Wylot za ocean
Mundial w Argentynie był pierwszym poza Europą, na którym był też przedstawiciel „Sportu”.
U siebie Albiceleste wywalczyli pierwsze ze swoich trzech mistrzostw świata.
Z LAMUSA
Argentyna o zorganizowanie mistrzostw świata starała się od lat 50. ubiegłego wieku. Najpierw przegrała z Chile (1962), potem Meksykiem (1970). W końcu na kongresie FIFA w Londynie w lipcu 1966 roku zdecydowano, że to ona gościć będzie najlepszych piłkarzy podczas XI Pucharu Świata.
Po mistrzostwo świata
Koszty organizacji były niebagatelne. 700 mln dolarów kosztowało wybudowanie trzech nowych stadionów. Do tego 100 mln wydano na budowę pięciu nowoczesnych centrów prasowych, poprawę systemu komunikacji i transport. To już era telewizji, która wymusiła coraz większe zmiany i stawiała nowe wymagania. Do tego był koszt polityczny. Na dwa lata przed rozpoczęciem MŚ w Argentynie doszło do przewrotu. Władzę przejęło wojsko. Mistrzowski turniej postanowiono wykorzystać do zaprezentowania pozytywnego wizerunku kraju (w latach 1976-82 zginęło szacunkowo ok 13 tys. osób). Chciano też zmienić charakterystyczne logo turnieju – symbolizowało ono dwie wyciągnięte ręce nieżyjącego już prezydenta Juana Perona. Było już jednak za późno na zmiany, brand imprezy był już w obiegu i FIFA nie zgodziła się na żądania oraz monity argentyńskich wojskowych. Zostało tak, jak było zaprojektowane wcześniej.
To był turniej, na który Biało-czerwoni jechali po mistrzostwo świata! Tak zapowiadał selekcjoner Jacek Gmoch. Miał podstawy, żeby wygłaszać tak odważną deklarację. W składzie same tuzy, dodatkowo Włodzimierz Lubański, którego zabrakło cztery lata wcześniej na niemieckich boiskach z powodu kontuzji, a także młodzi, utalentowani i gniewni, jak Zbigniew Boniek i Adam Nawałka. Obaj okazali się zresztą odkryciami argentyńskich mistrzostw.
Ze „Sportu” do „France Football”
Bardzo solidnie do turnieju przygotował się i „Sport”. Po raz pierwszy w historii na turniej odbywający się na innym kontynencie poleciał jego przedstawiciel, był nim doświadczony Janusz Jeleń, niewiele czasu później naczelny katowickiego dziennika, odsunięty potem w czasie stanu wojennego. Redaktor Jeleń był na MŚ 1974, miał już spore doświadczenie i pozycję w dziennikarskim światku, o czym mowa była w poprzedniej opowieści. Jeleń, rocznik 1931, był absolwentem znanego liceum w Sosnowcu im. Bolesława Prusa. W „Sporcie” pracował przez lata, będąc jego podporą. Jak mówi o nim nasz wieloletni pracownik Wojciech Filipiak, był konkretny, rzeczowy, skrupulatny. Miał też świetne pomysły. Inny ze znanych dziennikarzy, wieloletni współpracownik „France Football”, pracujący w „Sporcie” Czesław Ludwiczek tak opowiadał o początkach swojej kariery we francuskim piśmie. - Ówczesny naczelny „Sportu” wpadł na pomysł, aby zadzwonić do „France Football” i przeprowadzić wywiad z naczelnym redaktorem. I to zadanie powierzył mnie, bo tylko ja znałem francuski. Rozmowa udała się znakomicie, a wywiad z Jacques’em Ferranem ukazał się na pierwszej stronie „Sportu”. W ten sposób zawarłem znajomość z pismem, co trzy lata później przełożyło się na stałą z nim współpracę. Pisywałem co tydzień krótkie korespondencje o naszej lidze, o przygotowaniach do ME i MŚ i rzadziej krótkie wywiady.
Propaganda sukcesu
Janusz Jeleń sam poleciał do Argentyny, co samo w sobie było już wielką reporterską przygodą, wyzwaniem. Zresztą, relacje stamtąd znajdują się też w świetnej książce, którą napisał z innym naczelnym „Sportu” Andrzejem Koniecznym „Pół wieku piłkarskich MŚ” (wydanie 1981).
Gazeta też pieczołowicie przygotowała się do imprezy. Były to czasy sekretarza PZPR Edwarda Gierka. Propaganda sukcesu była na tapecie. Polska – zdaniem komunistycznych kacyków – była 10. gospodarką świata. Wszystko to było jednak ułudą, w dużej mierze za zachodnie pożyczki. W 1976 wprowadzono do konstytucji zapis o trwałej przyjaźni i współpracy ze Związkiem Sowieckim… W kraju dystrybuowano już kartki na cukier, a za dwa lata będzie jeszcze gorzej. Komuna się sypała.
