Z niewolnika nie ma pracownika
LIGOWIEC
Serial z przejściem Marka Papszuna z Rakowa do Legii trwa i jeszcze pewnie przez jakiś czas potrwa. Jedno co wiadomo, to jak się wszystko skończy, bo cała trenerska drabinka jest już poukładana. Papszun będzie w zupełnie dołującej Legii, Łukasz Tomczyk z wicelidera 1. ligi, Polonii, przejdzie do Rakowa, a w Bytomiu ma się znaleźć Jakub Dziółka. To jak z piłkarskimi transferami - jedno odejście generuje łańcuszek zmian, czyli jak tutaj w przypadku trenerskich roszad.
Trener Marek Papszun obiecywał w niedzielę, że kolejnego dnia odpali jakieś rewelacje, ale próżno było ich oczekiwać. Nie na wszystko może sobie pozwolić. Nawet ktoś, kto osiągnął z klubem takie sukcesy, musi znać swoje miejsce w szeregu. Dalej – jakkolwiek by było - jest pracownikiem Rakowa, który z tego, co słychać, płaci mu bajońskie sumy. Nie można, ot tak, pogrywać sobie z pracodawcą, w tym wypadku z Michałem Świerczewskim.
Z drugiej strony wiadomo, że z niewolnika nie ma pracownika. Nie chcesz chłopie pracować pod Jasną Górną, to do widzenia, ale oczywiście za sumę odszkodowawczą. O to się wszystko rozbija. Też trzeba zrozumieć Raków, bo po co ma ułatwiać zadanie Legii - było, nie było - rywalowi w tej samej lidze? Chcą Wojskowi trenera, to niech płacą, i to słono. Biznes.
Też ciekawe, co jest w głowie Dariusza Mioduskiego. Wywalane pieniądze na nieudane transfery, złe zarządzanie, a sezon można spisać na straty, choć z drugiej strony liga jest tak spłaszczona, że kilka kolejnych zwycięstw wszystko może jeszcze zmienić. Trzeba jednak grać, strzelać, wykorzystywać okazje, a Legia to w tej chwili zlepek piłkarzy. Jak nie idzie, to nie idzie. Jeszcze kilka miesięcy temu Puchar Polski, ćwierćfinał Ligi Konferencji, a obecnie trzecie od końca miejsce w ligowej tabeli. Kto by się tego spodziewał?!
Czy Papszun odbuduje morale i pozycję stołecznych w tabeli? Pewnie tak. Na krótką metę wydźwignie zespół z zapaści. Pytanie, co potem? Legia miała być dominatorem w ekstraklasie, Bayernem Monachium naszej ligi, a tymczasem na razie jest jej pośmiewiskiem. Ostatni tytuł zdobyła w 2021 roku, na kolejne się nie zanosi z tak prowadzonym klubem. To jednak problem warszawski.
W Częstochowie mają inny. Dopóki nie będzie nowego stadionu, klub będzie dreptał w miejscu. Trudno przekonać kogoś do przyjścia – chyba że za naprawdę dużą kasę – żeby występował na takim obiekcie jak ten, z całym szacunkiem, przy Limanowskiego. Zresztą co do samego projektu trenera Papszuna i Rakowa to wielu ma i miało wątpliwości. Polaków tam niewielu, nie mówiąc już o wychowanych graczach. Tak się zastanawiam, bo w Rakowie szkoli się na potęgę - ściągają chłopców nawet z innych województw, rodzice wożą dzieci nierzadko setki kilometrów na treningi, a ilu miejscowych graczy tam zbudowano? Żadnego. Trener Papszun stawia(ł) na gotowy piłkarski produkt. W budowanie młodego piłkarza się nie bawił. Kapitan młodzieżówki Tomasz Pieńko? Wyjątek potwierdzający regułę, zresztą na początku stycznia kończy już 22 lata, ma ponad sto występów w ekstraklasie. To już doświadczony gracz.
Brakuje swoich piłkarzy, no ale to już nie tylko problem Rakowa, ale i wielu - żeby nie napisać wszystkich - polskich ligowych klubów, które na potęgę sprowadzają „tańszych” zagranicznych graczy. Część z nich się sprawdza, ale duża część nie. Grunt, że interes się kręci i kasa jest w obiegu. Przy swoich, miejscowych i młodych graczach tego przecież nie ma…
Michał Zichlarz
