Zagadkowy ruch Portland
Trail Blazers dostali najbardziej niesfornego gracza ligi. Po co im ten kłopot?
Ja Morant zmienia otoczenie. Cała liga w szoku. Fot. Marty Jean-Louis/SIPA USA / Press Focus
Wymiana z udziałem Ja Moranta to jeden z najważniejszych ruchów na początku letniego okna transferowego. Memphis Grizzlies zdecydowali się zakończyć współpracę z rozgrywającym, wysyłając go do Portland Trail Blazers. W zamian pozyskali doświadczonego skrzydłowego Jeramiego Granta oraz młodego Krisa Murraya. Dodatkowo do Oregonu trafił milion dolarów w gotówce. W całej transakcji nie uwzględniono żadnych wyborów w drafcie.
Ruch, który budzi zaskoczenie
Dla Memphis ten krok oznacza przede wszystkim odcięcie się od problemów wizerunkowych i zdrowotnych zawodnika. Morant w ostatnich trzech latach rozegrał zaledwie 79 spotkań z powodu kontuzji oraz zawieszeń. Oddając go, Grizzlies zyskują spore oszczędności w budżecie, schodząc z jego maksymalnego kontraktu, i mogą budować skład wokół młodego Camerona Boozera, wybranego właśnie w drafcie.
Z perspektywy Portland ruch ten budzi spore zaskoczenie. W rotacji Blazers na pozycjach obwodowych są już Damian Lillard, Scoot Henderson oraz Jrue Holiday. Pozyskanie kolejnego gracza o podobnej charakterystyce, który nie gwarantuje ani rzutu z dystansu, ani mocnej defensywy, wydaje się zaskakujące. Może to oznaczać, że klub z Oregonu przygotowuje kolejne wymiany, aby zbalansować skład przed nowym sezonem.
Ja Morant trafił do NBA wybrany z 2. numerem draftu przez Memphis Grizzlies, szybko zostając liderem i Debiutantem Roku. W sezonie 2021/22 zdobył nagrodę dla zawodnika, który poczynił największy postęp i zadebiutował w Meczu Gwiazd. Po latach sukcesów jego karierę wyhamowały problemy pozaboiskowe oraz urazy. Za incydenty z bronią palną na transmisjach na żywo został zawieszony przez NBA na 25 meczów.
LeBron James? Są inne priorytety
Tymczasem Los Angeles Lakers nie przedstawili jeszcze oficjalnej oferty LeBronowi Jamesowi, który zostaje niezastrzeżonym wolnym agentem. Choć po zakończeniu sezonu wiele klubów NBA porozumiało się już ze swoimi liderami, w Los Angeles wciąż trwają analizy. Oficjalne otwarcie rynku wolnych agentów nastąpi w nocy z wtorku na środę.
Informacje o braku formalnej propozycji potwierdził Shams Charania z ESPN, wskazując, że jest to element szerszej strategii klubu. Działania zarządu wynikają z kalkulacji budżetowych. Priorytetem Lakers było w pierwszej kolejności podpisanie czteroletniego przedłużenia kontraktu z Austinem Reavesem o wartości 185 milionów dolarów. Skrzydłowy ma za sobą udany rok, w którym notował średnio 23,3 punktu oraz 5,5 asysty.
Po zabezpieczeniu obwodu obok Luki Doncicia, klub skupia się na wzmocnieniu strefy podkoszowej. Miniony play off pokazał braki w tej formacji – po wyeliminowaniu Houston Rockets w pierwszej rundzie, Lakers ulegli w półfinale Konferencji Zachodniej drużynie Oklahoma City Thunder 0-4. Ani Deandre Ayton, ani Jaxon Hayes nie zagwarantowali w tej serii odpowiedniej stabilizacji pod koszem.
Lakers dysponują obecnie około 50 milionami dolarów w tzw. wolnej przestrzeni płacowej. Wielkość kontraktów podpisanych z nowymi zawodnikami bezpośrednio wpłynie na elastyczność finansową klubu i ostateczną ofertę dla Jamesa. Konstrukcja składu opiera się obecnie na Donciciu, który został królem strzelców ligi ze średnią 33,5 punktu. Celem klubu jest stworzenie zbalansowanej rotacji. James w minionym sezonie zdobywał średnio 20,9 punktu oraz 7,2 asysty, a intencją Lakers jest zapewnienie mu otoczenia pozwalającego na dalszą rywalizację o najwyższe cele.
(pp)
