Z serca wyszarpany punkt
Po dramatycznym meczu, który nie układał nam się zupełnie, horrorze w końcówce, mamy pierwszą zdobycz na mundialu. W niedzielę czeka nas rosyjska ruletka ze Szwajcarami i Czechami, bijącymi się z pewnymi już awansu Niemcami.
Arkadiusz Moryto to kapitan z prawdziwego zdarzenia. Świetnie, gra, rzuca i w newralgicznych momentach podnosi zespół na duchu. Fot. PAP/EPA
MISTRZOSTWA ŚWIATA MĘŻCZYZN
Po inauguracyjnej porażce z Niemcami (28:35) i jednoczesnym podziale punktów w naszej grupie w spotkaniu Czechów ze Szwajcarami (17:17) margines błędów Polaków był już mocno ograniczony. Dlatego piątkowy mecz z naszymi południowymi sąsiadami jawił się jako kluczowy i decydujący o losach Biało-Czerwonych na MŚ. Awans do kolejnej fazy zapewnią sobie bowiem trzy najlepsze zespoły z każdej grupy, ale istotnym elementem jest, by zabrać ze sobą punkty. W przeciwieństwie do pojedynku z wicemistrzami olimpijskimi, tym razem nie tylko u bukmacherów, byliśmy faworytami meczu z Czechami, których trenerem jest Xavier Sabate, dobrze znany Orlen Wisły Płock. Dylemat był tylko, czy udźwigniemy tę rolę. Na szczęście wszystko było w naszych rękach, choć rywale również grali o wszystko...
Czerwony Marciniak
W naszej szesnastce nastąpiła jedna zmiana - Kamila Adamskiego zastąpił Bartłomiej Bis. Niestety, pierwsza połowa była bardzo słaba w naszym wykonaniu. Rozpoczęliśmy bardzo nerwowo, Czesi byli zdecydowanie pewniejsi, stali wysoko w obronie. My pudłowaliśmy z dogodnych pozycji, a w dodatku już w 8 minucie - za atak na twarz Lukasa Morkovsky'ego - czerwoną kartkę zobaczył Marek Marciniak. Mecz był brzydki, rwany, nie do oglądania. Rywale byli znakomicie przygotowani taktycznie, wysoko do nas podchodzili. My graliśmy falami. Potrafiliśmy odrobić 3 bramki, wyjść na prowadzenie, po raz drugi w połowie przez ponad 5 minut nie trafić do siatki, a ostatnie 9 minut przegrać 1:5. Statystyki „Orłów” były fatalne - do przerwy mieli 11 niewymuszonych strat, podczas gdy w całym spotkaniu z Niemcami 9, tymczasem Czesi tylko 6. W dodatku nie mieliśmy bramki, bo doskonały z Niemcami Adam Morawski obronił zaledwie dwie sytuacje. Już pod koniec pierwszej połowy zastąpił go Marcel Jastrzębski i 21-letni bramkarz Orlen Wisły Płock został bohaterem, słusznie wyróżniony MVP spotkania. Zmiennik „Loczka” bronił fenomenalnie, trzymał wynik, a co najważniejsze odbijał decydujące piłki.
Znów zmarnowany karny
Brawa należały się także Arkadiuszowi Morycie, który - jak na kapitana przystało - mobilizował kolegów i dawał jakość naszemu słabo, trzeba to sobie powiedzieć, dysponowanemu teamowi. Na szczęście „Orły” Marcina Lijewskiego posiadają charakter i ogromne serce do walki, co pozwoliło wyszarpać punkt z parkietu Jyske Bank Boxen w Herning. A mieliśmy kilka, a może nawet sporo okazji, by wygrać ten niełatwy mecz. Czesi w kwadrans drugiej połowy trafili nas tylko 3 razy, a my znów nie wykorzystaliśmy rzutu karnego - dlaczego „Lijek” postawił na Mikołaja Czaplińskiego, a nie na Kamila Syprzaka, który wcześniej umieścił piłkę z 7 metrów w siatce? Trudno odpowiedzieć... Kilka razy dochodziliśmy pod bramkę, mieliśmy okazje na remis, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać, pudłując, stemplując poprzeczkę, lub pakując piłkę w Tomasza Mrkvę.
