Wygrać po prostu... trzeba!
W sobotę w Koszalinie przed „Niebieskimi” kolejne w tym sezonie spotkanie za „sześć punktów”.
W pierwszej rundzie Anastazja Bondarenko szalała w Chorzowie i w Koszalinie liczy na powtórkę. Fot. Norbert Barczyk/PressFocus
Niespodzianka i kosmiczne statystyki
Przed pierwszym meczem tych zespołów eksperci zdecydowanie stawiali na przyjezdne, które były mocnym faworytem spotkania z rozgrywającym wówczas dopiero trzecie spotkanie po powrocie do elity beniaminkiem. Tymczasem Ruch sprawił niespodziankę, wygrywając spokojnie, pewnie i wysoko 41:29. Wyśmienicie broniła Kaja Gryczewska, która już do przerwy miała 9 skutecznych interwencji. W sumie bramkarka „Niebieskich” zatrzymała aż 21 rzutów, co miało niebagatelny wpływ na wynik. Świetnie prowadziła grę Marta Gęga - autorka aż 13 asyst. Trzeba też wspomnieć o Anastazji Bondarenko. Ukraińska rozgrywająca zdobyła aż 15 bramek (na 15 prób), a chorzowianki w pierwszej połowie rzucały ze znakomitą, 88-procentową skutecznością. U gości dwoiła się i troiła Anna Mączka, która do 6 trafień dołożyła 11 asyst, ale to było za mało na rozpędzone przeciwniczki. Warto też wspomnieć, że po przerwie macierzyńskiej powróciła na parkiet obrotowa Ruchu Karolina Jasinowska, natomiast po przeciwnej stronie zabrakło jednej z kluczowych zawodniczek, bramkarki Natalii Filończuk, co zapewne miało wpływ na rezultat tamtej potyczki. - Pierwszy mecz z Koszalinem był bardzo dobry w naszym wykonaniu - przypomina bramkarka Monika Ciesiółka, która wraz z Aleksandrą Zych i Barbarą Zimą zostały nominowane do zawodniczki poprzedniej, 11. serii - Dla nas był o tyle łatwiejszy, że zabrakło Natalii Filończuk, co było dużym osłabieniem gości. Ale każdy mecz jest inny. Myślę, że koszalinianki bardzo będą chciały się zrewanżować. Będą mocno zaangażowane, rzucą się na nas od początku, więc musimy spokojnie grać swoje. Nie możemy się dać wciągnąć w ich taktykę. Mamy tylko 3 punkty straty do Piotrcovii, zajmującej 6. miejsce, o które walczymy. Jest jeszcze sporo grania, więc nie pozostaje nic innego jak skutecznie walczyć o swoje marzenia.
W akcji nowa miotła
Przedostatnie w tabeli, z 6-punktową stratą do Ruchu, piłkarki ręczne z Koszalina punktów potrzebują jak tlenu. Dotychczas pokonały tylko ostatnią Energę Szczypiorno Kalisz, więc walczą o „ucieczkę” z zagrożonego miejsca. Do sobotniej rywalizacji przystąpią pod wodzą nowego sztabu szkoleniowego. Po niedawnej dymisji Krzysztofa Przybylskiego obowiązki szkoleniowca przejął Ukrainiec Dmytro Hrebeniuk, pełniący dotąd funkcję asystenta. Trenerką współpracującą została doskonale znana na Śląsku dr Joanna Dworaczyk. To urodzona w Gliwicach wychowanka Sośnicy, z którą trzykrotnie zdobywała wicemistrzostwo Polski (1996, 1999, 2001) oraz 168-krotna reprezentantka Polski, a obecnie także wykładowczyni na Politechnice Koszalińskiej. O dotkliwej porażce z Ruchem nikomu nie trzeba przypominać, nastroje w zespole są bardzo bojowe. - Szykujemy się intensywnie i chcemy powalczyć. Zawodniczki, które były przeziębione, wracają do treningów. Jesteśmy gotowi do boju i zrobimy wszystko co w naszej mocy, by tym razem nie było tak, jak w meczu pierwszej rundy - deklaruje trener Hrebeniuk.
Wyjazdowa nowość
Chorzowianki do sobotniego występu przygotowywały się jak do każdego innego. Jedyną nowością było to, że po raz pierwszy na tak dalekie (ponad 725 km) spotkanie pojechały dzień wcześniej. Mecz rozpocznie się o 16.00, więc trudno byłoby wyjechać ze Śląska w nocy i niemal z autokaru wybiec na boisko. - To ciężki teren, ale myślę, że jesteśmy w stanie wygrać - to jeszcze raz Ciesiółka. - Niedawno w Koszalinie zmieniono trenera, więc nie do końca wiemy, czego się można spodziewać po jego podopiecznych. Myślę jednak, że w krótkim czasie nie można aż tyle zmienić, byśmy nie wiedziały nic o drużynie, z którą zagramy. Jedziemy powalczyć i wygrać, bo wygrać po prostu... trzeba!
Zbigniew Cieńciała
