Zabrakło transferów

Rozmowa z Karoliną Jaskulską, zastępcą redaktora naczelnego w serwisie „lechia.net”, dziennikarką „Kanału Sportowego”

Conrado rozwiązał kontrakt z Lechią z powodu zaległości finansowych. Fot. Krzysztof Porębski/PressFocus

Jakie nastroje panują w Gdańsku po roku, w którym Lechia wywalczyła awans do ekstraklasy, a jesienią w elicie nie zachwycała?

- To był bardzo dziwny rok, bo zaczęliśmy go od wielkiej euforii. Rundę wiosenną rozpoczęliśmy od passy sześciu zwycięstw. Później pojawiła się zadyszka i to było do przewidzenia, że Lechia nie zagra całej rundy bez porażki czy bez remisu. Pamiętam mecz z GKS-em Katowice, który przegraliśmy w kwietniu. Poza tym spotkaniem była też porażka w Rzeszowie ze Stalą 2:4. Natomiast to nie przeszkodziło Lechii w spokojnym „dowiezieniu” awansu. Mimo zadyszki Lechia pokazała charakter i poszła po swoje. Wyznacznikiem tego, jaka to była wiosna dla Lechii, mogą być trzy wygrane majowe mecze. Najpierw pokonaliśmy GKS Tychy 3:0. Tydzień później był mecz z Wisłą w Krakowie, gdzie po szalonym meczu wygraliśmy 4:3 i przyklepaliśmy awans. Do tego jeszcze derby Trójmiasta, wygrane 2:1, które zapisały się w pamięci wszystkich kibiców. Wiosna była więc udana i każdy sympatyk Lechii marzył o tym, żeby jesień w ekstraklasie była podobna.

Ostatecznie marzenia się nie spełniły.

- Zabrakło kilku transferów, bo różnica między pierwszą ligą a ekstraklasą jest spora. Mimo tego że Lechia bez większych problemów wywalczyła awans, wiadome było, że nowi piłkarze są potrzebni. W klubie przespano lato i jesień była beznadziejna. Poza małymi zwycięstwami we wrześniu z Górnikiem i Radomiakiem cała runda była rozgrywana w ponurych nastrojach. Oprócz wyników sportowych dochodziły do nas głosy o problemach finansowych...

Czy zespół był niegotowy na awans? Beniaminkowie w ekstraklasie często przekonują się o sile tej ligi.

- Spójrzmy na innych tegorocznych beniaminków. Motor i GKS to kluby, które latem się wzmocniły i przełożyło się to na dobre wyniki. Obie drużyny są wyżej w tabeli niż Lechia. Poza sprowadzeniem Szymona Weiraucha i Antona Carenki transfery Lechii były robione bez większego planu. Mam wrażenie, że ludzie w gabinetach nie byli gotowi na to, żeby przygotować drużynę do ekstraklasy. Oczywiście do piłkarzy też mamy wiele zastrzeżeń, bo winni nie są tylko ludzie z „góry”. Jednak sztab szkoleniowy nie dostał zbyt dobrego materiału do pracy. To jest jeden z największych problemów.

Wspomniane przez ciebie kłopoty finansowe spowodowały, że Luis Fernandez i Conrado rozwiązali swoje kontrakty.

- Takie sytuacje nie są przyjemne dla całego środowiska klubu. Lechia jest w bardzo słabej kondycji finansowej. Piłkarze i sztab szkoleniowy nie wiedzą, kiedy dostaną wypłaty. Nie ma nawet pomysłu na to, jak środki pozyskać. Od 1,5 roku, odkąd Mada Global przejęła Lechię Gdańsk, mówi się o znalezieniu dużego sponsora. Na razie jest cisza. Są zapowiedzi, że wiosną się to zmieni, aczkolwiek kibice po tylu miesiącach obietnic mają prawo nie wierzyć. Odejścia nie tylko piłkarzy, ale też pracowników pokazują, że coś jest nie tak i że finanse są dziś większym problemem niż sytuacja w tabeli.

W międzyczasie pracę stracił trener Szymon Grabowski. Czy stał się ofiarą własnego sukcesu, jakim był awans?

- Władze Lechii już latem szukały nowego trenera, co jest kuriozalne, bo Szymon Grabowski przyszedł z II ligi, po roku wywalczył awans, zapisał się w historii klubu, a nagle po awansie pojawił się pomysł, żeby go zwolnić. Wtedy ostatecznie został wymieniony sztab, z którym szkoleniowiec współpracował. Trener miał swoich ludzi, ale nagle dyrektor techniczny Kevin Blackwell stwierdził, że oni się nie nadają.

Trener Grabowski robił, co mógł do czasu zwolnienia, pomimo tego że nie miał odpowiednich warunków do pracy. Jego zwolnienia można się było spodziewać, choć stracił pracę po meczu z Pogonią Szczecin, w dziwnym momencie, na dwie kolejki przed zakończeniem rundy i tydzień po przerwie reprezentacyjnej. Rozsądniejsze wydawało się zwolnienie w trakcie meczów kadry lub przeczekanie do końca roku.

Przyszedł nowy trener John Carver. Rozegrał jeden mecz i… wygrał.

- Graliśmy jednak ze Śląskiem, który jest w rozsypce. Zwycięstwo było obowiązkiem i nie należy przypisywać wielkich zasług nowemu szkoleniowcowi. Fakty są takie, że John Carver będzie miał bardzo dużo czasu, żeby pokazać, jakim jest trenerem i żeby wyprowadzić Lechię z trudnej sytuacji. Piłkarze 2 stycznia wrócą do zajęć, a pierwszy mecz zagrają 1 lutego, więc będzie miał miesiąc na przygotowanie.

Co musi się wydarzyć, żeby Lechia się utrzymała?

- Trzeba dokonać kilku wzmocnień. To jest podstawa do tego, żeby myśleć o utrzymaniu. Obrona Lechii jest dziurawa i potrzeba sprowadzić co najmniej jednego doświadczonego stopera, który byłby liderem. Potrzebni są także piłkarze, którzy będą konkurować na skrzydłach z Maksymem Chłaniem i Camilo Meną. Przydałby się też ktoś na bok obrony po odejściu Conrado. Kluczem będą więc transfery, ale także stabilizacja finansowa klubu.

Rozmawiał Kacper Janoszka