Zbyt duże wahania
Rozmowa z Aleksandrem Komorem, obrońcą Ruchu Chorzów
Aleksander Komor górujący nad wszystkimi. Fot. Sebastian Sienkiewicz/Press Focus
Jakie nastroje panowały po bezbramkowym remisie w Bytomiu?
– No mecz derbowy (uśmiech). W pierwszej połowie Polonia przeważała, w drugiej się obudziliśmy, ale to i tak było za mało. Dużo było pracy w niskiej obronie. W tym elemencie wyglądaliśmy dobrze, ale mieliśmy problem po odebraniu piłki, przy drugich piłkach, żeby zawiązać akcję. Mimo tego mieliśmy sytuacje, żeby „ukąsić” i... tyle. Jedziemy dalej, szanujemy ten punkt, ale jest duży niedosyt, jeżeli chodzi o naszą grę.
Czy to wprowadzenie Shumy Nagamatsu zmieniło obraz gry po przerwie? Wasz środek pola zaczął wtedy prezentować się lepiej.
– Być może tak było. Na gorąco, z boiska, czuliśmy, że lepiej to wygląda, ale trudno jednoznacznie stwierdzić, jaka była tego przyczyna. Może rzeczywiście wejście Shumy dało to, czego potrzebowaliśmy i czego brakowało w pierwszej połowie?
Przede wszystkim przed przerwą mnóstwo szumu po waszej prawej stronie robił bytomski duet Zieliński – Orlik. Pan, jako asekurujący „młodzieżowy trójkąt” Leśniak-Paduch – Rostek – Rosół, musiał pozostawać pod ciągłą koncentracją. Wymagające zadanie?
– To były trudne fazy. Z jednej strony musiałem asekurować, a z drugiej – miałem za plecami w polu karnym Kamila Wojtyrę, który też jest ruchliwy, „łapie plecy”, gubię go ze wzroku. Przede wszystkim w „szesnastce” musiałem być czujny, a w drugiej kolejności asekurować prawą stronę.
Zaskoczyła was decyzja trenera Waldemara Fornalika, żeby posadzić na ławce dwóch prawych obrońców i przesunąć na tę pozycję nominalnego stopera Nikodema Leśniaka-Paducha? Dzięki temu wskoczył pan do składu...
– Zdaję sobie sprawę, że to mogło zaskoczyć, ale ja byłem cały czas gotowy. Byłem cierpliwy, doczekałem się szansy i tyle. Bazuję na tym, co otrzymałem. Staram się w każdej roli dawać maksa i spełniać się.
Czy głównym problemem Ruchu jest brak regularności? Oglądając wasze mecze, nigdy nie wiemy, co wasz zespół pokaże na boisku...
– Zgadzam się, musimy być bardziej regularni, bo nasze wahania gry są zdecydowanie zbyt duże. Musimy się na tym skupić. Mamy też dużo nowych zawodników. Wiadomo, że potrzeba czasu, ale też nie możemy ciągle tego powtarzać – bo czas ucieka i to musi zacząć wyglądać lepiej.
Zaczęliście „nową” przerwę reprezentacyjną – bo dwie zlepione w jedną. Jak pan na to patrzy?
– To na pewno czas, aby dokręcić śrubę. Będzie parę dni wolnego, będą przygotowania, będzie sparing. Rzadko się zdarza, żeby były aż dwa weekendy wolnego od ligi. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak było. Trzeba się dostosować. Będziemy mieli ułożony pod to mikrocykl, aby jak najlepiej przygotować się na kolejny mecz – w Łodzi z ŁKS-em.
Rozmawiał Piotr Tubacki
Plany na zgrupowanie
Trenera Waldemara Fornalika zapytaliśmy ostatnio o to, jakie Chorzowianie mają plany na czas tego wyjątkowego – bo pierwszego w tej formule – zgrupowania reprezentacyjnego. – Będziemy trenować na miejscu. Zawodnicy dostaną 3-4 dni wolnego, bo ta przerwa jest bardzo długa. Mamy w planie rozegrać grę kontrolną na tydzień przed wznowieniem ligi – powiedział szkoleniowiec Niebieskich.
CZY WIESZ, ŻE...
Oglądając derby Polonia – Ruch, gołym okiem można było stwierdzić, że całościowo więcej niebezpieczeństwa stworzyli Bytomianie. Oddali też więcej strzałów – 13 do 9, choć Ruch miał więcej celnych (3 do 2). Natomiast w statystyce goli oczekiwanych Niebiescy mieli wyraźną przewagę – aż 1,69 do 1,03. Jakim cudem? Ano takim, że aż 1,11 z tego zanotował strzelający i od razu dobijający Agustin Coscia w 39 minucie. Najpierw został zblokowany w gigantycznym tłoku, a potem chybił z kompletnie niekomfortowego półobrotu, z zasłoniętym światłem bramki. No ale xG policzyło mu wysokie – stąd finalnie tak duża przewaga Ruchu w tej statystyce, choć „realnie” tak to nie wyglądało. Strzał Kamila Wojtyry w poprzeczkę na początku drugiej płowy? xG 0,10. Wnioski? Statystyki są fajne, ale oglądanie meczów – jeszcze fajniejsze.
