Zabrakło tylko zwycięstwa
Rozmowa z Anną Makurat, obwodową reprezentacji Polski
Anna Makurat miała ogromny ciąg na kosz Belgijek. Fot. PAP/Jarek Praszkiewicz
Na dwie minuty przed końcem prowadziłyście 75:73, ale po końcowej syrenie to Belgijki cieszyły się ze zwycięstwa (80:77). Rozczarowanie jest duże, bo mogłyście drugi raz pokonać mistrzynie Europy, a tak się tym razem nie stało?
– Oj, jest ogromne. Zabrakło naprawdę niewiele. Taki mecz boli, bo po prostu mogłyśmy go wygrać. Nie wykorzystałyśmy ogromnej szansy.
W pewnym momencie wydawało się, że Belgijki was złamały, ale nie dałyście się. Do końca byłyście w grze...
– Moje koleżanki, Stephanie Mavunga i przede wszystkim Agnieszka Skobel, trafiły ważne rzuty i one pozwoliły nam odżyć. W końcówce wróciłyśmy do walki. Wynik był na styku. Stąd takie rozczarowanie, bo mogłyśmy sprawić kolejną niespodziankę.
Co było kluczowe w ostatniej minucie?
– Przede wszystkim mecz zaczęliśmy dobrze, wywalczyłyśmy przewagę. Niestety, po przerwie pozwoliłyśmy Belgijkom wrócić do gry. Dałyśmy im swobodę i to wykorzystały. Miały wtedy dobre momenty i serie punktowe. A że mają klasowe zawodniczki, jak Emma Meesseman, to było wiadomo, że w decydujących momentach będą trafiać do kosza. I tak się stało. Nam natomiast zabrakło trochę spokoju. Gdy mecz był na szali, to Belgijki trafiały do kosza, my nie wykorzystywałyśmy dobrych pozycji. W kluczowych momentach Belgijki po prostu były mocniejsze.
Mimo porażki możecie być zadowolone, bo stoczyłyście wyrównany bój z najlepszą ekipą w Europie, mającą w składzie wielkie gwiazdy, jak wymieniona już Meesseman czy Julie Allemand i Julie Vanloo...
– Zabrakło zwycięstwa, ale mimo to jestem dumna z naszej postawy. Widać, że nasza drużyna idzie w dobrym kierunku, że z każdym meczem lepiej się rozumie i lepiej gra. Nie powiedziałyśmy ostatniego słowa. Będziemy walczyli do końca o awans do EuroBasketu, choć po tej porażce nasza sytuacja jest bardzo trudna.
W pierwszym meczu w Antwerpii zwyciężyłyście 67:62 i w Sosnowcu widać było, że Belgijki są żądne rewanżu. Mimo to znów zaskoczyłyście ich dobrą postawą. Jakie były założenia?
– Zmieniłyśmy system obrony. Skupiłyśmy się na ich kluczowych zawodniczkach, a trochę „odpuściłyśmy” zawodniczki drugiego planu. W końcu jednak rywalki znalazły sposób na nas i w efekcie odmieniły losy spotkania. Niestety, jak już mówiłam, grać przeciwko Meesseman czy Vanloo nie da się wszystkiego obronić. Belgijki znalazły otwarte pozycje i się nie myliły.
Wydaje się, że po latach marazmu nasza reprezentacja wychodzi na prostą. Gracie jak równy z równym z czołową ekipą na świecie, mistrzem Europy i czwartą drużyną igrzysk olimpijskich w Paryżu. Co pozwoliło na taki przeskok?
– Wydaje mi się, że mamy większą pewność siebie. Dziewczyny grają więcej w klubach, co przekłada się na zdobywanie doświadczenia i ogranie. Jesteśmy w procesie i po prostu się razem się rozwijamy. W drużynie jest świetna atmosfera, ufamy sobie, chcemy być coraz lepsze i osiągać sukcesy.
(mic)
