Zagrać po seniorsku!
PIĘĆ PYTAŃ DO KAMILA WOJTYRY, napastnika Polonii Bytom, autora gola w czwartkowym meczu z Wieczystą
Kamil Wojtyra w akcji. Fot. Radosław Makuch / Press Focus
1. Strzelacie trzy gole i nie zdobywacie nawet punktu. O co chodzi?
- Po raz kolejny tej wiosny strzelamy pierwsi gola i tego nie dowozimy. Łatwiejszej drogi do wygranej niż prowadzenie 2:0 do przerwy już nie może być. Może powinniśmy być w takich momentach bardziej pragmatyczni? Uprościć grę? Albo nawet - w cudzysłowie - zabić mecz? Słowem - zagrać bardziej po seniorsku. Nie wiem... Wiem, że bardzo to boli.
2. A może w głowach za wcześnie poczuliście się zwycięzcami? Jak – według ustaleń w szatni - miała wyglądać druga połowa w waszym wykonaniu?
- Podobnie jak pierwsza. Mieliśmy próbować wysokiego odbioru piłki i z tego wyprowadzać ataki. Na pewno nie pomógł szybko stracony gol, który napędził rywala.
3. Co się dzieje w głowach piłkarzy, którzy nie potrafią wygrać żadnego z 10 meczów?
- Ciężka sytuacja... Choć na dobrą sprawę jesteśmy tą samą drużyną, która w tamtej rundzie zdobyła 2. miejsce. Personalnie zespół się praktycznie nie zmienił, a nie dowozimy meczów i punktów... Na boisko wychodziliśmy z nastawieniem, że wygrana da nam jeszcze „doskok” do strefy barażowej. Wygrywając dwa spotkania w trzy dni - bo w niedzielę gramy w Opolu - można było do końca sezonu bić się o baraże. Tymczasem, mówiąc kolokwialnie, znów daliśmy d...
4. Jak brzmiałoby zdanie wygłoszone do kolegów, gdyby miał pan stanąć przed nimi przed tym „meczem przyjaźni” z Odrą i zmobilizować ich kilkoma słowami?
- Nie wiem... Jestem rozgoryczony, zły, wściekły, więc proszę mnie nie pytać o to, bo nie chciałbym palnąć czegoś głupiego... A wracając do Odry: dla piłkarzy nie ma „meczów przyjaźni”. Musimy zapunktować. Oby pięć razy, w każdym spotkaniu, jakie nam zostało.
5. To na koniec słówko o pańskiej bramce. I może o pojedynkach z Michałem Pazdanem: rzeczywiście jest tak twardy, jak w czasach, gdy był „ministrem obrony narodowej”?
- Bramka wyszła jak z podręcznika; trenowaliśmy to z Mikołajem (Łabojką – dop. aut.). Ale jakoś nie umiem się z niej cieszyć, skoro nie dała nawet punktu. A Michał? Czuć było w każdym starciu, że kiedyś grał wielką piłkę!
Rozmawiał Dariusz Leśnikowski
