Wymarzone finały

Rzuty osobiste w ostatnich sekundach uratowały zespół z Minnesoty i doprowadziły do piątego meczu.

Bridget Carleton była bohaterką meczu numer 4. Fot. John E. Sokolowski-USA TODAY Sports/SIPA USA/PressFocus

WNBA

To jedne z najbardziej zaciętych finałów w historii WNBA. Jeden mecz kończył się po dogrywce, kolejny rozstrzygnął rzut za 3 punkty na sekundę przed końcem. Pojedynek numer 4 znowu był niesamowicie wyrównany i emocjonujący. Dwie kwarty kończyły się remisami, dwie kolejne punktem wygrywały gospodynie. Dwie sekundy przed syreną, gdy na tablicy wyników był remis (80:80), na linii osobistych stanęła Bridget Carleton. 27-letnia Kanadyjka z zimną krwią zdobyła 2 punkty i mecz został rozstrzygnięty. - To moja mocna broń. W rzutach osobistych czuję się pewniakiem - mówiła potem Carleton,

Teraz przed obiema drużynami 5., decydujący mecz, w Barclays Center w Nowym Jorku. - To ostatnie 40 minut sezonu. Może się odbywać gdziekolwiek, naprawdę, to nie ma znaczenia. Będziemy gotowe na prawdziwą bitwę - zapowiedziała Kayla McBride, która w czwartym meczu zdobyła 19 punktów dla Lynx.

Minnesota jest obecnie jedno zwycięstwo od piątego tytułu. To byłby rekord ligi. Z kolei Liberty gra w szóstym wielkim finale i dotychczas nie ma w kolekcji tego trofeum. - Chcieliśmy po nie sięgnąć w meczu numer cztery - mówiła skrzydłowa Breanna Stewart. - Nie udało się, ale - jak powiedziała nasza trenerka - mamy fantastycznych fanów. Kiedykolwiek są trudne sytuacje, kiedy walczymy z przeciwnościami, wiemy, że mamy ich za sobą. Są niesamowici i będą nas motywować.Nie mogę się już doczekać - dodała Stewart.

Minnesota Lynx - New York Liberty 82:80 (23:23, 23:22, 18:18, 18:17)

(pp)