Zaczęło się w Ahlen

TRYBUNA KIBICA - Raków Częstochowa

Pamiętam jak dziś zimę 2012 roku. Grudzień, na dworze dużo śniegu. Nasz Raków występuje w rozgrywkach trzeciego poziomu. Można powiedzieć: krajowa rutyna, ale nie narzekamy, bo przecież nie tak znowu dawno było przecież gorzej jeszcze, bo graliśmy w IV lidze. I nagle pojawiła się dla nas, najwierniejszych kibiców, bo tylko tacy trwali wówczas przy klubie, informacja, że zagramy mecz towarzyski z niemieckim rywalem. O kim mowa? To zespół z piątej ligi, ale mający przeszłość znacznie wyżej – Rot Weiss Ahlen.
Cóż to była za radość! Pojechaliśmy na ten mecz w liczbie 34 fanatyków z pięcioma flagami. Fajny, zadaszony stadion (dla nas spora nowość), jako taka frekwencja, przedmeczowa wymiana proporczyków, spiker na meczu, my z racami. W naszych głowach to było święto. Zakochani w Rakowie kibice dostali gęsiej skórki niczym na meczu Ligi Mistrzów. Prowadzona przez Jerzego Brzęczka drużyna wygrała 2:1.
Skąd w ogóle ten mecz się wziął? Dzień po naszym spotkaniu, 4 grudnia, Borussia Dortmund grała w Lidze Mistrzów z Manchesterem City. I nasz klub, wspierany w tamtym czasie przez Jakuba Błaszczykowskiego, został zaproszony na to piłkarskie widowisko. Dla zawodników Rakowa taki mecz z wysokości trybun to pewnie również było duże przeżycie. Dla naszej grupy Liga Mistrzów odbyła się jednak dzień wcześniej. Sztab z piłkarzami pojechał do Dortmundu, a my wróciliśmy do domu. Poczuliśmy coś wyjątkowego. Nikt z naszej delegacji nie wiedział, że przyjdzie taki czas, że zagramy co najmniej 30 meczów w europejskich pucharach. Nikt też o tym nie marzył. Myśleliśmy, ale i tak po cichu, o zapleczu ekstraklasy.
Obraz dzisiejszego Rakowa jest tak nieprawdopodobny jak ta historia. Wtedy niemiecki piątoligowiec, dziś 15-krotny mistrza Izraela i uczestnik Ligi Mistrzów, czyli Maccabi Hajfa. Wtedy po zwycięstwie w towarzyskim meczu był koniec, następnej rundy nie było. Teraz, jak wygramy, będzie.

Michał Cybulski