„Wujo” wojownik

Od dekady piłkarz Cracovii tak mocno nie pukał do kadry. Rok temu świętował awans... do III ligi.

Ostatni rok zmienił życie Oskara Wójcika. Powołaniem do kadry zaczyna kolejny etap. Fot. Michał Kędzierski/PressFocus

REPREZENTACJA

Droga do najważniejszej drużyny w kraju najczęściej składa się ze śladów pozostawionych w reprezentacjach rocznikowych. Oskar Wójcik nie zostawił ani jednego, a rok temu nie znali go nawet wszyscy kibice Cracovii...

Jest takie zdjęcie z 31 sierpnia ubiegłego roku, po meczu Krakowian z Legią. Obok siebie stoją Wójcik w koszulce Tarnovii, Mateusz Klich w trykocie Cracovii i Bartosz Kapustka w stroju stołecznej drużyny. Wcześniej poświęcili sporo czasu na rozmowy, rozdawanie autografów i zdjęcia z młodymi zawodnikami Tarnovii. To właśnie tam stawiali jedne z pierwszych piłkarskich kroków. Tam wypatrzyli ich skauci Cracovii, w której zadebiutowali w ekstraklasie.

Nie odpuścił

Panowie „K” pod Wawelem przyjęli pierwsze powołania do reprezentacji, a niedługo po debiucie zostali wytransferowani za granicę. Pan „W” - rocznik 2003 - podąża dużo bardziej krętą drogą. Drogą, która w ostatnim roku zaczęła się prostować i poszerzać. Już ma powołanie od Jana Urbana na spotkania z Ukrainą i Nigerią, dużą szansę na debiut w przebudowywanej drużynie narodowej i zagraniczny transfer.

Rok temu jego największym sukcesem w seniorskiej piłce był awans z rezerwami Cracovii z IV ligi. - Kiedy się rehabilitowałem, jeden doktor zapytał mnie: „po co tak ciężko trenujesz, skoro już nigdy nie wrócisz na poziom, na którym chcesz być, ponieważ masz tak zniszczone kolano”. Odpowiedziałem, że zawsze będę wierzył, że profesjonalnie zagram w piłkę - tak Oskar Wójcik opowiadał o swojej walce, o powrocie po dwóch poważnych kontuzjach. Nie odpuścił i dziś wie, że było warto.

Zawsze na maksa

- Wiedziałem, że Oskar to klasowy zawodnik, ale dopiero jak poznałem go osobiście, zobaczyłem jak bardzo. Całą drugą połowę miał podbite oko i nic na nie nie widział. Każdy kto grał w piłkę, wie jak trudno wtedy rywalizować -powie po debiucie w Cracovii trener Bartosz Grzelak.

Po przerwie spowodowanej nadmiarem kartek środkowy obrońca wrócił do gry ze specjalną maską. W spotkaniu kończącym rozgrywki z Koroną Kielce wyszedł bez atrybutu Zorro. - Musiałem ją wyrzucić, bo strasznie mi przeszkadzała. Po prostu lekko zaryzykowałem, bo już nie mogę w niej wytrzymać – przyznaje „Wujo”.

Podbite oko było efektem walki z przeciwnikiem. W tej sytuacji to Wójcik był poszkodowany, ale wielokrotnie to starcie z nim kończy się nieprzyjemnie dla rywali. Sędziowie ukarali go dziesięcioma żółtymi kartkami, w tym siedmioma po zimowej przerwie. Więcej napomnień w ekstraklasie miał tylko Juljan Shehu z Widzewa Łódź.

O jeden krok za daleko

Przyznaje, że niektórych kartek mógł uniknąć, ale „taki już jest”. - Gram do końca, daję z siebie wszystko. Jestem zawodnikiem, który na boisku odda życie za Cracovię. Zawsze byłem jej kibicem i będę oddawał dla niej sto procent.

Po ostatnim meczu w 2025 roku uczucia do Cracovii poniosły go trochę za bardzo. Jego kolega z boiska, Irakijczyk Amir Al-Ammari, opublikował zdjęcie z imprezy zawodników. Pomocnik miał na głowie kibolską czapkę z przekreślonymi symbolami Wisły Kraków i Widzewa Łódź. Obok niego był uśmiechnięty od ucha do ucha Wójcik. Zdjęcie szybko zostało usunięte, ale w internecie nic nie ginie. Ówczesny prezes Mateusz Dróżdż ukarał zawodników. Musieli sprzedawać klubowe czapki w sklepie na stadionie i kupić ich dużą liczbę dla dzieci z sektora rodzinnego.

Największy sukces Elsnera

Czasem nasze życie zmienia jedna decyzja lub spotkanie. Dla Wójcika zmianą o 180 stopni było zatrudnienie w Cracovii trenera Luki Elsnera. Słoweńcowi nie udało się dokończyć projektu, ale odkrycie Wójcika będzie mógł sobie wpisać w CV pogrubioną czcionką. Rok temu obrońca grał w IV lidze, na piątym szczeblu. W dwa miesiące przeszedł drogę z piłkarza rezerw do wyróżniającej się postaci w ekstraklasie. - To jest człowiek, któremu zawdzięczam jak najwięcej. Bez niego nie byłoby mnie w tym miejscu. Wszystko, co osiągnąłem w tym sezonie, jest wyłącznie jego zasługą - mówi zawodnik Pasów. 

Elsner nie przywiózł za sobą czarodziejskiej różdżki. Co takiego się stało, że latem Wójcik wywalczył miejsce w składzie, a potem bronił tę decyzję swoją grą? Piłkarz podkreśla, że zawsze był pewny siebie, ale potrzebował większej szansy. Mniejsze dawali mu Michał Probierz i Jacek Zieliński, ale u nich nie zadebiutował w ekstraklasie. Pozwolił mu na to w marcu 2025 Dawid Kroczek. Był to jednak epizod. - W dwa miesiące nie stałem się dużo lepszym zawodnikiem. Po prostu potrzebowałem trenera, który na mnie postawi i mam nadzieję, że się odpłaciłem. Zawsze będę mu za to wdzięczny.

Michał Knura

Materiał premium

Dalsza część jest dostępna dla subskrybentów

Odblokuj pełne wydanie i korzystaj bez ograniczeń. Czytaj ekskluzywne wywiady, analizy i felietony sportowe. Słuchaj podcastów oraz oglądaj materiały wideo.

Zobacz pakiety i odblokuj wydanie

Dostęp od 12,50 zł • BLIK / karta • Anulujesz online, kiedy chcesz

Masz już dostęp? Zaloguj się