Wyścig najwyższej rangi
Czesław Lang podkreśla, że Polska ma mało sportowych produktów, które byłyby w światowej elicie.
Spokojnie, wszystko pod kontrolą - przekonuje Czesław Lang. Fot. PAP/Grzegorz Momot
TOUR DE POLOGNE
W świadomości kibiców kolarskich Czesław Lang pojawił się w 1977 roku. Miał wtedy 22 lata i w San Cristobal zdobył brązowy medal mistrzostw świata w jeździe drużynowej na czas wraz z Tadeuszem Mytnikiem, Mieczysławem Nowickim i Stanisławem Szozdą. 2 lata później na czempionacie w Valkenburgu, choć już w innym składzie, bo ze Stefanem Ciekańskim, Janem Jankiewiczem i Witoldem Pluteckim, wspiął się jedno miejsce wyżej. Swój największy sukces odnotował jednak w 1980 r., zajmując drugie miejsce w wyścigu ze startu wspólnego na igrzyskach olimpijskich w Moskwie, gdzie pojechał jako zwycięzca Tour de Pologne. Wtedy jeszcze nie przypuszczał, że to będzie „jego” wyścig w pełnym tego słowa znaczeniu. Tak się stało w 1993 r. Wtedy właśnie organizację Wyścigu Dookoła Polski przejął Lang Team i doprowadził imprezę, która swoją historię zaczęła pisać w 1928 r., do zawodów najwyższej światowej rangi.
Zanim jednak do tego doszło, Czesław Lang, od 1982 r. poznawał tajemnice profesjonalnego sportu, ścigając się wśród zawodowców jako pierwszy Polak. Wychowanek LZS-u Baszta Bytów, a w latach 1977-81 zawodnik Legii Warszawa, na profesjonalnych trasach występował w barwach Gis Gelati, Carrera-Inoxpran, Del Tongo i Malor - Sidi. W tym czasie wygrał między innymi prologi w Tirreno-Adriatico i Tour de Romandie oraz etapy w Giro d’Italia i Volta Ciclista a Catalunya.
Prawdziwy brylant
Karierę zakończył w 1989 r. i błyskawicznie „wszedł w buty” organizatora, który z podupadającego wyścigu uczynił brylant, od 20 lat błyszczący w koronie zawodowych imprez kolarskich. W 2005 r. Tour de Pologne wszedł do cyklu UCI ProTour, a od 2011 jest w kalendarzu UCI Wolrd Tour. Dzięki Lang Team już 32 lata, co roku, mamy możliwość oglądania na naszych szosach kolarzy najlepszych zawodowych grup. Może nie przyjeżdżają one w swoich najmocniejszych składach, ale i tak polscy kibice mogli zobaczyć z bliska takie legendy jak Alberto Contador, który wygrał Tour de France, Giro d’Italia i Vuelta Espana, czy Fabian Cancellara, dwukrotny mistrz olimpijski w jeździe indywidualnej na czas i wicemistrz olimpijski ze startu wspólnego oraz czterokrotny mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas.
Obowiązek uczestnictwa
- W tym roku także nie brakowało gwiazd - powiedział nam Czesław Lang. - Wystarczy, że wymienię tylko nazwiska Rafała Majki, brązowego medalisty igrzysk olimpijskich, i mistrza świata Michała Kwiatkowskiego. Nie można się jednak dziwić, bo przecież nasz wyścig zaliczany jest do UCI World Tour, a to znaczy, że wszystkie grupy z World Team, a więc najwyższej kategorii zawodowego kolarstwa szosowego mają obowiązek uczestnictwa. Ze strony sportowej nic więcej już się nie da po prostu zrobić. Cieszę się, że w tej śmietance było widać znakomitą jazdę Michała Kwiatkowskiego, który był kapitanem drużyny Ineos Grenadiers. Wprawdzie on sam nie wygrywał i przed 6. etapem wycofał się z rywalizacji, przegrywając z bólem gardła i gorączką. Jak na klasowego kolarza przystało pięknie podziękował kibicom za wsparcie oraz dodał, że życzliwość fanów w trakcie tych pięciu dni jazdy po polskich szosach dały mu ogromnego kopa na resztę sezonu. A przed nim już 23 sierpnia start w Vuelta a Espana, do którego chce przystąpić w pełni zdrowia. Pod jego nieobecność na 6. etapie żółtą koszulkę lidera przejął w Bukowinie Tatrzańskiej sobotni zwycięzca Victor Langellotti,więc można dodać, że kapitan dobrze wspierał duchowo swoją drużynę.
Emocjonująco do samego końca
- Natomiast Rafał Majka, jak na aktualnego mistrza naszego kraju przystało, okazał się najlepszy z Polaków – kontynuował dyrektor wyścigu. - Choć ucierpiał w kraksie na 3. etapie i noga go trochę bolała, to jechał dzielnie, a jednocześnie znakomicie pracował dla drużyny UAE Team Emirates – XRG. Dzięki jego szarżom Brandon McNulty na ostatni etap wyruszył jako drugi w klasyfikacji generalnej i wygrywając czasówkę w Wieliczce wpisał się na długą listę triumfatorów Tour de Pologne, a Rafał Majka ostatecznie uplasował się na 8. pozycji. Mogliśmy się też emocjonować akcjami innych polskich kolarzy. Najbardziej spektakularną akcję przeprowadzili na 4. etapie Filip Maciejuk z Red Bull Bora-hansgrohe oraz Paweł Bernas i Michał Pomorski z reprezentacja Polski. Polacy wygrywali premie lotne i górską, a Filip dopiero na 2 kilometry przed metą w Cieszynie został wchłonięty przez peleton. Mało brakowało, żeby dojechał do mety jako pierwszy. Było więc emocjonująco do samego końca, a kibice, których mieliśmy tysiące na trasie każdego etapu, tworzyli wokół ścigania wyjątkową otoczkę.
