Z Częstochowy do Gdańska i odwrotnie

Raków i Lechię od lat łączą nie tylko przyjacielskie relacje kibicowskie, ale również spora grupa zawodników, która zawędrowała znad Bałtyku pod Jasną Górę lub odwrotnie.

Łukasz Zwoliński miał w Rakowie wejście smoka, ale potem nie spełnił oczekiwań. Fot. Paweł Andrachiewicz/PressFocus

RAKÓW CZĘSTOCHOWA

Na przestrzeni dekad byli to: Rajner Kostka, Michał Pietroń, Robert Kugiel, Kacper Łazaj, Miłosz Szczepański, Jakub Arak oraz Łukasz Zwoliński. Pierwsze cztery przypadki są już dość zamierzchłe, dlatego skupimy się tylko na trzech ostatnich.

Miłosz Szczepański

„Szczepan” trafił do Rakowa w styczniu 2018 roku, a półtora roku później wywalczył z nim awans do ekstraklasy. Był jednym z ważniejszych żołnierzy armii Marka Papszuna, o czym najlepiej świadczy fakt, że w Częstochowie spędził aż trzy i pół roku. Niezwykle waleczny pomocnik miał duży udział we wspomnianym awansie, w sezonie 2018/19 siedmiokrotnie trafiając do bramek rywali, do tego nierzadko czyniąc to niezwykle efektownie. Z powodu zerwania więzadeł krzyżowych przednich piłkarz stracił niestety cały sezon 2020/21 i nigdy nie udało mu się już odzyskać formy z częstochowskiego okresu. – Chłopak, który wniósł dużo jakości stricte piłkarskiej, bardzo jakościowy technicznie, często niekonwencjonalny. Jego występy zawsze były „jakieś”. Zapamiętałem Miłosza jako gracza wysokiej jakości – wspomina wiceprezes Rakowa, Dawid Krzętowski.

Jakub Arak

Zdecydował się zamienić Gdańsk na Częstochowę w lutym 2021. Przychodził z dużymi nadziejami, ale gdy środkowy napastnik kończy rundę z jednym trafieniem na koncie, określenie nieudanego transferu można potraktować jedynie jako eufemizm. Piłkarz, który z pewnością rozminął się z oczekiwaniami, jak i ambicjami klubu. Inna sprawa, że Arak nie dostał zbyt wielu szans, zdecydowaną większość z dwunastu spotkań rozpoczynając na ławce rezerwowych. Odbudował się u trenera Łukasza Tomczyka w I-ligowej Polonii Bytom, gdzie w obecnym sezonie ma już na koniec dziesięć goli. Przepaść pomiędzy I ligą a ekstraklasą jest jednak na tyle duża, że ten ani nie pomyślał o zabraniu go ze sobą do Częstochowy. Obecnie piłkarz zmaga się z urazem ścięgna Achillesa.

Łukasz Zwoliński

Najbardziej współczesna historia to przyjście do Rakowa Łukasza Zwolińskiego, który miał być lekiem na całe zło częstochowskiego klubu w ataku. Lechię opuścił po sezonie 2022/23, gdy gdański klub spadał do I ligi. Do decydujących negocjacji doszło przy okazji meczu obu klubów przy Limanowskiego pod koniec kwietnia 2023. „Zwolak” w tamtym meczu w 68 minucie zmienił Flavio Paixao, ale nie był w stanie odmienić losów swojego jeszcze ówczesnego klubu. Lechia przegrała 0:4 i z hukiem spadła z ekstraklasy. Wejście do nowego klubu „Zwolak” miał dość mocne, w I rundzie eliminacji Ligi Mistrzów zaaplikował dwa gole na wyjeździe Florze Tallin. W decydującej dał nadzieje na awans, trafiając tuż po wejściu na boisko w Kopenhadze. W lidze? Było jeszcze lepiej, ale... tylko na początku. Z kibicami przywitał się dwoma trafieniami na inaugurację z Jagiellonią (3:0). W drugiej kolejce znów wpisał się na listę strzelców w zremisowanym meczu z Wartą Poznań (2:2). Na kolejnego gola kazał czekać kibicom jednak do grudnia i… rewanżowego meczu z Jagą (2:4). Potem wpisał się do protokołu jeszcze tylko raz, w wygranym meczu z Piastem (3:1). Pod koniec sezonu grywał ogony albo wcale, na kolejne rozgrywki przenosząc się do Wisły Kraków. – Osobiście bardzo żałuję, że Łukasz nie odpalił w takim wymiarze, jakiego wszyscy oczekiwali. Miał mega wejście, ale potem pojawiły się trudności. Fajny człowiek też poza boiskiem, dlatego tym większa szkoda, że ta przygoda nie potoczyła się lepiej. Życie piłkarskie czasem jednak takie jest – wspomina nasz rozmówca.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć do Duszanie Kuciaku, który do Rakowa w kwietniu 2024 jako transfer medyczny, gdy Częstochowianie zmagali się z kontuzjami golkiperów. – Miał być jedynie straszakiem, a musiał zagrać w meczu z Górnikiem Zabrze i… dostał czerwoną kartkę! Na szczęście analiza VAR-u ją cofnęła. Mecz niestety przegraliśmy 0:1. Bardzo pozytywny człowiek, który został z nami na dłużej, pomagając w trenowaniu młodych bramkarzy z akademii – wspomina Krzętowski.

Mariusz Rajek

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się