Z polskim rodowodem

W Maspeth - w Queens, jednej z pięciu głównych dzielnic Nowego Jorku - czujesz się jak w domu!

Szacuje się, że Polonia w Stanach Zjednoczonych liczy około 10 milionów osób. To ludzie, którzy albo wyemigrowali za Ocean, albo Amerykanie polskiego pochodzenia. Największe skupisko to oczywiście Chicago, gdzie niedawno gościł Robert Lewandowski, w towarzystwie swojego agenta Piniego Zahaviego, negocjując warunki transferu do miejscowego Fire, a kolejnym według liczebności skupiskiem jest Nowy Jork, gdzie mieszka od 400 do 700 tys. naszych rodaków albo osób przyznających się do polskich korzeni.

Wojskowi weterani

Przez lata polskim zbiorowiskiem w tej amerykańskiej metropolii był słynny Greenpoint na Brooklynie. To się jednak powoli, jak słyszę od Polonusów, zmienia. Ludzie wyprzedają mieszkania, a przenoszą się tam inne nacje.

Polskich enklaw na mapie największej amerykańskiej metropolii – prawie 14 mln mieszkańców (22. miejsce na świecie) – jest jednak więcej. Jedną z nich jest Maspeth w Queens, gdzie na czas mistrzostw się zainstalowałem. Idąc w kierunku mojego lokum na 36th Drive mijam Stanley E. Wdowiak Way i Frank Kowalinski Way. 

Sprawdzam kim są ludzie, którym poświęcono te ulice. Frank Kowalinski urodził się w Maspeth w 1892 roku. Jest pierwszym polsko-amerykańskim żołnierzem walczącym w US Army, który oddał życie w I wojnie światowej. Niedaleko miejsca, gdzie ma też swój mały pomnik, doszło parę dni temu do strzelaniny, niegroźnej na szczęście, o czym w jednym z nowojorskich portali informacyjnych pisał dziennikarz „amNT”, Robert Pozarycki. Stanley Wdowiak to z kolei marynarz. Za zasługi podczas walk na morzu jako radiotelegrafista USS Pillsbury otrzymał od prezydenta Stanów Zjednoczonych medal „Navy Cross”. Zmarł w 1988 roku.

Na pobliskim „Mount Olivet Cemetery” prawie same znajomo brzmiące nazwiska, jak Krupka, Urban, Palchewsky, Yashinsky. Nagrobki sięgają dziesiątków lat wstecz. 

Frank Kowalinski zginął w I wojnie światowej jako żołnierz amerykański, a dziś ma swoją ulicę. Fot. Michał Zichlarz

Wszystko po polsku! 

W pobliżu mnóstwo naszych sklepów, jak „Polskie Delikatesy – Kiszka”, „Kubuś”, a jest nawet… „Biedronka”! W nich same polskie artykuły. Obsługa po polsku. Pytam o właściciela sklepu na 36. ulicy, pana Kiszkę. Pani odpowiada, że teraz nie ma go na miejscu, ale często przyjeżdża. Są też takie instytucje, jak „Polish&Slavic Federal Credit Union”, ale jest też całkiem sporo Latynosów czy Azjatów. W jednej z kolumbijskich restauracyjek o nazwie „Sabroson” zjadłem solidny obiad za 15 dolarów. Nie ma takiego zdzierstwa, jak w biurach prasowych, gdzie kanapka kosztuje prawie 10 dolarów, a mały muffin połowę tego…

- W Maspeth, na ulicy, gdzie mieszkam, większość domów zamieszkana jest przez Polaków, ale to się niestety zmienia, jak i na Greenpointcie. Ludzi z kraju przyjeżdża już coraz mniej, sprowadzają się inni. Na przykład koło nas jest muzułmanin, Albańczyk, ale to... porządny człowiek. Tutaj 90 procent ludzi, Polaków, to zwolennicy Republikanów – informuje pochodzący ze Szczecina Dariusz Witkowski, który mieszka w Maspeth od ponad ćwierć wieku, prowadząc z powodzeniem firmę zajmującą się usługami elektrycznymi.

Zawiedzeni rodacy...

Polonusi w Nowym Jorku, ale naturalnie nie tylko tutaj, żałują jednego… Oczywiście braku Biało-czerwonych na mundialu. – Już chciałem kupować bilety, rezerwować miejsca w Teksasie, gdzie mieliśmy grać, ale niestety… Nie wiem, jak można było tak zawalić mecz ze Szwecją?! To siedzi chyba w głowach naszych piłkarzy, że w decydującym momencie nie dają rady. Szkoda, naprawdę szkoda, że Polska nie gra, bo w Stanach nasza reprezentacja czułaby się jak w domu. Byłem kilka lat temu na skokach w Salt Lake City. Na skoczni sami Polacy, Polonusi, z 50 tys. ludzi! – tłumaczy pan Darek. Nie było nas na amerykańskim mundialu w 1994, nie ma niestety i teraz… – Tym bardziej szkoda, bo przecież są reprezentacje Curacao, Haiti... Nie wiem, jak mogliśmy zaprzepaścić taką szansę awansu – denerwuje się Dariusz Witkowski.

Michał Zichlarz z Nowego Jorku 

W Maspeth nie brakuje polskich sklepów... Fot. Michał Zichlarz

  ...a także instytucji. 

Od bardzo wielu lat mieszka tutaj duża polska społeczność. Fot. Michał Zichlarz   

Podczas mistrzostw świata zainstalowałem się w Maspeth, w nowojorskiej dzielnicy Queens. To godzina jazdy od centrum, od Manhattanu.

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się