Dramatyczne chwile
Niestety nie obyło się bez problemów, bo na trasie 3. etapu doszło do kraksy, w której najbardziej ucierpiał Filippo Baroncini. Zawodnik UEA Team Emirates – XRG z powodu obrażeń został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Złamanie kręgu szyjnego – jak głosił komunikat lekarza grupy – spowodował, że pojawiły się mocne słowa. Benji Neasen, przypominając, że 6 sierpnia minęła 6. rocznica śmierci belgijskiego kolarza Bjorga Lambrechta, który zmarł na skutek tragicznego upadku podczas 76. edycji WDP oraz dorzucając informację o kraksie na 3. etapie tegorocznej imprezy organizowanej przez firmę Lang Team, zaapelował w Lanterne Rouge Media: „Tour de Pologne nie powinien być Word Tourem”. Po takim komentarzu w kolarskim światku zawrzało, a przeciwnicy przypomnieli jeszcze fatalną kraksę na finiszu w Katowicach 5 sierpnia 2020 roku.
Dziewięć państw
- Jest tylko 9 państw na świecie, które mają takie wyścigi – wyjaśnił organizator Tour de Pologne. – Jesteśmy w jednym rzędzie z Tour de France, Giro d’Italia, Vuelta a Espana, Paryż-Nicea, Tirreno-Adriatico, Tour de Romandie, Tour de Suisse czy Deutschland Tour, więc zazdrośników nie brakuje. Jest wielu, którzy chcieliby nam przypiąć łatkę, ale my nie mamy sobie nic do zarzucenia. Robimy wszystko najlepiej jak możemy, troszcząc się o zdrowie i życie każdego uczestnika naszej imprezy. A na pytanie, czy za rok Tour de Pologne nadal będzie organizowany i znowu znajdzie się w UCI World Tour odpowiadam krótkim „TAK”. To jest polska wizytówka kolarstwa i także nasze okno na kolarski świat.
Katowice i województwo śląskie
- Oczywiście do ustalenia trasy na 2026 rok jest jeszcze sporo czasu i przed nami dużo rozmów, ale nie wyobrażam sobie, żeby w naszym wyścigu zabrakło Katowic i województwa śląskiego – dodał dyrektor największego polskiego wyścigu. - To jest region, który kochamy, bo jest tu wielka aglomeracja i wspaniali kibice. Warto dla nich to robić, a gospodarze miast są przychylni i na pewno postaramy się wspólnie zrobić 83. Tour de Pologne. Powiem szczerze, że mnie ciągle się chce przede wszystkim dlatego że są ludzie, którzy mnie nakręcają. Sam wyścig trwa 7 dni, a kolarze mają do przejechania ponad tysiąc kilometrów, ale ogląda to ponad 3 miliony ludzi. Kibice są dla mnie motorem, bo czuję, że jest dla kogo pracować. Skoro już wyciągnęliśmy coś na najwyższy poziom, to starajmy się to utrzymać wysoko. Po to jest tyle godzin transmisji i w Telewizji Polskiej, i w Eurosporcie od startu do mety, żeby nasi zawodnicy mogli się pokazać, bo z radością korzystamy z tego, że możemy na listę startową przyjąć reprezentację Polski. Mogą się też pokazać sponsorzy.
Koło zamachowe
- To jest takie koło zamachowe polskiego kolarstwa choć nie wszyscy to rozumieją. Przecież to wielka sprawa gdy do Polski przyjeżdża na przykład Jonas Vingegaard, dwukrotny zwycięzca Tour de France, i mówi, że Polska dla niego to wyjątkowe miejsce, bo tu w 2019 r., najszybciej finiszując w Kościelisku odniósł swoje pierwsze profesjonalne zwycięstwo, od którego zaczęła się jego wielka kariera. A co najważniejsze, nie przyjechał tu rok temu na wycieczkę tylko wygrał klasyfikację generalną. To mówi samo za siebie. Polska ma naprawdę mało sportowych produktów, które byłyby w światowej elicie. Nie chcę, żeby to zabrzmiało buńczucznie, ale wydaje mi się, że my jako Lang Team jesteśmy do tego przygotowani i mając doświadczenie, dalej chcemy robić po prostu to, co nam dobrze wychodzi i co nam sprawia satysfakcję. Jednocześnie cieszymy się, że to jest zauważane w kolarskim świecie. W trakcie tegorocznego Tour de Pologne, przed etapem w Katowicach dołączył do nas kolejny raz legendarny Francesco Moser. Mistrz świata zarówno na torze jak i w wyścigu szosowym, w którym jeszcze trzykrotnie był wicemistrzem globu, jest ikoną włoskiego kolarstwa nie tylko dlatego, że wygrał Giro d’Italia, ale także dlatego że pobił rekord świata w jeździe godzinnej, wymazując z tabel wynik innej legendy światowego kolarstwa, Eddy’ego Merckxa. Jeżeli ktoś taki przyjeżdża do Polski na nasz wyścig to znaczy, że po prostu robimy dobrą robotę i dziękuję za nią wszystkim, którzy należą do Lang Team, bo mam poczucie, że jako organizatorzy zrobiliśmy znowu kawał dobrej kolarskiej roboty - zakończył Czesław Lang.
Jerzy Dusik