„Jedna Wenta” nie pomogła
Czesi w 39 minucie stracili jednego z liderów defensywy Mateja Havrana - po czerwonej kartce za atak na twarz Michała Olejniczaka - co nam trochę pomogło. W końcu po rzucie Damiana Przytuły w 53 minucie wyszliśmy drugi raz na prowadzenie, jednak znów tylko na sekundy. A te biegły niemiłosiernie szybko. W 54 minucie o czas poprosił nasz selekcjoner, po czym przesłanie Polaków było takie - „Idziemy na bramkę! Polska!!!!” Ale horror dopiero się rozkręcał. Po fantastycznej paradzie Jastrzębskiego dostaliśmy piłkę i na 1:18 sekund Czapliński zmazał plamę „pudła” z karnego. Na 45 sekund przed końcem o czas poprosił trener Sabate. Rozrysował akcję, a Dominik Skopar perfekcyjnie ją sfinalizował. Gdy do końca była „jedna Wenta” (to 15 sekund, jednostka czasu, która stała się potoczna po wygranym meczu polskich piłkarzy ręcznych z Norwegią na mundialu w Chorwacji w styczniu 2009 roku, dzięki rzutowi Artura Siódmiaka przez całe boisko) o przerwę na żądanie poprosił trener Lijewski. I w ostatniej sekundzie sfaulowany został rzucający Paweł Paterek, jednak sędziowie po długiej analizie VAR przyznali nam tylko rzut wolny po czasie, a nie rzut karny. Rzut Syprzaka nie wpadł do siatki, więc podzieliliśmy się punktami z sąsiadami z południa. Szkoda. Pojawił się niedosyt, bo mogliśmy wygrać, ale z drugiej strony po takim meczu zdobyliśmy punkt, a nie stracili. W niedzielę w Herning, w ostatniej serii spotkań w grupie A, rozegrana zostanie rosyjska ruletka między nami, Szwajcarami i Czechami bijącymi się z pewnymi już awansu Niemcami...
Zbigniew Cieńciała
◼ Czechy - Polska 19:19 (12:9)CZECHY: Mrkva, Hrdlicka - Hrstka 5/3, Piroch 1, Morkovsky 3, Reichl 1, Solak 4, Skopar 1, Sterba, Kasparek 2, Babak 1, Havran (CZK, 39 min - atak na twarz), Zeman, Blecha 1, Josef, Reznicky. Kary: 12 min. Trener Xavier SABATE.
POLSKA: Morawski, Jastrzębski - Marciniak 1 (CZK, 8 min - atak na twarz), Moryto 3, Jędraszczyk 3, Syprzak 3/1, Pietrasik, Czuwara 1, Gębala, Olejniczak 1, Przytuła 3, Paterek 2, Czapliński 1, Wojdan 1, Rogulski, Bis. Kary: 8 min. Trener Marcin LIJEWSKI.
Sędziowali: Arnar Konjicanin i Dino Konjicanin (Bośnia i Hercegowina). Widzów 5397.
Przebieg meczu: 2:0 (4), 2:1 (4), 4:2 (9), 6:3 (9), 7:8 (22), 10:8 (28), 12:9 (30), 12:10 (31), 13:10 (33), 13:12 (38), 14:13 (42), 15:15 (48), 16:17 (53), 18:17 (55), 18:18 (56), 18:19 (59), 19:19 (60).
50 PROCENT
skuteczności zanotował Marcel Jastrzębski. Nasz bramkarz obronił 8 z 16 rzutów - 6 z 9 metra, 1 ze skrzydła i 1 z kontrataku.
