Ze spadkowicza do… Dywizji A!

Jan Kliment rozczarował w ekstraklasie. Teraz świętuje z reprezentacją Czech awans do elity europejskiej piłki.

Jan Kliment – w Wiśle nie dał rady, w reprezentacji Czech już tak. Fot. Michał Zichlarz

Korespondencja z Ołomuńca Michał Zichlarz

Z transferem Jana Klimenta latem 2021 roku do Wisły Kraków pod Wawelem wiązano spore nadzieje. Podpisał zresztą kilkuletni kontrakt, który miał obowiązywać do czerwca tego roku. Napastnik, grający wcześniej w Niemczech i Danii, miał zapewnić „Białej gwieździe” odpowiednią liczbę goli. Tak się jednak nie stało, a w naszej lidze zupełnie rozczarował. Skończyło się na 22 ligowych grach i ledwie dwóch bramkach. Tak naprawdę jedyny konkretny mecz zagrał w 1/8 Pucharu Polski z Widzewem, gdzie w Łodzi dwa razy trafił do siatki rywala. Wiosną 2022 mało co już występował. Przytrafiła się kontuzja, a Wisła spadła do I ligi.

Kliment rozwiązał kontrakt z polskim klubem i wrócił do domu. Trafił do Viktorii Pilzno, gdzie grał nawet w Lidze Mistrzów, strzelając gola Bayernowi Monachium, a wcześniej zdobył kilka bramek w eliminacyjnych spotkaniach. Urazy sprawiły, że potem znowu występował mniej, a latem tego roku trafił do Sigmy Ołomuniec. Ten klub i miasto okazały się dla niego bardzo szczęśliwe. W prawie połowie sezonu Sigma jest w środku ligowej tabeli z 19 punktami, a 31-letni napastnik z 10 bramkami w Chance liga jest najskuteczniejszym piłkarzem, z jednym golem więcej niż Brazylijczyk Ewerton z Banika Ostrawa.

Świetna gra w czeskiej lidze i skuteczność nie uszły uwadze selekcjonera reprezentacji Czech, Ivana Haszka. Po 7 latach przerwy 31-letni dzisiaj Klement ponownie wrócił do reprezentacji swojego kraju! Wrócił w ważnym momencie, kiedy finiszowały rozgrywki Ligi Narodów, które nasi południowi sąsiedzi zaczęli fatalnie, bo od porażki z Albanią w Tiranie na początku września 1:4. Klement zagrał 20 minut w październikowym meczu z Ukrainą (1:1) i 20 w zremisowanym z Albanią (0:0).

W rywalizacji o pierwsze miejsce z Gruzją we wtorek na kameralnym stadionie w Ołomuńcu, gdzie przecież tak dobrze mu idzie, zagrał od pierwszej minuty, zastępując w przedniej formacji kontuzjowanego Tomasa Chorego. To jego świetne zagranie piętą do Pavela Szulca zaraz na początku sprawiło, że gospodarze wyszli na prowadzenie, wygrywając ostatecznie z rewelacją Euro 1:0 i z 11 punktami wygrywając grupę. Tym samym Czesi wracają do elity, do dywizji A, z której spadli w 2022. Rozmijają się tym samym z nami.

Czy mecz z Gruzją był najważniejszy w mojej karierze? Można tak powiedzieć. Na pewno było to jedno z najważniejszych spotkań, jakie rozegrałem. Najważniejsza jest wygrana i awans do najwyższej dywizji – mówił nam po spotkaniu Kliment, który – jak inni czescy zawodnicy – paradował w okolicznościowej koszulce z napisem „Zpatky mezi elitu”, czyli znowu w elicie.

Klimenta zapytaliśmy, czy ma jeszcze w Polsce jakieś kontakty? – Nie mam. A czy jestem kibicem Wisły? Spędziłem tam jakiś czas, był to dla mnie trudny okres i ani nie jestem kibicem, ani nie mam jakiegoś urazu do klubu. Tak to wygląda – tłumaczy.

Pytany o różnicę pomiędzy polską a czeską ekstraklasą odpowiada: – W Polsce wiele zależy od indywidualnej jakości piłkarzy. Z kolei u nas, w Czechach, wszystko jest bardziej nastawione na grę zespołową, na drużynę. Gra się też u nas bardziej fizycznie niż ma to miejsce na polskich boiskach – powiedział Kliment.