym w dzisiejszym „Sporcie”. Co się dzieje? Widać to choćby po zestawieniu, ilu Polaków gra w poszczególnych klubach. Tylko w pięciu na 18 zespołów w elicie w większości czasu na murawie są Polacy! W pozostałych klubach przeważają już obcokrajowcy.
Jeszcze gorzej jest, jeżeli weźmiemy formację ofensywną. Na koniec poprzedniego sezonu były kluby, akurat dwa otwierające tabelę, czyli mistrz i wicemistrz kraju, Lech oraz Raków, gdzie Polacy zdobyli mniej niż 10 procent goli w sezonie, ledwie po kilka… W innych drużynach nie było lepiej.
A teraz? W czołówce strzelców i tak nie jest źle, bo Sebastian Bergier czy Karol Czubak mają po dziewięć bramek, a doświadczony Łukasz Sekulski – osiem. Generalnie jednak obcokrajowcy zdobywają u nas dwie trzecie bramek, więc rodzimi gracze ledwie jedną trzecią! To dużo mówi o tym, jaka jest nasza liga, jak wygląda szkolenie i jak tracimy talenty. A tracimy, co widać po potencjale i przede wszystkim po ilości meczów, która odbywa się u nas co weekend, nawet i teraz w grudniowej, zimnej porze. Dzieci grają, trenują, tak jest do 15. roku życia, ale potem? Potem nie ma zespołów juniorów, gdzie dalej większość z nich mogłaby się rozwijać. Składkowe akademie szkolą do szkoły podstawowej, a potem jest luka, wręcz ogromna wyrwa. Jest aż tak źle, że w niskich klasach rozgrywkowych brakuje chętnych do grania. A tego wcześniej nie było...
Eksperci monitują, mówią, apelują, podobnie my, dziennikarze, ale odzewu brak. Nie mamy nawet ośrodka treningowego z prawdziwego zdarzenia, bo budowa tego w Otwocku została zablokowana. „Pinindzy ni ma…”. Takie ośrodki istnieją choćby w Algierii czy Maroku, nie mówiąc o innych krajach. A my zostajemy w blokach, z tyłu już na starcie i widać to choćby po liczbie rozegranych minut Polaków w ekstraklasie. Co będzie dalej?
