Z królem na plecach
Wigilia 1998 roku, mieszkanie na Kjelsaas w Oslo. Podłużna paczka z napisem „Dla Johannesa. Od dziadka”. Używane narty, parkiet i chłopiec, który nie potrafił usiedzieć w miejscu.
podpis Johannes Klaebo w ten - zwycięski - sposób sześć razy fetował minięcie linii mety. Fot. Pressfocus
W Norwegii mówi się, że dzieci uczą się chodzić na nartach. Johannes Hoesfloet Klaebo, który swoją pierwszą parę dostał jako dwulatek, został królem zimowych igrzysk. Dzięki 11 złotym medalom, w tym sześciu wywalczonym w tym roku, jest najbardziej utytułowanym sportowcem w historii tej imprezy.
Chciał być najlepszy
Zimą 1206 roku Torstein Skevla i Skjervald Skrukka ruszyli z małym Haakonem Haakonssonem z okolic Lillehammer przez skute lodem góry do Oesterdalen. Uchronili przyszłego króla przed śmiercią z rąk politycznych przeciwników. Od tej historii wzięła się tradycja Birkebeinerrennet – jednego z najbardziej prestiżowych biegów narciarskich na świecie. Na dystansie 54 kilometrów z Rena do Lillehammer każdy uczestnik niesie plecak o wadze 3,5 kilograma, tyle, ile według tradycji miał ważyć dwuletni królewicz.
Wigilia 1998 roku, mieszkanie na Kjelsaas w Oslo. Podłużna paczka z napisem „Dla Johannesa. Od dziadka”. Używane narty, parkiet i chłopiec, który nie potrafił usiedzieć w miejscu.
Kaare Hoesfloet, dziadek przyszłego mistrza olimpijskiego, stał się współtwórcą projektu. Odbierał wnuka ze szkoły, budował skocznie w Bymarka, smarował narty. Gdy Johannes miał 16 lat i rozwój fizyczny zatrzymał się na kilka sezonów, wielu jego rówieśników w podobnym momencie traciło wiarę w siebie. Dziadek wspominał w rozmowie ze stacją NRK, jak usłyszał wtedy od wnuka: „Nie chcę być możliwie najlepszym. Chcę być najlepszy”.
Granica została ustalona wcześnie – młody Klaebo miał zacząć wygrywać do 23. roku życia. W lutym 2016 roku, jeszcze przed 20. urodzinami, zdobył trzy złota mistrzostw świata juniorów. W 2018 roku w Pjongczangu został najmłodszym mistrzem olimpijskim w historii męskich biegów narciarskich. Miał 21 lat.
Tata - menedżer
Obok dziadka od początku stał ojciec. Haakon Klaebo w projekcie „Johannes” nie był tylko tatą na trybunach. W 2017 roku ograniczył własną pracę zawodową, by zostać menedżerem syna. W Norwegii zaczęto mówić o „Klaebo AS” – rodzinnej firmie zarządzającej jednym z najcenniejszych sportowych brandów kraju.
W 2019 roku negocjacje z Norweskim Związkiem Narciarskim ciągnęły się miesiącami. Spór dotyczył granicy między życiem prywatnym a reprezentowaniem kadry oraz praw marketingowych.
„Chodzi o to, kiedy jest prywatny, a kiedy reprezentuje związek” – powiedział wówczas ojciec w rozmowie z „VG”. Klaebo podpisał kontrakt, ale dał do zrozumienia, że nowoczesny sportowiec nie jest wyłącznie elementem federacyjnej machiny.
Równolegle rosła marka. Kontrakty sponsorskie, kampanie reklamowe, vlogi z treningów. Gdy Orkla wycofała reklamę z półnagim Klaebo po krytyce dotyczącej seksualizacji w marketingu słodyczy, w Norwegii rozgorzała debata nie o jego formie, lecz o granicach reklamy.
W cieniu rozwijało się życie prywatne. W 2018 roku ogłosił związek z Pernille Doesvik. W 2025 roku zaręczyli się. Kupili dom na Byaasen w Trondheim – z panoramą na miasto i bliskością Bymarka, która pozwala wyjść z domu prosto na trening.
Nie tylko sprinter
Sportowa droga nie była pozbawiona cieni. W Oberstdorfie w 2021 roku wygrał w mistrzostwach świata bieg na 50 kilometrów, by po chwili zostać zdyskwalifikowany po kolizji z Aleksandrem Bolszunowem. Mówiono, że jest wybitnym sprinterem, ale brakuje mu dystansowego złota. Odpowiedział wynikami – triumfami w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata, zwycięstwami w Tour de Ski i kolejnymi tytułami mistrza świata.
