Z drzwiami i futryną

Rozmowa z Jackiem Chańką, byłym reprezentantem Polski, wychowankiem Jagiellonii, w ekstraklasie grającym także dla Stomilu, Widzewa i Pogoni

Oskar Pietuszewski „kupił” już portugalską publikę, a przy okazji zapracował na przychylne spojrzenie selekcjonera. Fot. SOPA Images/SIPA USA/PressFocus

No i doczekał się wreszcie Białystok powołania dla Oskara Pietuszewskiego. Denerwowało pana, rodowitego białostoczanina, że go tak długo w reprezentacji nie było?

- Ani trochę. Myślę, że to idealny moment na powołanie. Jest w formie. Takiego nieobliczalnego zawodnika. który sam potrafi w niemocy drużyny zrobić „coś”, trener Urban będzie potrzebował.

Tym bardziej że Oskar sprawia wrażenie sprawia, że się nie spali, nawet jak mu przyjdzie zadebiutować. Też ma pan takie wrażenie?

- Owszem. Jego głównym atutem – poza szybkością – jest właśnie to, że ma silną psychikę. Sprawia wrażenie kogoś, kto ma zupełnie... odcięty układ nerwowy. Nie boi się nikogo, jakby miał w CV setki meczów przeciwko kadrowiczom Niemiec, Anglii, o Albanii nie wspominając!

I jest jedynym nowicjuszem w kadrze Jana Urbana. To dobrze, że selekcjoner wybiera raczej stabilizację?

- Tak. Ma szkielet drużyny, którego się trzyma. I dokooptowuje tych, którzy w danym momencie są w superformie. A wiemy, że Pietuszewski z drzwiami i futryną wszedł do Porto, stając się niemal bożyszczem kibiców. Fajnie, że tacy ludzie dostają szansę od selekcjonera. To też jest dobry sygnał dla młodych zawodników, że mając stabilną formę przez dłuższy czas, mają perspektywę trafienia w krótkim czasie do reprezentacji.

A nie jest przypadkiem zbyt konserwatywny Jan Urban? Bo Michał Probierz dużo bardziej lubił sięgać po nieoczywistych zawodników...

- Z jednej strony – czasem fajnie eksperymentować, jak jest czas i jak drużynie idzie. Trener Urban tego czasu nie ma, każde spotkanie ma ogromną wagę, więc obrał taktykę stawiania na sprawdzony skład. Przerabialiśmy to ostatnio w Jagiellonii. Kiedy trener Siemieniec zaczął nieco mieszać w składzie, przyszły porażki. Wrócił do ustawienia „żelaznego”, i przyniosło to wygraną z GKS-em Katowice. Stara gwardia zagrała i się sprawdziła. Na to samo liczy najwyraźniej selekcjoner: że chłopaki znają się na pamięć, i wiedzą, czego się wzajemnie spodziewać. To powinno dać wynik, a on jest najważniejszy.

Wracając do „Pietucha”: może zagrać na jednym skrzydle, a na drugim – Kamil Grosicki, który mógłby być... jego ojcem. Potrzebny nam ktoś taki w reprezentacji?

- Oczywiście, zwłaszcza w tych trudniejszych momentach w przypadku jakiegoś niepewnego wyniku.

A Albanią będzie pewny wynik? Spokojnie pan czeka na ten mecz?

- Trochę się tego meczu obawiam, przyznaję. Dlatego potrzebni nam Pietuszewski i Grosicki, którzy – czy to z racji swej odporności psychicznej, czy doświadczenia – będą w stanie wytrzymać ciśnienie. Więc nie powiem, że z Albanią będzie łatwo, ale... powinniśmy sobie poradzić.

A kogo wolałby pan w finale baraży? Szwecję czy Ukrainę?

- To już wyższa półka... Myślę, że pod naszym system gry chyba Szwedzi będą nieco bardziej wygodnym rywalem.

Rozmawiał Dariusz Leśnikowski


Jacek Chańko. Fot. instagram.com/jacek_chanko

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się