Zakręt od zwycięstwa
Katarzyna Niewiadoma po raz czwarty w karierze zajęła tylko drugie miejsce w prestiżowym klasyku Strade Bianche. – Byłam wystarczająco silna, żeby wygrać – żałowała.
Kolejny pojedynek, tym razem na „białych drogach”, Polki i Elisy Longo Borghini. Pogodziła je Elise Chabbey, tu na końcu grupki. Fot. CANYON//SRAM Racing
KOLARSTWO
Polka uwielbia ścigać się po toskańskich „białych drogach” – żaden inny wyścig w całym sezonie nie pasuje jej tak, jak właśnie ten. Dlaczego? Po pierwsze, nawierzchnia, w znacznej części szutrowa – nie wszystkie zawodniczki dobrze się na niej czują, co innego Niewiadoma, która w 2023 roku zdobyła tytuł grawelowej mistrzyni świata. Po drugie, mocno pagórkowaty profil – w takim terenie mistrzyni naszego kraju pokazuje pełnię swoich ogromnych możliwości. Po trzecie wspinaczka do mety – to najlepsze końcowe rozwiązanie dla kolarki grupy CANYON//SRAM zondacrypto, która nie należy do choćby dobrych sprinterek. Dodatkowo od początku sezonu znajduje się ona w świetnej dyspozycji i co przekłada się na doskonały nastrój. – Dojechałam do Sieny na najpiękniejszy wyścig roku – tryskała optymizmem przed startem.
Mocna, uważna, ekonomiczna
W sobotę nie wszystko układało się dla niej tak, jak powinno, ale – mimo ogromnego tempa (najszybsza edycja w historii), nerwów, chaosu, kraks i wielu akcji – zachowywała spokój. Niewiadoma, która brała udział we wszystkich jedenastu edycjach Strade Bianche, czterokrotnie stając na podium (trzy razy drugie miejsce i raz trzecie), jechała mocno, uważnie i ekonomicznie. Znalazła się w prowadzącej, selekcjonowanej na szutrowych sektorach kilkunastoosobowej grupie i tam oszczędzała energię na końcowe, decydujące fragmenty. Co prawda z lekko otartym w wyniku upadku bokiem i bez pomocy koleżanek z drużyny, ale to wydawało się nie mieć dla niej większego znaczenia.
Szczególnie, jeśli weźmie się pod uwagę to, co spotkało inne faworytki. Francuzka Pauline Ferrand-Prevot (Visma-Lease a Bike), zwyciężczyni ostatniego Tour de France, po defekcie na szutrze długo czekała na pomoc wozu technicznego. Z tego samego powodu z tyłu została także broniąca tytułu Holenderka Demi Vollering (FDJ United-SUEZ). Obie nie doścignęły już czołówki, bo motocyklista popełnił błąd, myląc drogi i dosłownie wyprowadził całą goniącągrupę w pole.
Niewiadoma przyspieszyła na ostatnim, jedenastym odcinku „białych dróg” – krótkim, ale prowadzącym mocno w górę Le Tolfe. Ten atak wytrzymała tylko jej wielka rywalka Elisa Longo Borghini (UAE Team ADQ). Wydawało się, że Polka będzie mogła w bezpośrednim pojedynku zrewanżować się Włoszce za porażkę na najtrudniejszym etapie lutowego wyścigu w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale jeszcze przed wjazdem do Sieny dołączyły do nich inne kolarki.
Podium to jednak za mało
Pozostawał więc stromy podjazd Via Santa Caterina i rozgrywka na wąskich, krętych uliczkach średniowiecznego starego miasta. Podczas wspinaczki znowu prym wiodły Longo Borghini i Niewiadoma, ale tuż za nimi jechały dwie zawodniczki grupy FDJ United-SUEZ: Szwajcarka Elise Chabbey i Niemka Franziska Koch. Do mety pozostawały trzy zakręty – w przedostatni, kluczowy, świetnie weszła Polka, która objęła prowadzenie. Tyle że po wyjściu z niego na czoło wysunęła się Chabbey, która nie brała udziału w walce przy krawężniku i dzięki temu była najbardziej rozpędzona. Szwajcarki już nikt nie dogonił, a przed pełnym kibiców Piazza del Campo Niemka odebrała miejsce na podium doświadczonej Włoszce, która triumfowała tu w 2017 roku.
– Chyba wiecie [jak się czuję], więc nie muszę wiele pisać – podzieliła się swoim rozczarowaniem w mediach społecznościowych Polka. Rozwinęła to w rozmowie z dziennikarzami. – Jestem zdenerwowana, bo wiem, że byłam wystarczająco silna, żeby wygrać. Tak, skończyłam na podium, mogę to uczcić, ale to nie jest zwycięstwo. Nie chcę kontynuować kariery na drugim czy trzecim miejscu, chcę wygrywać – podkreśliła Polka.
Niezadowolenie mogła odczuwać także Dominika Włodarczyk, inna nasza reprezentantka i jedna z bohaterek sobotniej batalii. – Mam nadzieję, że ten wyścig zachwyci mnie jeszcze bardziej niż w tamtym roku – cieszyła się na toskańskie ściganie będąca od początku roku w świetnej formie Polka. Na szóstym szutrowym odcinku kolarka UAE Team ADQ dołączyła do atakującej Chabbey i przez jakiś czas razem prowadziły. Na ósmym zostały dogonione i wtedy Włodarczyk wzięła się do pracy na rzecz swojej liderki, Longo Borghini. Nadawała mocne tempo grupie przez kilkadziesiąt kilometrów, a kiedy w końcówce zaczęły się ataki, zmęczona została z tyłu. Ostatecznie zajęła 12. miejsce ze stratą ponad trzech minut do zwyciężczyni, czyli tej, z którą uciekała. – Najpierw bolało w nogach, a potem w środku. Dzięki, Siena – napisała potem na Facebooku, być może zdając sobie sprawę, że to mógł być jej dzień. Tyle że kolarstwo to – wbrew pozorom – sport drużynowy, w którym obowiązuje hierarchia i trzeba się poświęcić dla innych.
Strade Bianche (Siena - Siena, 133 km): 1. Elise Chabbey (Szwajcaria, FDJ United-SUEZ) 3:35.42, 2. Katarzyna Niewiadoma (CANYON//SRAM zondacrypto), 3. Franziska Koch (Niemcy, FDJ United - SUEZ) obie ten sam czas... 12. Dominika Włodarczyk (UAE Team ADQ) 3.07.
Grzegorz Kaczmarzyk
