Zdrajca – jak to łatwo powiedzieć...

Czy strzelać gole, czy strzelać do ludzi? – daj Bóg, byśmy nigdy już nie stawali przed koniecznością dokonywania takich wyborów. To o tym między innymi jest spektakl „Ezi” – już w wkrótce w Teatrze Telewizji.

W hotelowym barku Ezi (Andrzej Chyra) i Kaziu (Zbigniew Zamachowski) przywołują wielkie postacie światowej piłki. Fot. Przemysław Jendroska / materiały promocyjne

Urodziłem się 100 metrów od kina i 50 metrów od boiska. Więc kiedy – dzięki panu Wojciechowi Majcherkowi, wicedyrektorowi Teatru Telewizji – dostałem do rąk fantastyczny tekst Roberta Talarczyka, pomyślałem sobie bezczelnie: „Przecież to jest napisane dla mnie. Kto inny mógłby się tym zająć?”. A jak coś robisz z powodów osobistych, to te prace o wiele lepiej wyglądają niż to, co ktoś cię poprosił, zlecił czy udostępnił – Janusz Zaorski, reżyser legendarnego „Piłkarskiego pokera”, po niemal czterech dekadach wrócił do piłki nożnej w obiektywie kamery. Tym razem w bardzo subtelnym, kameralnym widowisku autorstwa wspomnianego dyrektora Teatru Śląskiego. 

Dla Roberta Talarczyka śląskość – z polskim paszportem, ale jednak z własną godką, kulturą, tradycją – jest ważna od lat; od chwili, gdy totalitarne państwo przestało mieć patent na jedyne prawilne myślenie, na jedyną wersję historii, na wygumkowywanie tych, którzy do tej wersji swym życiorysem nie pasowali.  Krótki passus odnotowany we wspomnieniach Kazimierza Górskiego o spotkaniu Ernesta Wilimowskiego podczas finałów mistrzostw świata w 1974; o rozmowie składającej się ledwie z trzech zdań, zanim Górskiego odwołano do telefonu, skłonił mnie do wymyślenia tego, o czym te dwie wybitne postaci polskiego futbolu mogłyby pogadać, gdyby znalazło się dla nich miejsce gdzieś na zapleczu pensjonatu „Sonne Post” tak autor spektaklu (a przy okazji prawdziwy kibic piłkarski) wyjaśniał powody, dla których zajął się tym tematem. Kontrowersyjnym? Zapewne tak, biorąc pod uwagę łatkę zdrajcy przypiętą Wilimowskiemu (w czasie II wojny światowej grał w reprezentacji III Rzeszy) w czasie 45 lat trwania PRL-u. Do dziś w wielu regionach kraju nie potrafią o „Ezim” mówić bez powtarzania tego słowa. Słowa padającego w spektaklu z ust samego Wilimowskiego (pochodzące – jak podkreśla nieprzypadkowo – „z Kattowitz”, co Górski podmienia na... brzmiące identycznie „z Katowic”), ale też i trenera wszech czasów. Padającego w kontekście zgoła nieoczekiwanych dla tych, co łatwo szermują epitetami „zdrajca” z jednej strony, a „legenda” z drugiej. No bo czyż nie była zdradą (Zbigniew Zamachowski, czyli teatralny Górski, sam się z tym dylematem zmaga) gra dla sowieckich klubów we Lwowie w czasie okupacji tego miasta przed wkroczeniem do niego Niemców i po opuszczeniu go przez nich?

Kibicując nie tylko tożsamości śląskiej, ale też jej atrakcyjności, strasznie się cieszę z tego spektaklu – mówi Zbigniew Rokita, piewca śląskości w swych książkowych dziełach, laureat literackiej Nagrody Nike. Wilimowski jest postacią dla wielu osób bluźnierczą, heretycką. Spór o niego ma duży sens, choć grzech pierwotny tego sporu polega na chęci znalezienia odpowiedzi, czy zrobił dobrze, czy źle. A na to nie ma odpowiedzi „tak” albo „nie”. Jest za to cała suma niuansów, które się na tę odpowiedź – indywidualną dla każdego – składają. No bo każdy pewnie inaczej odpowie na pytanie, czy lepiej, żeby jakiś człowiek strzelał gole, czy strzelał do innych ludzi na Ostfroncie. A właśnie front wschodni był tutaj alternatywą życiową dla Wilimowskiego, ale i wielu innych Górnoślązaków.

Kazimierz Górski na takie pytanie odpowiedział wprost. Przypomniał o tym reżyser spektaklu. Przez lata byłem sąsiadem pana Kazimierza, który mieszkał po drugiej stronie ulicy. Uznałem, że muszę go wprost zapytać, kto był dla niego najlepszym polskim piłkarzem w historii. Myślałem, że skupi się na Deynie, kapitanie swej wielkiej drużyny. A on bez wahania powiedział „Wilimowski” wspomina Zaorski. Ten epizod też znajduje artystyczne odzwierciedlenie w spektaklu: w kapitalnej scenie, w której zaskoczeni – i usatysfakcjonowani też – będą między innymi kibice... Górnika Zabrze.

Zaskoczeń w „Ezim” jest bardzo wiele. Banałów – jak słynne powiedzonka Górskiego („Piłka jest okrągła, a bramki są dwie” itp.) – na szczęście dużo mniej. Ale intencje autora rozumiemy: bez tego typu kulturowych już odniesień do postaci trenera wszech czasów być może nie skłoniłby nie-Ślązaków – a przecież ta sztuka łamać ma schematyczne postrzeganie śląskości i historii Śląska i Ślązaków w innych częściach kraju – do rzucenia okiem na telewizyjny ekran. A jak już ktoś nim na niego rzuci, przez godzinę nie oderwie wzroku. Zobaczyć trzeba „Eziego” koniecznie!

Dariusz Leśnikowski

NIE PRZEGAP

„Ezi”, reż. Janusz Zaorski
Teatr Telewizji
poniedziałek, 23.02., godz. 20.30 – TVP 1


Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się