Zdecydowały indywidualności

Zawiercianie powiększyli liczbę meczów bez porażki w lidze, ale w starciu z Energą Treflem Gdańsk mocno się męczyli.

Gra środkiem - w akcji Miłosz Zniszczoł - była mocną stroną Aluronu CMC Warty. Fot. Krzysztof Popiół/PlusLiga

PLUSLIGA

Goście do Zawiercia przyjechali mocno osłabieni. Brakowało dwóch kluczowych zawodników, rozgrywającego Josepha Worsleya i atakującego Alaksieja Nasewicza. Amerykanin wraca do zdrowia po zabiegu wycięcia woreczka robaczkowego, Nasewicz natomiast zmaga się z kontuzją pleców. Trener Energi Trefla, Mariusz Sordyl, nie mógł też liczyć na Rafała Sobańskiego, który doznał urazu na treningu dzień przed meczem. Przy takich osłabieniach wydawało się, że Gdańszczanie w starciu z wicemistrzami Polski stoją na straconej pozycji. Ci bowiem ostatnio prezentowali wyborną formę, wygrywając w lidze siedem kolejnych spotkań.

Zwycięską serię przedłużyli, ale przyszło im to z wielkim trudem. Od początku bowiem szło im jak po grudzie. Spotkanie było wyrównane, wynik na styku, ale nie było prowadzone w szybkim tempie. Dłużyło się, a w takiej wolnej grze lepiej czuli się gracze Energi Trefla. Poza tym mieli dwóch liderów, Damiana Schulza i Tobiasa Branda. Ten pierwszy to mistrz świata z 2018 roku. Od kilku lat w drużynach, w których występował, pełnił jednak rolę drugiego atakującego. W Enerdze Treflu też rzadko pojawia się na parkiecie. Gdy już wchodzi, to zwykle na podwyższenie bloku. Przeciwko Jurajskim Rycerzom pokazał, że nic z dawnej klasy nie stracił. Popisywał się mocnymi atakami i agresywnymi „kiwkami”. Świetne też blokował, tym elementem wywalczył cztery „oczka”.  Mecz zakończył z imponującym dorobkiem 30 punktów przy 57-procentowej skuteczności. Brand niewiele mu ustępował, a trzymał jeszcze przyjęcie. Zawiercianie serwowali bardzo mocno, ale złamać Niemca nie potrafili.

Odpowiedzią gospodarzy na dobrą grę przyjezdnych były akcje środkowych. Rozgrywający Miguel Tavares Rodrigues bardzo chętnie wystawiał do Mateusza Bieńka i Miłosza Zniszczoła. To była słuszna taktyka, bo zdobywali punkt za punktem. Środkowi Energi Trefla długo nie byli w stanie nawet dotknąć piłki.

Gra toczyła się punkt za punkt. W końcówce o sukcesie miejscowych zdecydowała klasa Bartosza Kwolka. Przy remisie 21:21 najpierw zdobył punkt atakiem, a następnie precyzyjną zagrywką w narożnik boiska podwyższył prowadzenie. Zawiercianie już go nie oddali. Ostatni punkt wywalczyli, bo Schulz zaserwował w aut. Był to jedyny błąd Gdańszczan w pierwszej partii.

Goście nie załamali się i dalej grali swoje. Zwalniali akcje, starali się nie popełniać błędów i przede wszystkim utrzymywali skuteczność w ataku. To przyniosło im sukces. Zawiercianie tak cierpliwi nie byli. Częściej się mylili. Ich trener, Michał Winiarski, próbował roszad w składzie, ale niewiele to dało. Siatkarze z Gdańska wciąż zadziwiali precyzją. Kończyli nawet na potrójnym bloku. Pierwszy raz gospodarzom udało się ich zatrzymać dopiero w trzeciej odsłonie. Goście wygrali dwie kolejne partie i zanosiło się na niespodziankę. Zdobyli już punkt, a mieli szansę na trzy. Jurajscy Rycerze po raz kolejny pokazali jednak, że potrafią wygrywać nawet gdy im nie idzie. Nie wybiła ich z uderzenia też kontuzja Aarona Russella. Odmienili losy spotkania, bo mieli więcejindywidualności. Serwisy Mateusza Bieńka rozbiły defensywę Energi Trefla, a dzieła „zniszczenia” dopełnili Kwolek i Bartłomiej Bołądź.

(mic)

◼ Aluron CMC Warta Zawiercie – Energa Trefl Gdańsk 3:2 (25:23, 21:25, 24:26, 25:22, 15:12)

ZAWIERCIE: Tavares Rodrigues (2), Russell (16), Bieniek (18), Bołądź (25), Kwolek (14), Zniszczoł (10), Popiwczak (libero) oraz Czerwiński (2), Nowosielski, Markiewicz, Gładyr (2), Ensing (1), Łaba. Trener Michał WINIARSKI.

GDAŃSK: Stępień (1), Brand (22), Pietraszko (7), Schulz (30), Orczyk (10), M’Baye (11), Koykka (libero) oraz Nowakowski (1), Kogut.Trener Mariusz SORDYL.

Sędziowali: Mateusz Broński (Murowana Goślina) i Paweł Morawski (Poznań). Widzów 1500.

Przebieg meczu 
I: 10:8, 15:13, 20:19, 25:23.
II: 9:10, 12:15, 16:20, 21:25.
III: 10:8, 15:14, 18;20, 24:26.
IV: 10:9, 15:13, 19:20, 25:22.
V: 5:2, 10:7, 15:12.
Bohater – Mateusz BIENIEK.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się