Żal zmarnowanej szansy
Jedno trafienie zadecydowało o losach starcia w Pruszkowie, gdzie Rekord Bielsko-Biała postawił twarde warunki Zniczowi.
Dziś trudno określić, kiedy Adam Ratajczyk wróci na boisko. Fot. Znicz Pruszków
BETCLIC 2. LIGA
Mecz od początku był bardzo zacięty i prowadzony w twardych warunkach. Niemrawa, bardzo zachowawcza pierwsza połowa została nagrodzona kibicom w drugiej odsłonie. Choć padł w niej tylko jeden gol, to emocji nie brakowało.
Zwycięstwo przytłumione
Trener gospodarzy Łukasz Smolarow nie ukrywał ulgi i radości po końcowym gwizdku, podkreślając klasę przeciwnika. – Na pewno zwycięstwo cieszy, bo mecz był trudny, rywal wymagający, bardzo dobrze zorganizowany i przygotowany do spotkania – powiedział. Szkoleniowiec lidera od razu zaznaczył, że nastroje w szatni były stonowane. – Zwycięstwo jest przytłumione kontuzją Adama Ratajczyka. Nie wiem jeszcze, jak długo będzie pauzował – mówił i precyzował, że pomocnik w starciu z Piotrem Wyrobą nabawił się urazu barku. Pierwsze sygnały były chyba mało optymistyczne, bo szkoleniowiec akcentował już, że w końcówce rundy będzie zmuszony korzystać z rezerwowych. – To będzie czas zmienników, bo urazów mamy już całkiem sporo, a zmiennicy muszą być gotowi do podjęcia rękawicy.
Środek na żółto
Zupełnie inne nastroje panowały w obozie przyjezdnych. Trener Piotr Tworek nie ukrywał, że Rekord do tego meczu przygotowywał się w sposób „specjalny”. – Chcieliśmy na stadionie lidera pokazać naszą dobrą twarz, dobrą grę i ten mecz był dla nas bardzo trudny – mówił i dodawał, że sytuację mocno skomplikowały wydarzenia boiskowe. – W pierwszej połowie zawodnicy środka pola bardzo szybko zobaczyli żółte kartki i ich gra nie była tak odważna, jak byśmy chcieli. Mecz był ciasny, zamknięty, ale nawet w takim spotkaniu mieliśmy kilka sytuacji, po których mogliśmy bardziej zagrozić rywalowi – dodawał i wspomniał okazję, która miała miejsce po nieco ponad godzinie gry. – Myślę tu o szansie Kuby Rysia, który mógł nam dać radość – mówił Tworek, ale nie wspomniał, że pomocnik złym przyjęciem ułatwił interwencję bramkarzowi.
Prawy do lewego...
Zdaniem trenera Bielszczan, kluczowe dla losów spotkania był okres poprzedzający bramkę Jarosława Jacha i kolejne minuty po golu, gdy lider przeprowadził kontratak, po którym w poprzeczkę trafił Jan Kosmalski. – To było 10 minut, gdy Znicz nas mocno przycisnął. Wtedy piłka wędrowała od lewej do prawej strony, posyłana była w pole karne i nie potrafiliśmy sobie z tym poradzić. Zbyt dokładnie chcieliśmy uwalniać piłkę, a w tak trudnych momentach trzeba czasami zastosować bezpośredni środek, oddalić zagrożenie, ustawić zespół i czekać na to, co przeciwnik nam zaproponuje. Do końca walczyliśmy o bramkę dającą nam remis, postawiliśmy wszystko na jedną kartę, ale przez to nadziewaliśmy się na kontry – zakończył szkoleniowiec, którego zespół w najbliższą sobotę podejmie zamykającą tabelę Resovię.
(gru)