Zwiększona objętość gazety
Zostawmy jednak politykę i skupmy się na futbolu i XI mistrzostwach świata. Ich premiera miała miejsce z reprezentacją Polski w głównej roli. To przecież mecz Biało-czerwonych z RFN, czyli mistrzem świata z 1974, inaugurował turniej. Odbył się 1 czerwca 1978 na stadionie River Plate w Buenos Aires. „Nie zmarnujmy tej szansy” pisał „Sport”, wspominając, że spotkanie obejrzy miliard ludzi! Inauguracyjny mecz rozczarował o tyle, że emocji było w nim niewiele i zakończył się bezbramkowym remisem. Nikt nie chciał się otworzyć. Zresztą podział punktów z mistrzem świata, przed kolejnymi grami w grupie 2 z niżej notowanymi Tunezją i Meksykiem przyjęto za dobrą monetę.
Na czas MŚ w Argentynie „Sport” zwiększył objętość z 4 do 6 kolumn. Czytać było co! Oprócz korespondencji redaktora Jelenia były stałe rubryki, jak choćby „Bohater dnia”. Szybko trafił tam Mario Kempes, jak się potem okazało najlepszy piłkarz i król strzelców turnieju z 6 zdobytymi bramkami. Przypomniano, że czarował już jako 19-latek podczas tournée Albiceleste po Starym Kontynencie w 1973 roku. Zagrał na MŚ 1974, miał oferty z Europy, ale jako młody chłopak – rocznik 1954 – pozostał jeszcze w kraju, występując w Rosario Central. W marcu 1976 zagrał na Stadionie Śląskim. Potem trafił do hiszpańskiej Valencii, żeby być gwiazdą mundialu w swoim kraju, choć… wszystko mogło się – jak to w futbolu – potoczyć zupełnie inaczej. O co chodzi?
Centymetry od mistrzostwa
W finale XI MŚ Argentyna grała z Holandią. U Oranje nie było Johana Cruyffa – przed mistrzostwami grożono mu i jego rodzinie… porwaniem! Mimo braku swojej gwiazdy drużyna prowadzona przez słynnego i legendarnego austriackiego szkoleniowca Ernsta Happela szła jak burza. Na środku obrony Ruud Krol, w pomocy świetni bracia bliźniacy z PSV Rene i Willy van de Kerkhof, a w ataku doświadczony, bo 30-letni Rob Rensenbrink. W mało przekonujących grach grupowych z Iranem (3:1) i Szkocją (2:3) zdobył aż 4 bramki, w tym ustrzelił hat tricka z reprezentantem Azji (trzy z tych trafień to celnie wyegzekwowane jedenastki). Z Peru było bez bramek. Do czołowej ósemki Holendrzy weszli z ledwie trzema oczkami, przegrywając walkę o prymat z rewelacyjnym przedstawicielem z Ameryki Południowej. Potem ekipa trenera Happela, od jego imienia nosi nazwę stadion w Wiedniu, rozkręciła się. Rozgromiła Austrię 5:1, kolejny gol z karnego Rensenbrinka, zremisowała z RFN 2:2 i pokonała 2:1 Italię, żeby zagrać w meczu o złoto z gospodarzami.
Przy stanie 1:1 już w doliczonych minutach napastnik Oranje otrzymał długie podanie z głębi pola i z okolic 5 metra trafił w słupek. Parę centymetrów dzieliło Holendrów od mistrzostwa, a ówczesnego napastnika belgijskiego Anderlechtu od tytułu króla strzelców (skończył turniej z 5 trafieniami). W dogrywce szalę na swoją korzyść przechylili Albiceleste i Mario Kempes. Długowłosy napastnik strzelił w dogrywce swojego szóstego gola, wywalczył tytuł króla strzelców i dał Argentynie pierwsze z trzech mistrzostw świata.
Gigantyczny turniej
„Pięciokilogramowy Puchar Świata wykonany przez włoskiego artystę Silvio Gazanigę, ze szczerego złota najwyższej próby trafił w godne ręce: Campeone Mundial 1978 Argentina – taki napis ukazał się na olbrzymiej tablicy świetlnej stadionu River Plate w Buenos Aires, gdy włoski sędzia Sergio Gonella po raz ostatni w tym gigantycznym turnieju użył gwiazdka” – pisał na 1 stronie w „Sporcie” w poniedziałek 26 czerwca 1978 roku Janusz Jeleń.
My? Potknęliśmy się w grupie ćwierćfinałowej z zespołami z Ameryki Południowej, przegrywając z gospodarzami 0:2 – po pięknej grze, jak teraz w Sztokholmie… – a także z Brazylią 1:3. Wygrana z Peru 1:0 dała trzecie miejsce w grupie i 5-6 miejsce na koniec z RFN. Teraz o takich wynikach możemy tylko pomarzyć…
Michał Zichlarz
KORESPONDENCI „SPORTU” NA MŚ
1950, Brazylia : -1954, Szwajcaria : Tadeusz Bagier
1958, Szwecja : Tadeusz Maliszewski vel Narcyz Suessermann
1962, Chile : -
1966, Anglia : dr Jerzy Roha
1970, Meksyk : -
1974, RFN: Janusz Jeleń, Zbigniew Łagódka, Jerzy Roha, Józef Bula, Andrzej Konieczny
1978, Argentyna : Janusz Jeleń
Na XI MŚ jechaliśmy po... złoto!
Bohater dnia, bohater turnieju w Argentynie - Mario Kempes.
Logo wspaniałych argentyńskich mistrzostw nawiązywało do gestu odsuniętego od władzy prezydenta Juana Perona. Fot. wikipedia
