Zapracowany atakujący
Pięć zwycięstw w sześciu meczach to bilans otwarcia Jurajskich Rycerzy. – Możemy grać jeszcze lepiej – przyznał atakujący Bartłomiej Bołądź.
Bartłomiej Bołądź był mocno naładowany energią. Fot. Mirek Woźnik / Press Focus
Zawiercianie tuż przed świętami wystąpią w Brazylii w Klubowych Mistrzostwach Świata. By wygospodarować czas na wyjazd, muszą w lidze rozgrywać mecze awansem. Grają więc co trzy dni. Mimo zmęczenia i braku czasu na trening i regenerację radzą sobie wybornie. Sezon co prawda zaczęli od gładkiej przegranej z PGE Projektem Warszawa (0:3), ale potem było tylko lepiej. Odnieśli pięć kolejnych zwycięstw, a rywali mieli zacnych, bo ZAKSA Kędzierzyn-Koźle czy Steam Hemarpol Politechnika Częstochowa mają ambicje, by odgrywać czołowe role w PlusLidze. – Pierwszy mecz był ciężki, ale potem zaczęliśmy punktować i robimy to w każdym spotkaniu – mówił Miłosz Zniszczoł, środkowy Aluronu CMC Warty.
W ostatnią środę zawiercianie pokonali mistrza kraju, Bogdankę LUK Lublin. Było to wręcz heroiczne starcie. Trwało blisko trzy godziny i pełne było emocjonujących, długich wymian i zwrotów akcji. Zawodnicy kończyli je, słaniając się na nogach, z trudem łapiąc oddech. Z jednej strony bombardowali: Wilfredo Leon, Fynnian McCarthy i Hilir Henno, z drugiej równie mocno odpowiadali Mateusz Bieniek, Aaron Russell, Bartosz Kwolek i przede wszystkim Bartłomiej Bołądź. Ten ostatni zagrał najlepsze spotkanie, odkąd dołączył do Jurajskich Rycerzy. Był praktycznie bezbłędny. Zdobył 29 punktów, w tym dwa asy. I to on, obijając blok lublinian, zakończył spotkanie. - Fajnie, że udało mi się pomóc drużynie w wygranej, jednak moje dokonania nie mają znaczenia. Najważniejsze są zwycięstwa – skromnie przyznał Bartłomiej Bołądź. - Ostatnimi czasy nasza gra idzie do góry i to widać. Skupiałem się na każdej kolejnej akcji. Zawsze cieszy zwycięstwo z tak mocną ekipą, jaką jest Bogdanka LUK – dodał.
Atakujący wykonał aż 45 zbić. Popełnił tylko jeden błąd, a sześć razy został zablokowany. – Mamy trudny sezon. Gramy co trzy, cztery dni. Gdybym w każdym z meczów dostawał mnóstwo piłek, to mogłoby się szybko odbić na moim zdrowiu – stwierdził.
Bołądź przyznał, że choć jego drużyna wygrywa, jeszcze nie wszystko funkcjonuje tak,jak należy, np. zagrywka i to mimo aż jedenastu asów. - Mogliśmy trochę lepiej zagrywać, bo to jest nasza silna broń, szczególnie we własnej hali. Chyba popełniliśmy w tym elemencie za dużo błędów. Jednak w takim meczu na szczycie czasami styl się nie liczy. Musimy się nadal skupiać na treningu, walczymy dalej i wierzę, że możemy grać jeszcze lepiej – stwierdził.
Gospodarzom najwięcej problemów sprawił Leon. Zawiódł natomiast Kewin Sasak. – Taktykę mieliśmy ustawioną pod obu. Kewina udało się wyłączyć. Sam trochę chyba się pogrążył zagrywkami, bo mu nie siedziały. To pewnie przez naszą halę, która jest niższa niż w innych miastach. Wilfredo natomiast nieźle sobie z nami radził – stwierdził Zniszczoł.
Zawiercianie kolejną okazję do zdobycia punktów będą mieli już w sobotę. Podejmą JSW Jastrzębski Węgiel, któremu ostatnio nie idzie najlepiej. Przegrał Superpuchar Polski – z Bogdanką LUK – a w lidze w dwóch ostatnich kolejkach nie ugrał nawet seta przeciwko PGE Projektowi Warszawa i ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle. - Każda drużyna pokazuje, że może wygrać z każdym. Będzie więc to kolejny bardzo trudny mecz – krótko ocenił Bołądź.
(mic)
