Wygrać jak… sto lat temu!
Reprezentacja Polski dwa razy wygrała ze Szwecją na jej terenie. Po raz pierwszy w swoim meczu nr 3 w historii w maju 1922 roku 2:1, a następnie osiem lat później.
Skoro we wrześniu 1930 udało się wygrać ze Szwecją w Sztokholmie aż 3:0, to czemu ma się nie udać i we wtorek?!
Z LAMUSA
Wygrana pod koniec września 1930 roku miała swoje znaczenie. Wygraliśmy z liczącym się przeciwnikiem, który już w tamtym czasie liczył się w futbolu.
Rywal z olimpijskiego podium
Było kilka miesięcy po pierwszym Pucharze Rimeta, czyli mistrzostwach świata w Urugwaju, ale w nich ani Szwedzi, ani Polacy nie grali. Z Europy za ocean popłynęła tylko Francja i powiązane z nią kraje, jak Belgia, Rumunia i Jugosławia. Szwedzi na pierwszych po Wielkiej Wojnie igrzyskach w Antwerpii latem 1920 skończyli na ćwierćfinale, a cztery lata później w Paryżu stanęli na najniższym stopniu podium. Przed II wojną światową byli jeszcze na trzecim Pucharze Rimeta, też we Francji w 1938 na 4. miejscu, za mistrzem świata Włochami, Węgrami i Brazylią.
We wzajemnym meczu nr 7 zagraliśmy w niedzielę 29 września 1930. W tamtym czasie to był przeciwnik, z którym rywalizowaliśmy najczęściej.
Po 38-godzinnej podróży
Świetny krakowski dziennik „Ilustrowany Kuryer Codzienny”, który swoje oddziały miał w wielu miejscach w Polsce, w tym w Katowicach przy ulicy Teatralnej 6, tak pisał o tym meczu w obszernej korespondencji, która ukazała się w popularnym „IKC” dwa dni później, we wtorek 30 września: „Polska drużyna przybyła do Sztokholmu w sobotę o godzinie 8-mej rano po 38 godzinach podróży. W Berlinie zatrzymano się i w ciągu dwóch godzin postoju udano się na zwiedzanie miasta. W dalszej podróży podziwiano piękne widoki ze statku przy wjeździe do Sztokholmu. W Szwecji oczekiwali drużynę prezes Związku szwedzkiego i kolonia polska. Drużyna przyjęta została bardzo serdecznie. Pisma szwedzkie rozpisują się szeroko o drużynie Polski, chwaląc jej zalety, niemniej licząc na zwycięstwo Szwedów, zwłaszcza, iż grał przeciw nam ich najlepszy skład”.
Bezradność szwedzkiej gwiazdy
Mecz rozegrano na Stadionie Olimpijskim, igrzyska w stolicy Szwecji odbyły się w 1912 roku, a na trybunach było aż 25 tys. kibiców. W tym samym czasie Skandynawowie grali też z Belgią i Finlandią! To jednak przeciwko Biało-czerwonym zagrał najlepszy skład z kierownikiem ataku i zarazem kapitanem Perem Kaufeldtem, brązowym medalistą igrzysk z 1924 roku, który grał też na boiskach francuskich (23 gole w reprezentacji Szwecji w 33 meczach).
W rywalizacji z naszymi obrońcami, grano wtedy w tyłach tylko dwójką defensorów, Henrykiem Martyną i Jerzym Bułanowem, nie miał wiele do powiedzenia. Drużyna polska prowadzona przez Stanisława Lotha zaskoczyła rywala w końcówce I połowy, kiedy do siatki Ollego Bengtsona piłkę wpakowali napastnik Legii, Józef Ciszewski oraz Józef Smoczek z Garbarni. Po przerwie legionista raz jeszcze znalazł drogę do siatki i wygraliśmy efektownie 3:0.
Dla Polski i dla Jugosławii
„W obrońcach naszych Bułanowie i Martynie znaleźli mur nie do przebicia. Doskonały był Seichter w pomocy, który od razu zdobył sobie całą publiczność szwedzką. Chruściński poprawny, a linii napadu najlepsi Smoczek i Pazurek. Obie drużyny grały bardzo ofiarnie, przyczem Polacy górowali taktyką i techniką, zaś Szwedzi grą głową” – podsumowywał „Ilustrowany Kuryer Codzienny”.
Wspomniany i wyróżniony Bronisław Seichter, rocznik 1902, krakowianin, ale przez lata podpora warszawskiej Polonii (jego brat, też reprezentant Kazimierz występował w Cracovii) zagrał wtedy w reprezentacji drugi i… ostatni raz! Grał jeszcze po wojnie w Kolejarzu Opole. Z kolei strzelec dwóch goli w tamtym spotkaniu Józef Ciszewski, w kadrze 14 gier i 3 gole, na swoim koncie miał też… nieoficjalny występ w reprezentacji Jugosławii! Zagrał w niej kilka lat wcześniej w Pradze, w meczu z amatorską reprezentacją Czechosłowacji, którą „Plavi” pokonali w październiku 1928 roku 3:1, a Ciszewski zdobył jedną z bramek!
Michał Zichlarz
MECZ TOWARZYSKI
Sztokholm, niedziela 28 września 1930 roku
◼ Szwecja - Polska 0:3 (0:2)
0:1 – Ciszewski, 39 min, 0:2 – Smoczek, 43 min, 0:3 – Ciszewski, 69 min
SZWECJA: Bengtsson - Lundgren, Zacharoff - Carlsson, Petersen, Liljebjoern - Wenzel, Dahl, Kaufeldt, Holmberg, Hansson. Trener Jozsef NAGY.
POLSKA: Fontowicz - Martyna, Bułanow - Seichter, Chruściński, Mysiak - Szczepaniak, Ciszewski, Pazurek, Smoczek, Sperling. Trener Stanisław LOTH.
Sędziował Matti Alto (Finlandia). Widzów 25000.
