Wynik ich napędza

Rozmowa z Markiem Saganowskim, byłym trenerem Motoru Lublin

Marek Saganowski. Fot. Piotr Matusewicz/PressFocus.pl

Beniaminek z Lublina to jedna z rewelacji rundy jesiennej. Jest pan zaskoczony?

– Tak to z beniaminkami bywa, że albo doskonale wchodzą w nowe realia, albo od początku mają problem z adaptacją. Motor zaczął od porażki, ale potem regularnie punktował i nabierał pewności siebie w nowym otoczeniu. Jeśli wygrywa się baraż w takich okolicznościach, jak Motor, który z zimną krwią zadawał ciosy Arce w końcówce pamiętnego meczu, to morale takiego zespołu rośnie. Charakter jest mocną stroną tej drużyny, która nawet po niepowodzeniach czy wysokich porażkach, jak 2:6 z Cracovią, potrafi się szybko otrząsnąć. Końcówka rundy była imponująca, cztery kolejne wygrane muszą robić wrażenie. Jeśli dodamy wygraną nad Lechem w Poznaniu, to naprawdę można mówić o Motorze jako rewelacji jesieni. Wynik napędza. Zobaczymy, co będzie wiosną.

Co, pana zdaniem, jest siłą tej drużyny?

– Na pewno kolektyw. W zespole jest sporo graczy, którzy mają doświadczenie ekstraklasowe, jak Paweł Stolarski, Sebastian Rudol czy Krzysztof Kubica, a jednocześnie nie można o nich mówić, że to gracze z pierwszych stron gazet. W tym przypadku ważne jest jednak to, że brak tzw. gwiazd jest tutaj siłą. Lublin okazał się także miejscem, gdzie odżyli nie tylko wspominani gracze, ale to właśnie w Motorze wrócił na wysoki poziom Samuel Mraz, który zwłaszcza w drugiej części jesieni wywiązywał się doskonale z roli snajpera. Trener Mateusz Stolarski dobrze poukładał te klocki. Motor może się podobać, gra ofensywną piłkę, a takie granie lubią kibice. Oczywiście pójście na wymianę ciosów może się czasem skończyć źle i tak też bywało w meczach lublinian, ale w sumie lepiej stracić sześć goli w jednym meczu niż po jednym w sześciu kolejnych i nie punktować.

Ponoć właściciel klubu, zresztą dobrze panu znany, Zbigniew Jakubas ma głębiej sięgnąć do kieszeni na zimowe wzmocnienia. To dobry kierunek?

– Zawsze chce się iść wyżej, ale myślę, że najważniejsze jest nie zepsuć tego, co już jest. Na pewno przed sztabem trenerskim trudny czas, bo nadzieje wśród kibiców są rozbudzone, a pamiętajmy, że zanim piłkarze wybiegną na boisko, mamy okres przygotowawczy. Patrząc na ostatnie tygodnie, to dla Motoru ta runda mogłaby się jeszcze nie kończyć. Co do transferów, to ten zespół pokazuje najlepiej, że nie grają nazwiska, a konkretni piłkarze. Być może jeszcze anonimowi, ale dzięki dobrej grze mogą zapracować i na zespół, i na siebie.

Pracując w Motorze, wiosną 2022 roku, był pan blisko awansu do I ligi. Ostatecznie finał barażu zakończył się wygraną Ruchu Chorzów, a misja Marka Saganowskiego w Lublinie dobiegła końca. Rok później udało się już awansować na zaplecze ekstraklasy, a w kolejnym sezonie do elity. Można w tej sytuacji mówić, że dał pan podwaliny pod te sukcesy?

– Nie będę sam siebie oceniał, ale uważam, że pewien wkład w to, co potem się wydarzyło, miałem. W kadrze nadal są piłkarze, z którymi pracowałem, jak choćby Piotr Ceglarz. Cieszę się, że mogłem tam pracować, zdobyłem w Lublinie kolejne doświadczenie. Mam sentyment do tego miejsca, zawsze będę Motorowi dobrze życzył. Fajnie, że taki ośrodek po wielu, wielu latach odżył. Zobaczymy, jak to się teraz potoczy. Kibice Motoru na pewno chcieliby, że ten stan trwał jak najdłużej.

Rozmawiał Krzysztof Polaczkiewicz