Zapach play offu
Tyszanie po raz trzeci pokonali jastrzębian - po raz drugi w lidze i raz w finale Pucharu Polski.
Filip Komorski, jak przystało na kapitana, potrafi znaleźć się w odpowiednim miejscu i zadecydować o wygranej. Fot. Łukasz Sobala/PressFocus
W składzie gospodarzy pojawił się, już wcześniej awizowany, Fin Jere-Matias Alanen i zajął miejsce na środku 4. formacji. Tam miejsce stracił Mateusz Ubowski, który w tym spotkaniu pełnił rolę 13. napastnika, ale i jego zobaczyliśmy na tafli. Tyszanie rozpoczęli w dobrym stylu i zamknęli gości w ich tercji. Spokojnie rozgrywali krążek i od czasu do czasu nękali Vilho Heikkinena. Ten napór w końcu przyniósł wymierny efekt. Valtteri Kakkonen uderzył z daleka, a tuż przed bramką Alanen skierował krążek do bramki. Tym samym Fin w efektownym stylu przywitał się z tyską publicznością. Prowadzenie wpłynęło mobilizująco na zespół, który szukał sposobu, by pokonać Tomasza Fuczika. Ten jednak nie dał się zaskoczyć, choć kilka razy pod jego bramką było gorąco. Hannu Kuru (13 min), Tomasz Szczerba (15) i Martin Kasperlik (15) mieli spore szanse, ale tyski golkiper stanął na wysokości zdania. Na 24 sek. przed pierwszą syreną w starciu pod bandą Kuru uderzył kijem swojego rodaka Matiasa Lehtonena. Sędzia stał blisko całego zdarzenia, lecz zupełnie nie zareagował. Zasłużone prowadzenie tyszan, ale goście też pokazali się z niezłej strony.
Gospodarze dalej solidnie się prezentowali w grze defensywnej i neutralizowali poczynania ofensywne rywali. Niemniej było kilka okazji do strzelenia gola, ale na nie musieliśmy poczekać. W 33 min Rasmus Heljanko znalazł się w sytuacji sam na sam, lecz nie zdołał pokonać Heikkinna, jednak „osamotniony" krążek wepchnął do siatki niezawodny Filip Komorski, który podążał za akcją Fina. Olaf Bizacki w 36 min sfaulował Kasperlika, który nie mógł się pozbierać z lodu. „Bizak” ledwo co usiadł na ławie kar, a już musiał się podnieść. Teemu Pulkkinen pokonał na raty Fuczika i zmniejszył straty.
Przed drużynami kolejne wyzwania. Hokeiści JKH podejmują obrońców tytułu, zaś ekipa z Tychów pojedzie pod Wawel, ale na pewno nie będzie zwiedzała.
Włodzimierz Sowiński
◼ GKS Tychy – JKH GKS Jastrzębie 2:1 (1:0, 1:1, 0:0)1:0 – Alanen – Gościński – Kakkonen (2:35), 2:0 – Komorski – Heljanko – Łyszczarczyk (32:51), 2:1 – Pulkkinen – Makela – Żurek (36:23).
Sędziowali: Krzysztof Kozłowski i Marcin Polak – Piotr Kot i Atur Hyliński. Widzów 2043.
GKS: Fuczik; Viinikainen (2) – Kakkonen (2), Bryk – Bizacki (4), Pociecha – Ciura, Sobecki; Jeziorski – Monto – Lehtonen (2), Heljanko – Komorski – Łyszczarczyk, Paś – Turkin – Viitanen (2), Gościński – Alanen - Krzyżek, Ubowski. Trener Pekka TIRKKONEN.
JKH: Heikkinen; Makela – Ronkainen (2), Bagin – Żurek (2), Górny – Kunst, Hanzel – Blomberg (2); Pulkkinen – Kuru – Kaleinkowas, Petrasz – Kiełbicki – Kasperlik (2), Zając – Ł. Nalewajka – Urbanowicz, Szczerba – Ślusarczyk – R. Nalewajka. Trener Robert KALABER.
Kary: GKS – 12 min, JKH – 8 min.
28 SEKUND przebywał w boksie kar Olaf Bizacki, gdy Teemu Pulkkinen zmniejszył straty.
37 UDANYCH interwencji zaliczył Fuczik, zaś jego vis-a-vis Heikkinen -26.