Prawdziwy przełom, choć miał już pięć złotych medali olimpijskich, nastąpił jednak w trakcie tegorocznych igrzysk w Mediolanie i Cortinie d'Ampezzo.
Klaebo zdobył komplet sześciu złotych medali, wygrywając wszystkie męskie konkurencje, czym powtórzył wyczyn z ubiegłorocznych MŚ w Trondheim. Łącznie ma dziś 13 medali olimpijskich, w tym 11 z najcenniejszego kruszcu, co jest rekordem zimowych igrzysk. Częściej stanął już na najwyższym stopniu podium niż Bjoern Daehlie, Marit Bjoergen czy Ole Einar Bjoerndalen.
Tym samym dołączył do elitarnego grona sportowców z dwucyfrową liczbą złotych medali olimpijskich – przez lata samotnie był w nim Michael Phelps. Amerykański pływak pogratulował Norwegowi na zakończenie tegorocznych igrzysk. - To niezwykłe móc oglądać coś, czego w historii igrzysk dokonało tak niewielu. Wiem, ile pracy i poświęcenia to wymaga. Czy zobaczymy cię jeszcze raz za cztery lata? - zapytał najbardziej utytułowany olimpijczyk w historii, który na czterech kolejnych igrzyskach wywalczył 23 złote medale. Klaebo jest najbardziej utytułowanym zimowym olimpijczykiem... I już wcześniej sygnalizował, że zamierza kontynuować karierę i startować także w igrzyskach w 2030 roku.
Kanonizacja
W kraju, w którym osiem złot olimpijskich przez lata uchodziło za granicę niemal mityczną, liczba 11 zmienia perspektywę. Norwegia nie produkuje mistrzów seryjnie, ona ich... kanonizuje. Być najbardziej utytułowanym zimowym olimpijczykiem w historii oznacza stanąć na czele narodowego panteonu.
Klaebo zrobił to jako syn, wnuk i partner. Projekt rodzinny okazał się silniejszy niż system. Od Wigilii 1998 roku do sześciu złot w Mediolanie prowadziła droga przez treningi o szóstej rano, twarde negocjacje, medialne burze i chwile zwątpienia.
Można biec przez góry z królem na plecach. Można też dostać od dziadka używane narty i postanowić, że celem nie jest być jak najlepszym. Celem jest być najlepszym. W Norwegii to zdanie ma ciężar 3,5 kg historii albo 11 olimpijskich złotych medali.
Dzięki zwycięstwu w narciarskim maratonie Klaebo pobił prawie półwieczny rekord amerykańskiego panczenisty Erica Heidena, który zdobył pięć złotych medali w igrzyskach w Lake Placid w 1980 roku.
Wszystkie wygrane Heidena miały miejsce w rywalizacji indywidualnej. Natomiast Norweg dwa triumfy zanotował w konkurencjach drużynowych, jak sprint w duetach i sztafeta z udziałem czterech zawodników, więc wyczyn Amerykanina nadal pozostaje wyjątkowy.
- To niesamowite uczucie. Ukoronowanie wszystkiego tutaj wygraną w biegu na 50 km jest czymś niewiarygodnym. W Norwegii mówimy, że jeśli chcesz stać się mężczyzną, musisz wygrać bieg na 50 km, a dzisiaj mi się to udało, więc to idealny sposób na zakończenie dwóch doskonałych, ale i szalonych tygodni - podkreślił.
Norweski biegacz powtórzył osiągnięcie z zeszłorocznych mistrzostw świata w Trondheim, kiedy przed własną publicznością również był najlepszy we wszystkich sześciu konkurencjach.
Klaebo przyznał, że teraz potrzebuje czasu, aby pomyśleć o kolejnym etapie swojej kariery, nawiązując do przyszłorocznych mistrzostw świata w szwedzkim Falun.
- Ta perspektywa wygląda kusząco i obiecująco, ale na pewno po sezonie trochę czasu poświęcę, by wszystko przemyśleć. Zawsze uwielbiałem rywalizację i mam nadzieję, że tak będzie dalej, ale muszę sobie to wszystko jakoś poukładać - podkreślił.
Sukces zawodnika z Oslo dał Norwegii rekordową liczbę 18. złotych krążków i jeszcze bardziej zwiększył jej przewagę nad innymi krajami we włoskich igrzyskach. Reprezentanci tego państwa 41 razy stanęli na podium, co również jest rekordem zimowej rywalizacji olimpijskiej. Za nimi uplasowały się USA 33 (12-12-9), Holandia 20 (10-7-3), Włochy 30 (10-6-14) i Niemcy 26 (8-10-8).
(PAP, g)
